Przejdź do komentarzyCarte blanche
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Arcydzieło
Autor
Gatuneksensacja / kryminał
Formaproza
Data dodania2022-09-13
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń137

Lodówka stał nad wykopanym dołem i przyglądał się. Łopaty pracowały, przerzucały twarde grudy, raz po raz natrafiając na kości. Szpadle obijały się o nie, wydając głuchy dźwięk.

Brygada wynajęta do kopania to nie byli zwyczajni grabarze. Kiedy powołano Nadzwyczajną Komisję do spraw Ekshumacji, szukano odpowiednich ludzi wśród zawodowych archeologów, ale nie każdy się nadawał do takiej roboty.

Było więc kilku inzynierów, nie gryzipiórków którym demonstracyjnie wystaje długopis w kieszonce na piersi, w kaskach co nie noszą śladów błota. Zatrudniono ludzi od czarnej roboty. Był też jakiś geodeta, któremu darowano karę w zawieszeniu i archeolog, któremu zachciało się mocnych wrażeń.

Lodówka mógł oczywiście zatrudnich innych fachmanów. Może wykonali by tę pracę lepiej. Ale lepiej nie mieszać ze sobą ognia z prochem. Jego ludzie nie przywykli do świateł reflektorów.

Patrycja Trumna, litości - pomyślał Lodówka kiedy po raz pierwszy usłyszał jej nazwisko, podniosła kość i przyglądała jej się pilnie. Była doktorem, czy kimś takim komu się kłaniają na korytarzach Instytutu, ale Lodówka zwracał się do niej jak do jakiejś dzidzi z baru, bo inaczej po prostu nie umiał.

- Coś tam znalazła?

Ręka w gumowej rękawiczce obróciła kość - Prawdopodobnie kość piszczelową.

Na rozłożonym suknie leżały już poukładane inne kości. Odłożyła ją.

Zrobiła zdjęcie, a potem zapaliła papierosa.

- Pochowano tutaj co najmniej trzy osoby. Ale nie znaleziono żadnej czaszki. Dziwne, nie? - Wydmuchała dym w stronę księżyca, który lśnił niczym tależ wylizany przez psa.

Lodówka pochylił się nad dołem.

Znaleźli jeszcze kilka kości. Dalej nie było sensu kopać.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×