Przejdź do komentarzyOkręt płynie dalej. Zaciągamy się na pokład /6
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-04-26
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń100

Kiedy stamtąd wyszedłem, natychmiast poleciałem do Pakidjanca. Przykro mi było, że nie zostałem zaciągnięty na pokład *Towarzysza*, ale przynajmniej rozmawiałem z samym Łuchmanowem, a ten wszak wspaniałomyślnie zapraszał mnie do swojej słynnej szkoły, co przecież w jakiejś mierze włączało także mnie do tej ich morskiej społeczności. Przyjaciel już na mnie czekał.


- I jak? Udało się?

- Nic z tego nie wyszło.


Powiedziałem mu, co poradził mi zrobić stary kapitan.


- I prawidłowo! - pochwalił go Pakidjanc, - Widzisz, jaki to złoty człowiek.


Po trzech tygodniach o zimowym mglistym poranku *Towarzysz* wyszedł w morze. Padał rzadkimi wielkimi płatkami śnieg i powoli osiadał na maszty, reling, reje i wanty. Żaglowiec stał się puchaty, zatracił swoje ostre rzeczywiste kontury i zamienił się w magicznego *Latającego Holendra*. Przyszedłem pożegnać się z Pakidjancem. Na pokładzie zgromadzili się krewni i znajomi załogantów. Dobiegał czyjś śmiech, kpiarskie życzenia szczęśliwego rejsu, szloch dziewczyn. Pod burtą warczały silniki dwóch holowników. To one miały wyprowadzić *Towarzysza* z Leningradu na Zatokę Fińską. Czułem się tak, jakbym tracił coś bezcennego.


Szkuner już zniknął na horyzoncie. Bez Pakidjanca życie stało się puste i samotne. Co prawda Fiedźka nadal jeszcze mieszkał ze mną, ale już na dniach miał dostać nowe miejsce. Zbliżała się jego kolej.


Nieoczekiwanie z Kilonii, gdzie remontowano w niemieckich dokach *Towarzysza*, przyszedł list. Pakidjanc w krótkich słowach opisywał w nim swoje życie na okręcie. W kopercie była czarno-biała fotografia, a na niej z zastygłym wyrazem twarzy, w czarnych kapeluszach, czarnych płaszczach pastora z aksamitnymi kołnierzami i w białych szalach wokół szyi stali Pakidjanc i jego nowy przyjaciel Alka Lange. Obaj wyglądali elegancko jak jacyś lordowie albo... dwaj grabarze na pogrzebie.


Dena Baranowa wysłano jako palacza na lodołamacz *Krasin*. Statek gorączkowo przygotowywano do zakończonej sukcesem ekspedycji ratunkowej na biegun północny na poszukiwania załogi sterowca Nobile *Italia*


/przypis tłumacza: Zeppelin ten w katastrofie w 1928 r. wraz z resztą załogi zaginął w Arktyce. Na bezmiarach Oceanu Lodowatego na krze lodowej w słynnym czerwonym namiocie - przy pomocy samolotów - zdołano wówczas odnaleźć pozostałą część obsady *Italii*: radiowca oraz paru innych ocalonych z kraksy ludzi, w tym ze złamaną nogą samego generała Nobile/.


Fiedźka strasznie się potem nadymał i plótł o tej ich wyprawie niestworzone rzeczy, chociaż sam jako palacz niewiele w tej sprawie mógł zdziałać. Będąc jednak *tym od łopaty* i fizycznej roboty, zerwał w końcu z klanem żywieniowców - koków, kuchcików, piekarzy, kelnerów i bufetowych - i został członkiem bardziej prestiżowego działu mechaników. Czekała go kariera od pomocnika palacza do palacza pierwszej klasy, potem do maszynisty itd. - nic tylko się cieszyć.


Przed wyjściem w morze zrobił wtedy iście *królewski gest* - podarował mi swój szary kapelusz i szal w kratę, przedmioty mej zazdrości. Wzbraniałem się przed tym dla fasonu, ale Den z lekceważeniem rzucił:


- Zamknij się. Kupię sobie nowy. Idziemy w końcu w rejs zagraniczny.


Kapelusz i szal wraz z norweskim mekintoszem, niebieskim wyleniałym angielskim drelichem *Karolina* (zamieniłem się potem nimi z jednym koleżką z *Towarzysza* na kolekcję znaczków - jedyną tak naprawdę cenną rzecz) czyniły wówczas ze mnie kapka w kapkę prawdziwego przedstawiciela floty handlowej, marynarza słonych wód. A tak bardzo chciałem nim zostać!


Przewałęsawszy takim sposobem kilka miesięcy bez pracy, wstąpiłem wreszcie do Leningradzkiego Technikum Morskiego - oczywiście, po zdaniu na piątkę wszystkich egzaminów - chociaż konkurencja była ogromna, bo całe miasto chciało dostać się do tej szkoły. Nawet z nauk społecznych dali mi ocenę z wyróżnieniem, i w końcu zostałem uczniem pierwszego roku wydziału nawigacji morskiej.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×