Przejdź do komentarzyW domu Alegriów
Tekst 6 z 8 ze zbioru: PERUKA
Autor
Gatuneksatyra / groteska
Formaproza
Data dodania2012-05-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1237

Domu Alegríów strzegą dwa domofony: pierwszy, obsługiwany przez uprzejmego recepcjonistę, drugi – wewnętrzny – jest atrybutem R., pokojówki. Jej granatowa garsonka szeleści od krochmalu i obcym w domu szelest ten może zastępować warczenie psa. R. Ma na twarzy wymalowaną wierność i wściekliznę; nie bez powodu pani domu dała jej przydomek „Rabiosa ”. Kto z kim przestaje, takim się staje. 

Dla najmłodszej w domu Alegríów – Nansy – życie bez Rabiosy byłoby jałowe. Ścielenie łóżek, pranie, przyrządzanie posiłków wraz z ich podaniem pożera tamtej pół życia, którą to połowę Nansy rezerwuje na inne aspiracje. Najnowsza z aspiracji Nansy nosi kryptonim „Huella azul ” i jest realizowana pod auspicjami parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Miraflores. Stamtąd przychodzimy. Jeszcze teraz Nansy i jej przyjaciółka Silvia pozostawiają w czystym holu niebieskie ślady, na co Rabiosa patrzy oniemiała. 

- Skąd de „Ślady”? – pyta Silvia. 

- Pastor mówił, że wszystko zaczęło się w Barranquilli. Grupa ludzi zawiązała stowarzyszenie „Huellas de Colores”, by wspierać dzieci i młodzież, wskazywać im drogę, motywować. Najpierw zaskarbili sobie Kolumbię, potem Chile i Ekwador... 

- Boże, prawie jak Shakira . 

- Rabiosa, skarbie – woła Nany. – Przynieś mi pracę mamy, chcę pokazać Silvii. 

- Tak, señorita – warczy Rabiosa. 

Nansy Alegría zaprasza do salonu za swym niebieskim śladem. Przestronne pomieszczenie dzielą na równe połowy dwa śnieżnobiałe dywany, przy czym śnieg jest tu – w Limie – czystą abstrakcją. Między dywanami czarna smuga parkietu biegnie, rozpędza się z połyskiem, by za oknem wpaść wprost do pacyfiku. Okna w domu Alegríów mają doskonałe panoramy. Biel i czerń – o ile na ścianach może je godzić wściekła, soczysta czerwień (a pozostaje to w zgodzie z zasadami geometrycznej abstrakcji), o tyle podłoga tylko podsyca dysharmonię. 

- Jak się cieszę, że ruszyliśmy z koksem – wzdycha Nansy, przemierzając lewy dywan. – To bardzo wiele znaczy dla tych biedaczków z parafii. 

Silvia obiera dywan prawy, co oznacza, że gdy Nansy zlegnie w wygodnej kanapie pod lewą ścianą salonu, ona będzie musiała przeskoczyć nad smugą parkietu. 

- „Huella azul” to prawdziwe wyzwanie – ciągnie Nansy, drapiąc spuchniętą kostkę. – Pastor wysoko postawił nam poprzeczkę, oj, wysoko, pata . 

- Musimy sobie poradzić. Jeśli radzą sobie w Quito i w Santiago to trudno, żebyśmy nie mieli dać rady w Limie. 

Mówiąc to Silvia ryzykuje u Rabiosy żywy rumieniec, bo w domu Alegríów wiadomo, że służąca pochodzi z ubogich przedmieść Quito. To, czego nie mogłaby robić tam, czyli stąpać po białym dywanie, tutaj przychodzi jej z łatwością. Przynosi wielki plakat Shakiry. 

- Zobacz – mówi uradowana Nansy. – Moja mama skończyła kurs grafika komputerowego. 

- Chévere . Ładniutkie. Długo jej to zajęło? 

- A czy to ważne? Przynajmniej wreszcie ma jakieś zajęcie i nie snuje się całymi dniami po domu rozwiązując sudoku. 

Autorka plakatu, Dolores Alegría, wchodzi do salonu prawym dywanem. Mnie, stojącego na czarnym pasku podłogi obdarza spojrzeniem pełnym nieufności. Bloczek sudoku niedbale ciska za siebie. Rabiosa przyrządza jej przy barku drinka, z którym Dolores podchodzi do kanapy i wita się z dziewczynami. Nansy i Slvia z zapałem opowiadają o zebraniu w parafii i wyzwaniach projektu „Huella azul”, lecz Dolores Alegría całą uwagę przywiązuje do zachwycającej kompozycji granatowych śladów na dywanie. Czyżby dziewczynki zrozumiały, że zamiast lufrować po El Cocodrilo i innych nocnych lokalach Miraflores, pożyteczniej będzie zostać w domu (w domu Alegríów są aż dwieście dwadzieścia metry kwadratowe dywanów do wydeptania)? 

- Jeszcze jedną noc, „Ślady” są świeże – prosi Silvia, wobec czego uwaga Dolores Alegríi skupia się na mnie. 

- A ty? Nie myślisz podeptać? 

Wraca do barku. 

- Mam taką potrzebę, by dać coś z siebie innym – wyznaje Nansy i opowiada Silvii, że jedna z ich podopiecznych ma w domu tylko jeden komputer na czworo rodzeństwa. 

- Są jeszcze takie domy? – przeraża się Silvia. – Myślałam, że moja biedna Rita jest ostatnią w Limie, która żyje bez laptopa. 

- Cholera, musimy im pomóc! – postanawia Nansy i wstaje, i chodzi w kółko po białym dywanie obserwując mnożące się jak grzyby po deszczu niebieskie ślady. 

- Prosimy do barku – warczy na mnie Rabiosa. 

Wąskim paskiem podłogi podchodzę, gdzie proszą i skąd Dolores Alegría bacznie mi się przygląda. 

- Przyglądam ci się – potwierdza. – Czy nie prosiłam, żebyś po tym swobodnie deptał? 

- Dziękuję, nie chcę zabrudzić. 

- Tego wymaga gościnność, że nic mnie to nie obchodzi. Depcz. 

Rabiosa ostatecznie poprawia swoją wykrochmaloną garderobę przed barkowym lustrem. Udaje się do przeszklonej szafy i szuka czegoś, co – mam nadzieję – okaże się skórzaną dyscypliną. 

- Deptaj, deptaj – nakazuje za panią domu. 

- Depcz co kazałam! – woła upita wieczorem Dolores. 

- By ślady naszych stóp przetrwały nas samych – z kanapy wzdycha Silvia. 

W jej głosie jakieś niezasłużone szczęście.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×