Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /47
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń194

Połynin zawahał się. Chciał chłopaczkowi powiedzieć to, co zapewne należało powiedzieć: mimo wszystko porozmawiaj o tym także ze swoimi krewnymi. Jednak język jakoś nie mógł nic podobnego wyrazić, i zamiast wyjaśnić wszystko jak dziecku, że zawsze trzeba słuchać starszych, od serca mu odrzekł jak dorosłemu:


- Tylko jeżeli już odejdziesz z tego domu i pójdziesz do pracy - żebyś potem się nie cofnął! Kto by od tego ciebie nie odciągał. Skoro sam się zdecydowałeś, to znaczy, że to twój wybór! - i wyciągnął do niego dłoń: - Powodzenia!


Wyszedłszy już do tamburu*), pułkownik zatrzymał się, i zanim otworzył drzwi na chodnik, przez chwilę nasłuchiwał.


Siedząc tam na górze przy stole, nie tylko nie próbował podważać wrażenia, jakie chcieli na nim wywrzeć ci całkiem mu obcy ludzie, a wprost przeciwnie,  już zawczasu gotów był się temu poddać, ponieważ chciał, żeby jako znajomi Galiny, której list im z tak daleka przywiózł, byli właśnie takimi - miłymi, dobrymi i sympatycznymi - na jakich wyglądali.


Jednak w tym, jak ten nastolatek w ciemnościach wypadł za nim na schody, i w tym, jak bardzo chciał odejść od nich, mimo że byli jego jedyną rodziną - chociaż nie powiedział o nich nic złego - było coś niejasnego i bardzo niepokojącego.


To właśnie dlatego Połynin zatrzymał się na dole przed wyjściem i zaczął nasłuchiwać: wróci czy nie wróci Wołodia z powrotem do mieszkania?


Stał i czekał tak długo, aż wreszcie tam na górze stuknęły drzwi. *Wrócił!*


Uczucie niejasnej trwogi jednak go nie opuszczało. Ni stąd, ni zowąd pomyślał o Galinie Pietrownej z jakimś wcześniej mu nieznanym uczuciem lęku - o nią. Jakby musiał teraz przed czymś ją bronić. A przed czym, nie wiadomo...


Wyszedłszy w końcu na ulicę, pułkownik otworzył z tyłu drzwi gazika i przez ramię śpiącego kierowcy nacisnął klakson.


Ten w popłochu złapał za kierownicę i dopiero potem odwrócił głowę do Połynina:


- Do zarządu?

- Nie, jedźmy najpierw do Centralnego Telegrafu, - polecił mu lotnik, po raz pierwszy w ciągu ostatniej godziny przypomniawszy sobie o swoich sprawach i o tym, że przecież jest od wczorajszego dnia Bohaterem Związku Radzieckiego. - Muszę mamie wysłać telegram!



11



30. grudnia, na dzień przed Nowym Rokiem, zatrzymawszy się na Froncie Karelskim dłużej niż to planowała, Galina Pietrowna wreszcie wysiadła z pociągu na moskiewskim Dworcu Jarosławskim**). Reszta jej brygady, spędziwszy na dalekiej północy cztery miesiące, dotarła do Moskwy już dziesięć dni wcześniej, a Galina, zachorowawszy pod koniec ich frontowego turnee na zapalenie płuc, prawie całe dwa tygodnie przeleżała w murmańskim szpitalu. Przed wyjazdem koledzy z jej zespołu teatralnego zdecydowali, żeby pozostawić tam razem z nią kogoś z ich grupy, a wtedy Masza Makarowa sama ofiarnie się zgłosiła - i właśnie dzisiaj obie cudem zdążyły dojechać tutaj tuż przed noworocznym balem.



.....................................................


*) tambur -  element budowy architektonicznej przy drzwiach do budynku; coś w rodzaju westybulu = wejścia na klatkę schodową;


**) Dworzec Jarosławski - jeden z 13 dworców kolejowych w Moskwie



  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Czy Połonin coś zauważył niepokojącego w rodzinie, że chłopiec chciał od nich odejść ?
avatar
Postawmy sobie 4 pytania:

Czy emocjonalny chłód wobec Bałakiriewów naszego sieroty-Wołodii - to wyłącznie rezultat niedawno przeżytej traumy?

Jaki jest jego stosunek do Anny Akomownej, prostej kobiecinki, która W WIELKIM 5-POKOJOWYM MIESZKANIU jego krewnych jako całkiem obca mu osoba jako jedyna przytuliła i przyjęła go do swojej malutkiej kliteczki przy kuchni?

Dlaczego o swoich bardzo osobistych rozterkach Wołodia potrafił rozmawiać nie z ciotką czy wujkiem... a z przelotnie, dopiero co poznanym Połyninem??

Co on nam mówi, NIC NIE MÓWIĄC, o tych ludziach?
avatar
Każde z tych pytań ma smutną odpowiedź... Jakby nie patrzeć.
avatar
Celowe przemilczenie w tekście - to bardzo WYMOWNA forma literackiej wypowiedzi, i niektórzy z nas-starych pamiętają chyba jeszcze, że w tamtych opresyjnych czasach wojny czy komuny był to bardzo wyrazisty, od A do Zet czytelny dla większości rodaków komunikat.

Cała nasza twórczość literacka od zawsze MÓWIŁA - I NADAL MÓWI! - MIĘDZY WIERSZAMI.

Kto czyta wyłącznie litery i znaki interpunkcyjne, a pomija wszystko, co nie zostało zwerbalizowane - tak naprawdę nic nie czyta. W recepcji czytelniczej kontekst historyczno-polityczno-kulturowy ma ogromne znaczenie.

Na całym świecie to dlatego tak trudno o WIERNE przekłady obcej literatury, że jako tłumacze często nie znamy tamtych tealiów i "nie jarzymy" PRZEMILCZEŃ
avatar
Zgadzam się w zupełności. Bez poznania realiów historycznych itd., przyswojenie i zrozumienie tekstu jest trudniejsze i nie łatwo odczytać ukryte myśli zawarte w tekście autora.
Miłego wieczoru.
© 2010-2016 by Creative Media
×