Autor | |
Gatunek | biografia / pamiętnik |
Forma | proza |
Data dodania | 2025-08-30 |
Poprawność językowa | - brak ocen - |
Poziom literacki | - brak ocen - |
Wyświetleń | 38 |

(Dzisiaj sobota, a w poniedziałek już 1 września. Czas do szkoły... Niektórych nauczycieli nigdy się nie zapomina. Takim był w moim technikum profesor od `Przysposobienia Obronnego`, noszący ksywę `Dzik`. Instytucja w szkole...)
CYNGIEL
(...)
– Powiedz mi, chłopcze, z jakich głównych części składa się karabinek kbks?
– O matko boska! Karabinek kbks o kalibrze pięć koma sześć milimetra składa się z... – Leszek wstał, przymrużył oczy i zaczął szybko recytować podstawowe dane.
– Dobrze. Teraz ty. Jak należy ustawiać szczerbinkę? Jakie są zasady celowania? – Dzik wskazał na drugiego kolegę.
– Aby zwiększyć celność strzału, należy... – zapytany, też bez zająknięcia, wydeklamował kolejną formułkę. – Widzi pan, panie profesorze, wszystko pamiętamy. Możemy się już położyć na stanowiskach?
– Nuu, wy znacie zasady. A trzeci uczeń niech mi odpowie, jak ci, Niedzielski, tak? Powiedz mi, dlaczego należy wstrzymać oddech przy oddawaniu strzału.
– Przy oddawaniu strzału należy wstrzymać oddech, aby karabinek nie drgnął w momencie naciśnięcia palcem wskazującym cyngla, który należy bez szarpnięcia ściągać powoli, aż do momentu... – Mirek nie zdążył dokończyć. Dzik gwałtownie zamachał rękoma, wchodząc mu w słowo:
– Cyngiel? Co za cyngiel?! To prymitywne, cywilne nazwanie. To nie jest żaden cyngiel! W wojsku mówi się na to „język spustowy”. Powtórz.
– Cyngiel? Co za cyngiel?! To prymitywne... – Kolega nie był w ciemię bity. Chciał Dzik, aby powtórzył, to dokładnie powtarzał.
– Co ty mówisz, chłopcze? Miałeś powtórzyć.
– Przecież powtarzam, panie profesorze – odrzekł Mirek urażony, zachowując śmiertelną powagę. Kto go nie znał, mógł wziąć jego odpowiedź za dobrą monetę.
– Ale nie to! Miałeś powtórzyć, jak się nazywa prawidłowo język spustowy.
– Język spustowy prawidłowo nazywa się język spustowy.
– Nuu, no widzisz. Zapamiętałeś?
– Tak, panie profesorze.
Kiedy usłyszeliśmy odpowiedź Mirka „język spustowy prawidłowo nazywa się język spustowy”, którą wypowiedział z bardzo poważną miną, ledwie powstrzymaliśmy się od głośnego śmiechu. Opanowaliśmy się, gdyż cenne minuty uciekały. Na szczęście Dzika zadowoliła ostatnia odpowiedź.
(...)
CYTATY
Następnego dnia w szkole na dużej przerwie zaczęliśmy przekomarzać się, wspominając wczorajsze strzelanie. Był w naszym gronie Mirek, kolega z klasy chemicznej. Kiedy usłyszał, jak nas Dzik wczoraj maglował ze znajomości obchodzenia się z bronią, zaniósł się śmiechem:
– Miałem z nim lepsze przeboje! Kiedyś z kumplem zostaliśmy zaszczyceni obowiązkiem wyczyszczenia kabekaesów w magazynku, tym na dachu szkoły. Zrobiliśmy to szybko, zostało jeszcze mnóstwo czasu. Z nudów coś nam odbiło i zaczęliśmy się fechtować wyciorami. Na to wpadł Dzik. Ale oczy wybałuszył!
– I co, upiekło się wam? – Boguś kuksnął Mirka w ramię.
– E, bo znajdę wycior i cię nadzieję! Słyszał ktoś, aby u Dzika się upiekło? Opierdolił nas, na czym świat stoi! Dostaliśmy uwagi do dziennika: „Chciał zabić kolegę”. Z trzema wykrzyknikami!
– Dobre! Ewarek, a pamiętasz, jak Dzik przytargał stary karabin? Ten złom, powiązany sznurkiem? – Boguś zachęcająco trącił tym razem Piechotę.
Ewaryst skrzywił się z niechęcią:
– Pamiętam. Przyczepił się do mojego nazwiska.
– To był widok! Dał ci tego przedpotopowego gruchota i… zaraz, co powiedział?
– Mówiłem, przyczepił się do mojego nazwiska.
– Aaa… jak to było? „No, artyleria, teraz celuj prosto w mordę faszysty!” I wycelowałeś. Ha ha, prosto w jego gębę!
– A na cholerę nazwał mnie jeszcze Artylerią?! To mu wycelowałem.
– I to jak przepisowo! Przyłożyłeś broń do ramienia, zgrałeś muszkę ze szczerbinką…
– Doobraa…
– A Dzik padł jak długi! Chyba od wojny takiego szybkiego padu nie wykonał! Widok cudo!
– Najlepsza była końcówka uwagi, którą mi wpisał do dziennika – Ewaryst wreszcie się rozchmurzył na wspomnienie. – Do dziś znam ją na pamięć: „Dzięki błyskawicznemu refleksowi i tężyźnie fizycznej uniknąłem niechybnej śmierci”.
Chóralny rechot, którym podsumowaliśmy wypowiedź Ewarka, był tak głośny, że aż zwrócił uwagę dyżurującego w wejściu do budynku nauczyciela. Zaniepokojony spojrzał w naszym kierunku. Na szczęście był zbyt daleko, aby usłyszeć, z czego się tak głośno śmiejemy.
– Boguś, a pamiętasz, jak Dzik przyłapał nas na moście? – Mirek na kolejne wspomnienie znów się roześmiał. – Cośmy wiosną poszli na wagary za Wisłę?
– Co nie mam pamiętać. Byliśmy w połowie mostu, jak wychynął zza przęsła. Jak długo on tam czatował? I skąd wiedział?
– Jak to skąd? Nie my pierwsi…
– A jego uwaga w dzienniku znów paradna była: „Jednoosobowy patrol w osobie Pawła Szmeltera przyłapał złoczyńców... – dopowiedział Boguś. – Jak to dalej leciało?
– Coś, że zawrócił tych złoczyńców z drogi występku.
– No tak, kazał nam przecież wracać do szkoły. I jeszcze sprawdził, czy wróciliśmy…
Nasze ponowne, głośne wybuchy śmiechu, zagłuszył terkot dzwonka ogłaszającego koniec długiej przerwy. Skończył się czas wesołości, nadchodziła kolejna lekcja, na której trzeba było wysiedzieć długie czterdzieści pięć minut, aby doczekać do następnej chwili odpoczynku.