Przejdź do komentarzyRozdział 1. O tym, jak Panikowskij naruszył konwencję /8
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2021-09-06
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń391

Za mętnymi niemytymi szybami siedział pan przewodniczący. Jak wszyscy ludzie zajęci pisaniem miał zmartwioną minę. Raptem uniósł głowę. Drzwi otworzyły się na oścież, i do gabinetu przeniknął Panikowskij. Przyciskając kapelusz do wysmarowanej piersi, zatrzymał się przy biurku i długo poruszał grubymi wargami. Nasz przewodniczący zerwał się z krzesła i otworzył szeroko usta. Nasi bracia usłyszeli przeciągły krzyk.


- Chodu! - zawołał Ostap i pociągnął za sobą Bałaganowa. Skacząc na skróty przez kwietne gazony, obaj pobiegli na bulwar, gdzie skryli się za dębem.


- Czapki z głów, panowie, - rzekł Bender, - obnażmy nasze czoła. Za chwilę nastąpi wyniesienie ciała.


I bynajmniej się nie pomylił. Nie umilkły jeszcze wrzaski głowy miasta, jak w bramie wejściowej ukazali się dwaj napakowani ochroniarze, którzy nieśli Panikowskiego - jeden trzymał go za ręce, drugi za nogi.


- Prochy nieboszczyka, - komentował zdarzenia Ostap, - zostały wyniesione na rękach bliskich i przyjaciół.


Dwaj umundurowani pracownicy komitetu wytaszczyli trzecie, durne dziecko lejtenanta Szmidta na ganek i zaczęli nieśpiesznie nim huśtać. Panikowski pokornie milczał i spoglądał w sine niebo.


- Po krótkiej cywilnej ceremonii żałobnej... - kontynuował Bender.


W tym samym momencie, nadawszy ciału swej ofiary należyty rozmach i inercję, ochroniarze wyrzucili trzeciego syna na bruk.


... proch ten został przekazany matce ziemi. - dokończył Ostap.


Panikowskij klapnął na ulicę jak żaba. Szybko się jednak podniósł i jeszcze bardziej skłoniwszy się na bok pobiegł wzdłuż Bulwaru Młodych Talentów.


- A teraz powiecie mi, Bałaganow, jakim sposobem ten gad naruszył konwencję - i co to w ogóle miało znaczyć?



ROZDZIAŁ 2.


30  SYNÓW  LEJTENANTA  SZMIDTA




Pełen nieprzewidzianych perypetii poranek już się kończył. Bender i Bałaganow, nie umawiając się, szybko poszli w stronę komitetu. Główną ulicą na rozstawnych chłopskich chodzikach wleczono właśnie długą stalową szynę. Okropny hałas i dzika muzyka towarzyszyła tej jeździe, jakby sam woźnica, cały w rybackim brezentowym uniformie, wiózł nie szynę, a ogłuszającą piekielną orkiestrę. Słońce łamało się w szklanej witrynie sklepu pomocy naukowych, gdzie nad globusami, trupimi czaszkami i kartonową, wesoło ubarwioną wątrobą alkoholika w miłosnym objęciu stały dwa szkielety. Obok w ubogim oknie warsztatu produkującego stemple i pieczątki najwięcej miejsca zajmowały emaliowane deseczki z napisem *ZAMKNIĘTE Z POWODU OBIADU*, *PRZERWA OBIADOWA OD 14:00 - 15:00* oraz po prostu *ZAMKNIĘTE*, *SKLEP ZAMKNIĘTY* i wreszcie czarna wręcz fundamentalna tablica ze złotymi literami *ZAMKNIĘTE Z POWODU REMANENTU*. Widocznie wszystkie te zdecydowane oświadczenia w Arbatowie cieszyły się największym popytem. Na wszelkie pozostałe przejawy życia warsztat ten miał w pogotowiu jedną tylko wywieszkę: *DYŻURNA NIANIA*

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×