Przejdź do komentarzyRozdział 34. Przyjaźń z młodością /6
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-03-05
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń203

W całkowitej ciszy Ostap zgarnął wszystkie pieniądze z powrotem do walizy i wrzucił ją na bagażnik gestem godnym monarchy. Znowu usiadł na siedzenie, plecami oparł się o oparcie, szeroko rozstawił nogi i spojrzał na szajkę-szachrajkę.


- Jak zatem widzicie, nauki humanistyczne również przynoszą bogate owoce. - powiedział milioner, ponownie zapraszając studentów, by pośmiali się razem z nim.


Ci jednak milczeli, wpatrując się w różne guziczki i wieszaki na ornamentowanych ściankach przedziału.


- Żyję jak sam bóg, - kontynuował Wielki Kombinator, - czy raczej jak półbóg, ale to w końcu jedno i to samo.


Chwilkę poczekawszy, niespokojnie się poruszył i zawołał w jak najbardziej przyjacielskim tonie:


- Coście, szatany jedne, tak skapcanieli?

- To ja już idę, - powiedział ten wąsaty, podumawszy przez moment. - Pójdę do siebie i zobaczę, co tam, jak tam... i w ogóle.


I wyskoczył z przedziału.


- Zadziwiająca rzecz, bardzo zastanawiająca. - zauważył Ostap. - Jeszcze dzisiaj rano wcale się nie znaliśmy, a teraz czujemy się tak, jakbyśmy byli znajomi co najmniej dziesięć lat, prawda? Co to takiego? Jakieś fluidy?

- Ile jesteśmy winni za herbatę? - zapytał Parowickij. - Ileśmy tutaj wypili szklanek? Dziewięć czy dziesięć? Trzeba spytać obsługę. Zaraz przyjdę, poczekajcie chwilkę.


Razem z nim ulotniło się jeszcze czterech innych młodych ludzi, którzy koniecznie chcieli pomóc w rozliczeniach z obsługantem.


- To co, może coś zaśpiewamy? - zaproponował Bender. - Jakiś stary szlagier. Na przykład *Siergiej pop! Siergiej pop!* Chcecie? Śpiewam rzadkim nadwołżańskim basem.


I, nie czekając odpowiedzi, Wielki Kombinator pośpiesznie zaśpiewał: *Hej, po rzeczce, hej, po bystrej siwy kaczor płynie*. W chwili, gdy zbliżał się chóralny refren, Ostap jak dyrygent machnął rękoma i tupnął nogą, lecz groźny zespołowy okrzyk nie nastąpił, jedna tylko nieśmiała Lida Pisariewskaja wstydliwie zapiszczała: *Sirgiej pop! Siergiej pop!*, ale natychmiast urwała - i uciekła.


Przyjaźń niknęła w oczach. Już niebawem w przedziale została sama tylko dobra i miła panienka w greckich tenisówkach.


- I dokąd oni wszyscy zwiali? - spytał Ostap.

- Rzeczywiście, - wyszeptała dziewczyna. - Trzeba się dowiedzieć.


Zgrabnie rzuciła się do drzwi, lecz nieszczęsny milioner schwytał ją za rękę.


- Żartowałem, przepraszam. - wymamrotał. - Jestem dyrygentem orkiestry symfonicznej!.. Synem leutenanta Szmidta!.. Mój ojciec był tureckim poddanym. Proszę mi wierzyć!..

- Proszę mnie puścić! - wyszeptała panienka.


Wielki Kombinator został sam.


Przedział nadal trząsł się i strasznie skrzypiał. W niedopitych szklankach dźwięczały łyżeczki, i całe to szklane herbaciane stadko powoli zjeżdżało na skraj stolika pod oknem. W drzwiach pojawił się obsługant, podtrzymując podbródkiem kolejną stertę czystej pościeli oraz pledów.



1931


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×