Przejdź do komentarzy2084 czyli Europa da się lubić cz.2
Tekst 9 z 21 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2013-11-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1526

Karl nie wiedział, czy ze stresu jego umysł płata mu figle, czy po prostu ma przesrane. Tzn. jeśli umysł zaczynał mu szwankować, to w rzeczy samej miał przesrane, ale w chwili obecnej cień siedzący w jego pokoju, na jego fotelu zdawał się być większym zagrożeniem. Światło się zapaliło a cień zamienił się w siwego mężczyznę o szlachetnym wyglądzie.

- Panie Virtanen, proszę usiąść.

Pan Virtanen zaś miał nogi jak z waty i czuł że jeśli zrobi krok, upadnie.

- Wiedziałeś, że prędzej czy później po ciebie przyjdą. Może to lepiej, że wcześniej niż później i skrócą ci ten znerwicowany żywot - pomyślał.

- Jestem tu z powodu obciążających dowodów które pan posiada.

Karl upadł.

- Może jednak pan usiądzie. - Mężczyzna podał mu rękę i posadził na kanapie.

- N-n-nie wiem o-o-o-o czym p-pan mówi - wyjąkał bardziej niż zwykle.

- Ohh, proszę się nie obawiać. - Tajemniczy gość wrócił na fotel i założył nogę na nogę. - Cel mojej wizyty jest inny niż pan sądzi. Widzi pan, pański przyjaciel był również moim przyjacielem. Miał pan jakiś pomysł, co zrobić z tymi nagraniami?

- No nie... - odpowiedział. Teraz gdy się już uspokoił, mężczyzna wydał mu się znajomy.

- A ja tak. Dlatego chciałem zdjąć z ciebie to brzemię i samemu to załatwić. Ty zaś weź kilka dni wolnego, odpocznij, wyśpij się. Narażałeś swoje życie, zasłużyłeś.

Gdy facet wyszedł, Karl przypomniał sobie gdzie widział tego człowieka. A widział go na TVekranie, przemawiającego jako członek Partii.


- Wstawaj młody. - Kudłaty trącił Kevina nogą. - Dziś twój wielki dzień. Dziś narodzisz się na nowo. Dziś przejrzysz na oczy.

- Co ty kombinu... - Marika od początku patrzyła na Kudłatego z zaintrygowaniem, nie znając jego zamiarów. - Został ci jeszcze karton?!

Kudłaty rzeczywiście trzymał w palcach mały papierowy kartonik.

- Klęknij i otwórz buzię, to sakrament. - Kevin nie wiedział co to sakrament, ale zaspany i półprzytomny zrobił to o co prosił Kudłaty.

- Miałeś jeszcze jeden karton i nic nie powiedziałeś? Czemu, czemu, czemu? - skakała Marika.

- Nie trzymałem tego dla siebie, ani dla kogoś kto już... Trzymałem to dla kogoś takiego jak on. Czułem, że kiedyś przyjdzie ktoś stamtąd, a ja będę mógł mu to pokazać - spojrzeli równocześnie na Kevina lecz on jedynie wzruszył ramionami.

Chłopak nawet nie zauważył kiedy coś się zmieniło. Zmysły jakby wcześniej przytłumione, teraz się wyostrzyły. Ogółem poczuł się... nadtrzeźwy. Widział wyraźniej, słyszał wyraźniej.... Czuł wyraźniej. Mgła osnuwająca jego umysł, rozwiała się. Słyszał nawet dźwięki kolorów, a nawet czuł je fizycznie.

Weszli na dach budynku. Niebo było prawie niebieskie, a to rzadkość, szczególnie w dużych miastach. Kevin sięgnął wzrokiem poza panoramę Strefy. I tak ciężko byłoby nie zauważyć potężnych wieżowców, które będąc włócznią postępu wbijały się w niebo. Wieże Babel, tym różniące się od biblijnej wieży, że zbudowali ją ludzie, którzy nie tylko mówili tym samym językiem, ale również myśleli jednakowo.

Kevin zapłakał, usiadł, wsadził głowę między kolana i szeptał coś. Kudłaty i Marika nawet nie próbowali się domyślać co też teraz dzieje się w jego głowie.

- Zostaw go. To jest coś przez co trzeba przejść samemu - powiedział Kudłaty gdy ona chciała go objąć.


- Skończył się czas akcji, które nic nie zmieniały, chłopcy. Nadchodzi moment, do którego byliście szkoleni i trenowani. Postawimy wszystko vabank. Dla ideałów, w które wierzymy. Dla celów, do których dążymy. Dlatego zebrałem was tu wszystkich, co do jednego. Nie będziemy mieć drugiej szansy. Jesteście gotowi zmienić bieg historii i zapisać swoje nazwiska na jej kartach?

- Tak jest, panie pułkowniku! - odpowiedzieli chórem. Krasicki z dumą popatrzył na swoich żołnierzy. Bo tym właśnie byli. Nie żadnymi terrorystami, tylko żołnierzami. W ich oczach było widać determinację. Kiedy mężczyzna ma takie spojrzenie, pewnym jest, że zrobi to co ma być zrobione, lub zginie próbując. Nawet siedemnastoletni chłopak stojący w szeregu, miał tę samą postawę, wyraz twarzy, i oczy, co dorośli mężczyźni wśród których stał. Wszyscy oni, bez względu na wiek, doświadczenie, stopień, byli braćmi i towarzyszami broni. Polską armią. Rycerzami, broniącymi damy swojego serca, a damą tą Rzeczpospolita. Damą okaleczoną, poćwiartowaną, zgwałconą, wielokrotnie zabijaną i powracającą do życia.

- Kto chce zrezygnować, niech zrobi to teraz – gdyby, któryś z nich postanowił odejść, zostałby potem po cichu usunięty. Brat bratem ale konspiracja konspiracją. Stawka jest zbyt wielka, żeby ktoś specjalnie lub niechcący wsypał. Tak jak się Krasicki spodziewał, nikt nawet nie drgnął. I był on pewny, że to z powodu chęci do walki, a nie ze świadomości, że Czterdzieści i Cztery można opuścić tylko w plastikowym worku.

- Jesteście Czterdzieści i Cztery! - krzyknął, a krzyk ten wypełniony był dumą. - Nasz wielki wieszcz, Adam Mickiewicz przepowiedział, że to my wyzwolimy naszą ojczyznę. Jeszcze nie nadszedł czas złamanej szabli, jeszcze rdza nie pokryła karabinów. Nie, póki my żyjemy! Moi dzielni chłopcy... - pełen patosu głos zamienił się w szept. - Nawet nie poznaliście planu, a jesteście gotów skoczyć za mną w ogień. Czy naprawdę zasłużyłem na takie ogromne zaufanie?

- Tak jest, panie pułkowniku!

Człowiekowi, który planował zamachy bombowe zbierające krwawe żniwo, oraz potrafiący godzinami torturować człowieka by zdobyć informacje, łzy stanęły w oczach. Mimo że wielu jego ludzi było w jego wieku, wszystkich darzył ojcowską miłością. Gdyby istniała encyklopedia dowódców, Krasicki byłby w kategorii `Surowy ale sprawiedliwy`.

Podwładni odwzajemniali jego uczucia. On zaś pamiętał imię każdego z nich. Znał też ich problemy, lęki, marzenia. Potrafił surowo ukarać szeregowca za to, że zasnął na warcie, a potem zaprosić go na wódkę i szczerze porozmawiać.

- Majorze, proszę przedstawić plan. - Major wyszedł przed żołnierzy.

- Koniec z miejską partyzantką. Zaczynamy regularną wojnę. - Żołnierze wznieśli okrzyki. - Cisza! Od naszego partyjnego sponsora, dostaliśmy urządzenie, dzięki któremu możemy zagłuszyć kanał pierwszy i nadać swoją transmisje. Minusem jest to, że musimy być bliżej stacji telewizyjnej. Dlatego przeniesiemy centrum dowodzenia do Strefy Zero. Dostaliśmy też materiały dowodowe kompromitujące Partię i EuroKorp. Zostaną one wyświetlone na TVekranach na terenie całego Związku Wszecheuropejskiego. Potem pułkownik wygłosi wezwanie do walki. Narodowo wyzwoleńcze bojówki w innych krajach zostały poinformowane i mają być w gotowości. Przynajmniej te, z którymi udało nam się skontaktować. A raczej te które przetrwały. Reszta społeczeństwa z pewnością nie będzie obojętna. Ciekawiło was co jest w ciężarówkach, które przyjechały. Jest to broń Mnóstwo broni. Nie wszyscy mieszkańcy Strefy podzielają nasze poglądy, lecz nie zgadzają się z obecnym porządkiem tak samo jak my. Uzbroimy ochotników. To wszystko. Wszystkie przepustki zostają wycofane. Akcje zaczynamy jutro o 8.00. Rozejść się. Z Bogiem.


- Dokąd teraz idziemy? - podekscytowany Kevin nie miał dość zwiedzania Strefy i poznawania nowych ludzi.

- Teraz pokażemy ci bibliotekę - odpowiedział Kudłaty.

- Macie tu bibliotekę?! Wow!

- I to jeszcze jaką! - roześmiała się Marika. Kevinowy entuzjazm udzielał się wszystkim.

- Wydaje mi się, że nigdy nie czuł się tak żywy jak teraz.- szepnęła do Kudłatego, gdy Kevin ruszył przodem.


- Wszystko się zgadza, przepuścić go.

Gert Hanke wjechał na teren pełen magazynów i hangarów. Wojsko pilnujące terenu, sprawiało, że miał złe przeczucia co do tej roboty. Gdy odnalazł magazyn C6 przekonał się, że nie jest jedynym kierowcą tutaj. Zobaczył też kilka znajomych twarzy z przemytniczego biznesu.

- Gert, ty też tutaj? - podszedł do niego gruby jegomość, gdy Gert wyszedł z ciężarówki.

- Cześć Harry. Domyślam się, że zwerbowali cię w takich samych okolicznościach jak i mnie.

- Taaaaaa... - dobrze, że te `taaa` nie trwało dłużej, gdyż grubas miał naprawdę nieświeży oddech.

- Nie gadać - warknął żołnierz. - Wracajcie do pojazdów. Ładunek zaraz zostanie załadowany. Na wasze komputery otrzymacie dane, gdzie dostarczyć rachunek. Ruchy, ruchy!

Drzwi magazynu się otworzyły, więc nie było wiadomo czy popędzał kierowców czy tych, którzy nieśli czarne skrzynki.

Komputer w ciężarówce zapiszczał.

- Nowa Moskwa. Plac generała Denikina.


Kevin wparował do biblioteki. Nie żeby był jakimś fanem literatury. Po prostu każda nowa rzecz poznana w Strefie była czymś fascynującym. No i nigdy nie był w bibliotece, gdyż książki w formie papierowej wyszły z użytku. Wchodząc do budynku spodziewał się jakiejś starożytnej biblioteki Aleksandryjskiej. Lecz nie było tu półek uginających się pod książkami. Pustych półek również nie było. Tylko staruszek z imbrykiem w ręce i długą brodą.

- To jakiś dowcip? - spytał Kevin, a starzec zachichotał na widok jego zdziwionej miny.

- Kevinie, poznaj Zachariasza. Prawdziwego historyka z powołaniem i ogromną skarbnicą wiedzy.

- Ale on jest taki stary! Nie został zminimalizowany?

- Chciałeś powiedzieć `zamordowany`, chłopcze. Minimalizacja - prychnął. - Wygodne słowo pozwalające mordować ludzi zbyt starych, żeby mogli pracować. Sumienie pozostaje czyste, bo przecież nikt nikogo nie zamordował. Po prostu przeprowadzono minimalizacje ludzi za starych by żyć.

- Przepraszam, nie chciałem pana urazić. Jestem tu nowy...

- Dobra, dobra dzieciaku. I tak prawdopodobnie o tym zapomnę. Zabawne. Nie pamiętam co było wczoraj ale pamiętam co było w 1648 roku. Nie, aż tak stary nie jestem - odpowiedział na pytający wzrok Kevina i się roześmiał. - Jestem historykiem. Z powołaniem. Kurwa.

W pokoju śmierdziało starym człowiekiem. Kevin pierwszy raz czuł ten zapach. Pierwszy raz również widział kogoś tak starego. Najstarszą osobą, jaką znał, był jego dziadek. Pamiętał też, że nie targały nim żadne uczucia podczas dziadkowej minimalizacji. Normalna kolej rzeczy. Skończył sześćdziesiąt lat, został uśpiony, a potem piec zminimalizował go do kupki popiołu.

Zachariasz zalał wszystkim herbatę, czy cokolwiek to było i usiedli w kółku.

- Zachariaszu, opowiedz Kevinowi jakąś historię.

- Niech no się zastanowię... Może chcesz posłuchać o...

- Opowiedz mi jak do tego doszło. Do tego wszystkiego. Domyślam się, że ta historia będzie zupełnie inna niż ta której uczyli mnie w szkole.

- Więc na wstępie powiem ci, mój chłopcze, że ludzie to naprawdę głupi gatunek. Nazizm i komunizm dały ludziom lekcję, lecz praca domowa i tak nie została odrobiona, a sama lekcja została zapomniana. Państwa związane porozumieniem, zaczęły ograniczać prawa obywateli i ingerować w ich prywatność, wszystko oczywiście dla bezpieczeństwa obywateli, jak to mówili. Konsumpcyjne społeczeństwo miało zaspokajane swoje potrzeby i nikt nie widział powodów do niepokoju. Krew się nie lała, więc przyjazny totalitaryzm rozwijał się bez przeszkód. W poszczególnych państwach do władzy doszli najbardziej sprzedajni i skorumpowani politycy, gotowi sprzedać swój kraj oraz jego surówce za grosze oraz lizać buty członkom Rady. Buty które w przyszłości będą brudne od krwi. Genezę powstania Rady i Związku Wszecheuropejskiego zapewne musiałeś uczyć się na pamięć. W 2020 roku, dzięki tym wszystkim Quislingom i Petainom wszystkie państwa Europy utraciły niepodległość. Bez żadnej walki. No prawie wszystkie. W szkole na pewno cię uczyli, że generał Rajtar był żądnym władzy potworem. Tak naprawdę był odważnym człowiekiem, który nie mógł spokojnie patrzeć na płonące flagi i kolejny rozbiór Polski. Naprawdę odważny człowiek, tak. Człowiek, który potem został okrzyknięty faszystą, rasistą, homofobem, szerzycielem nienawiści, zbrodniarzem. Tak nazywali i dalej nazywają go ludzie, których chciał ocalić przed tyranią. Całkiem niedaleko jest miejsce jego śmierci. Budynek, do którego najpierw wpuścił wrogich żołnierzy, a potem wraz z nimi wysadził się za pomocą granatu. Dokładnie tak, chłopcze. Strefa jest miejscem gdzie trwały ostatnie i najcięższe walki. Dlaczego władza zostawiła ten kawałek ziemi w takim stanie? Naprawdę nie wiem. Może jako przestrogę. Patrzcie, takie ruiny zostaną gdy znowu ktoś zechce podnieść głowę. Na czym to ja.. Hm, ach tak. Po zjednoczeniu Europy szybko została powołana Partia. A dalej to się już jakoś potoczyło...

- A jaka jest twoja rola w tej historii?

Zachariasz się zadumał. Po chwili jednak znowu się ożywił.

- Zacząłem studiować historię już pod nowym ustrojem. Program nauczania był bardzo ograniczony i podporządkowany tzw. poprawności politycznej. Na szczęście mój profesor i jednocześnie mentor z uczelni, był historykiem starej daty i wiele mnie nauczył. Niestety dość szybko go zwolnili. Jako że nie chciałem powtarzać kłamstw, które nam wmawiali, również stałem się bezrobotny, a i potem bezdomny. A były to czasy, gdy bezdomni szybko znikali z ulic. Na szczęście znalazłem nowy dom. Domem mym stała się Strefa. Oto moja króciutka historia, młody człowieku.

- Mówisz o przeszłości... A co możesz powiedzieć o przyszłości?

- Kto ma władze nad przeszłością, ten kontroluje przyszłość.


Gdyby w Strefie były staruszki siedzące cały czas w oknie, jak snajper, zobaczyłyby trójkę młodych ludzi, których śmiech mieszał się z mrokiem nocy. Młode dusze, które nie dbały o jutro, bo dzisiaj jest dzisiaj. Dobre dzieciaki którym przyszło żyć w złych czasach.


Karl Virtenanen czuł jakby cały czas chodził w ciężkiej, średniowiecznej zbroi, a wczoraj wieczorem w końcu ją zdjął. Oddał komuś swoje brzemię i idąc do pracy czuł się, jakby szedł parę centymetrów nad chodnikiem. Z uśmiechem szedł do pracy, której nienawidził, bo wiedział, że przekazał swoje brzemię odpowiedniej osobie, która coś z tym zrobi. I wszystko zmieni się na lepsze.

Przypadkiem zapaliło się zielone światło. Przypadkiem Karl wszedł na jezdnie. Przypadkiem czarny, sportowy samochód zamiast się zatrzymać, przyspieszył. Przypadkiem potrącił przypadkowego przechodnia. Przypadki chodzą po ludziach, lecz w przypadku Karla Virtanena, jeżdżą po nich.


- Coś cię trapi majorze? - spytał pułkownik Krasicki

- O tak. Nie podoba mi się to, że cały nasz plan zależy od człowieka z Partii. Sprzęt do transmisji od niego, broń od niego...

- Melduję, że wjechaliśmy do Strefy - przekazał kierowca przez komunikator.

-... przepustki na wjazd od niego, tak samo jak dowody, które mamy pokazać w telewizji. Wszystko. Nasze życie praktycznie jest w jego rękach. To właśnie mnie trapi. Nie ufam mu. Nikt nie ufa. Za to wszyscy ufamy panu, panie pułkowniku.

Krasicki westchnął.

- Zawsze się obawiałem, czy wasza ślepa wiara we mnie, nie będzie przyczyną waszej zguby. Też jestem przecież człowiekiem, popełniam błędy.

- Za przeproszeniem panie pułkowniku. Nie jest pan człowiekiem tylko pieprzonym herosem.


Poranne słońce zaczęło spacerować ulicami Strefy, razem z Kevinem i Mariką.

- Tak dawno nie widziałam słońca - rzekła, lecz Kevin szedł w milczeniu.

- Miałaś kiedyś tak, że spałaś ale wcale nie spałaś? Twoje ciało leży w łóżku, ale umysł wędruje gdzieś indziej? - odezwał się w końcu.

- To się nazywa sen.

- Sen... Ludzie poza Strefą nie śnią. Nie, nie ma żadnego zakazu. Po prostu zapomnieli jak to się robi. Ewoluowali i ich umysły stały się bliższe... owadom. Świadomość ludzka zamieniła się w umysł roju. Nie są nawet niewolnikami, gdyż niewolnicy marzą o wolności. Oni zaś, nigdy jej nie zaznali, nie wiedzą czym ona jest.

Gdy na nią spojrzał, zaskoczyło go to, jak blisko znalazły się ich twarze. Palcami zamknęła mu powieki. Czasem ten moment przed pocałunkiem jest nawet lepszy niż sam pocałunek. Pełne napięcia powietrze przed burzą. Smakowanie bliskości drugiej osoby, jej zapachu.

- Kryj się! - szarpnęła go za rękę i wciągnęła do wnętrza jakiegoś budynku.

- C-c-co się stało?

- Ciężarówki?! W Strefie? Coś złego się dzieje.

- Może przywieźli jedzenie i lekarstwa...

- Tak, zamiast nas zabić od razu postanowili napełnić nasze brzuchy rakotwórczym jedzeniem i nafaszerować Panaceum. Kevin. Boję się – drżała, gdy ją przytulił.


W budynku, w którym pod grubą warstwą kurzu i brudu była zaschnięta krew generała Rataja, założyli centrum dowodzenia. Na dachu zawisła flaga, symbol, który w różnych czasach i miejscach raz powiewał godnie, w chwale, a raz leżał cały w błocie i krwi, deptany przez wrogów. Zabrzmiał hymn z pradawnych czasów. Melodia, przy której każde ciało prężyło się na baczność. Przeżytek z dawnej epoki. Teraz mają wrócić te czasy.

- Spocznij. Wiem, że nie potrzebuje słów, żeby rozgrzać wasze serca, gdyż już są rozgrzane do czerwoności, jak lufy karabinów na Westerplatte. Powiem więc krótko. Przodkowie obserwują was. Niechaj patrzą na was z dumą. Zająć stanowiska.


- Co jest, kurwa?- zaspany Kudłaty podniósł swoją kudłatą głowę.

- Wojsko, kurwa - odpowiedział głos.

- Co za wojsko?

- Polskie wojsko.

- Nie zamawiałem żadnego wojska. - opadł z powrotem na łóżko. Zaraz jednak zerwał się jak poparzony. Dwójka żołnierzy zaś nic nie robiła sobie z jego obecności i jak gdyby nigdy nic rozstawiali karabin maszynowy przy oknie.

- No nie - Kudłaty już całkowicie się obudził i całkowicie oniemiał. - Sprowadziliście wojnę do Strefy. Tutaj mieszkają dzieci, wy pojeby! Zmiotą was w minutę, razem ze wszystkimi tutaj mieszkającymi!

- Nie, ponieważ mamy plan.

- Nie gadaj z tym lewackim ścierwem - drugi żołnierz, o wiele niższy od kolegi, krytycznym okiem patrzył na małą stertę książek i napisy na ścianie. - To tacy jak on przyczynili się do tego wszystkiego. Dziadek mi mówił, że to właśnie oni w Święto Niepodległości blokowali nam ulice. Kiedy my mówiliśmy nie, oni mówili tak. Kiedy my przed czymś ostrzegaliśmy, oni do tego dążyli.

Lufa karabinu obrała na cel rozczochraną głowę.

- Mały, zluzuj... Teraz mamy wspólnego wroga i...

Mały wystrzelił.

- No dobra, pomóż mi z tym karabinem.


- Panie pułkowniku. - młody mężczyzna zbladł okropnie.

- Co jest żołnierzu?

- Nie możemy nadać transmisji - odpowiedział po chwili.

- Zdrada... - szepnął przywódca Czterdzieści i Cztery.


- Boję się. Weź mnie.

- Co? - Kevin nie wiedział czy dobrze usłyszał.

- Weź mnie, kochaj mnie, pieprz mnie.

- Tutaj?

- Tutaj i teraz.

Oparła się o ścianę i wypięła, w budynku śmierdzącym moczem. Gdy zaczęły spadać pierwsze bomby, po jej gładkich policzkach zaczęły spadać łzy. Jęki przyjemności mieszały się ze szlochem. Kevin przyspieszył, jednocześnie mocniej zaciskając powieki, lecz jemu również łzy wypływały strumieniami. Miłość w deszczu bomb.

Eksplodowali w tym samym czasie. A budynek razem z nimi.


Na nic zdały się karabiny, hymny, flagi i odwaga. Związek Wszecheuropejski nie stracił ani jednego człowieka. Kulturalnie i humanitarnie zrzucono tony bomb. Nie tylko przeciwko ludziom, ale także przeciw budynkom. Architektura z przeszłości raziła system swoją obecnością tak samo jak ludzie w nich mieszkający. Na gruzach i kościach, powstaną nowe, białe, piękne budynki. Słońce, które pierwszy raz od dawna ukazało się znad szaro-czarnych chmur, znowu schowało się za dymem ze stref podobnych do Stefy Zero, w których mieszkali podobni ludzie.


Elegancki dżentelmen jechał limuzyną. Obok siedział młody mężczyzna sprawiający wrażenie karierowicza. Tacy ludzie zawsze budzili antypatię. Było w nich coś oślizgłego. Osoba taka wszędzie się wślizgnie i jest gotowa zrobić wszystko by osiągnąć swój cel.

- Znasz taki film jak `Ojciec chrzestny`, Arnoldzie? - spytał Maksymowicz.

- Nie, panie Maksymowicz. Czy to jakiś z filmów zakazanych?

- Nawet nie wiem. Ale na pewno jest to dzieło stare i zapomniane. Natchnieniem dla mnie był moment, gdy Michael Corleone w jedną noc wyeliminował wszystkich swoich wrogów.


Hanke niecierpliwił się. Czekał już prawie godzinę. Nikt się nie zgłaszał po ładunek. Wraz z niecierpliwością, rosła jego ciekawość. Co takiego właściwie przewozi. Ciekawość ta, sięgała już zenitu.

- Poczekam równo godzinę - powiedział do siebie.

A co jeśli może sprzedać ładunek za konkretną sumkę i ułożyć sobie dostanie i wygodne życie tutaj, w Federacji Wschodniej? - zastanawiał się.

Minęła godzina. Czarna skrzynia na końcu ciężarówki, w ponurym półmroku czekała na uroczyste otwarcie. Gdy już się doczekała, okazało się że na dnie leży coś ,co wygląda jak termos. Z licznikiem.


Trzy.

Dwa.

Jeden.

Zero.


Zamiast wybuchu, z urządzenia wydobył się syk. Gert Hanke z ulgą wypuścił powietrze z płuc. Chwile wcześniej zaś wypuścił coś innego, w spodnie.

Ból w oczach i w przeponie. Próbując złapać oddech, obficie rzygnął krwią. Jego śladem poszli najpierw ludzie na placu, potem na ulicach Nowej Moskwy. Wirus wychodząc z Nowej Moskwy ściągał żniwo w okolicznych jak i nie okolicznych miastach, miasteczkach i wsiach. Podobne reakcje łańcuchowe nastąpiły w Petersburgu, Kijowie, Smoleńsku, Mińsku i kilkunastu innych miejscach.


Mira Deveroux w swojej wielkiej łasce, znowu pobłogosławiła swoich widzów cudownym dekoltem.

- Nasz nieomylny wywiad odkrył, że bandyci mieszkający w Strefie Zero i innych podobnych rejonach, wspierali terrorystów, a sami terroryści mieli tam swoje siedziby. Sprawiedliwość została dokonana, a na miejscu, który był domem dla kryminalistów zostaną wybudowane szkoły i szpitale. Szybko udało nam się powstrzymać te faszystowskie zamieszki, dzięki, jak zwykle zresztą, zgranej pracy naszej milicji, wojska i wywiadu. Uwaga, wiadomość z ostatniej chwili. U naszych wschodnich sąsiadów i przyjaciół, wybuchła straszliwa epidemia. Partia zobowiązała się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, wysłać pomoc humanitarną i oczywiście wojsko, by zapanować nad sytuacją.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×