Przejdź do komentarzySoul Saver
Tekst 3 z 5 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatuneksatyra / groteska
Formaproza
Data dodania2013-11-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1464

- Terminal czwarty czeka na Pana, Panie Sink

Sekretarka pokazała mi otwartą dłonią wejście do niewielkiej kabiny. Wysuwane ze ściany drzwi właśnie otwierały się, wypuszczając poprzedniego użytkownika, nieskiego mężczyznę w wieku około 40 lat. Facet ze zdenerwowaniem przeczesał palcami rzednące ciemne włosy, i mamrocząc coś pod nosem posłał mi smutne spojrzenie pełne współczucia i zrozumienia. Jego kciuk bezwiednie potarł opuszki pozostałych palców pokazując wszystkim znany gest pieniędzy. Może w jego oczach dopatrzeć się można było odrobiny litości.

Bo i nie przedstawiałem sobą zbyt eleganckiego widoku. Co prawda miałem na sobie brązową, tweedową marynarkę w rzadką, zielonkawą kratę i zaprasowane w kant spodnie do kompletu, ale brudne, przetłuszczone włosy i trzydniowy zarost sprawiały, że miast elegancko wyglądałem raczej żałośnie. Nic nie poradzę, to żona uparła się na ten garnitur. Ja swoje wiedziałem, ale nie chciałem bardziej denerwować Anny. Na moim spotkaniu nie miało przecież żadnego znaczenia, jak będę wyglądał.

Mężczyzna rzuciwszy mi krótkie spojrzenie wyszedł z budynku. Przełknąłem lepką ślinę, która nagle zgęstniała w ustach, i wszedłem do kabiny. Drzwi zamknęły się za mną bezgłośnie, pogrążając pokój w ciemności. Po kilku sekundach u sklepienia rozbłysło małe, żółte światełko. Tak silne, aby ukazać kontury pokoju, ale zbyt słabe, by wyraźnie widać było kąty.

Na środku pokoju znajdował się fotel, przed nim zaś wbudowany w ścianę ekran. Siedąc, bez problemu można było go dotknąć - pomieszczenie nie miało nawet dwóch metrów długości. Całe obite było krwistoczerwonym materiałem dźwiękochłonnym.

Usiadłem w fotelu, a ekran aktywował się. Głęboki bas, dochodzący gdzieś z góry, zagrzmiał:

- Podaj kategorię czynu

Na ekranie zabłysły trzy przyciski:

`Morderstwo` `Trwałe okaleczenie` `Tymczasowe poszkodowanie na zdrowiu`

Drżącą ręką nacisnąłem `Morderstwo`

- Podaj imię i nazwisko zamordowanego. W przypadku braku tych danych podaj wszelkie dostępne informacji pozwalające zidentyfikować ofiarę.

Obiema dłońmi powoli wystukałem na wyświetlonej klawiaturze nazwisko Horacy Shneider

-Czy odnaleziono właściwą osobę?

Ekran wyświetlał zdjęcie mężczyzny około trzydziestki z uśmiechem na twarzy i mądrymi oczami skrytymi pod krzaczastymi brwiami. Stał oparty o rower i wyglądał na zadowolonego z życia sportowca. Potwierdziłem

- Wybierz sposób dokonania morderstwa

`Broń palna` `Broń ręczna` `Inne`

Wskazałem `Broń ręczna`

- Podaj nazwę narzędzia Kij baseballowy, odpowiedziałem nerwowo dociskając klawisze.

- Podaj przybliżony czas trwania aktu morderstwa.

Że co, kurwa?? Co ja jestem, nie stałem nad nim z zegarkiem mierząc tętno! Mocno wzburzony idiotycznością pytania wpisałem `około 5 minut`.

- Czy obiekt był przed śmiercią torturowany fizycznie, psychicznie lub farmakologicznie?

Nie! Nie jestem jakimś pieprzonym sadystą, ja go tylko zabiłem, do cholery!

- Oczekiwanie na dane z prosektorium. w tym czasie proszę przejrzeć wprowadzone dane. Zatajenia lub fałszerstwa będą karane z pełną surowością i bezwzględnością.

Na ekranie wyświetlono informacje, które wcześniej wprowadziłem. Nie przyjrzałem się im. Odtwarzałem chwilę morderstwa w głowie już tysiące razy. Byłem pewien, że dane są dobre, za wyjątkiem tego cholernego czasu umierania. Ale tego chyba nie zdołają sprawdzić...

Czułem się zagubiony i zaszczuty. Bezsilna złość gotowała się we mnie. Miałem ochotę wrzeszczeć i niszczyć. Chyba na takie właśnie reakcje przystosowano ten pokój - dźwiękoszczelne, miękkie ściany mogły wiele przyjąć bez uszczerbku.

-Czy zatwierdzasz dane?

Wcisnąłem, że tak, no bo tak chyba powinienem..

.- Porównanie danych z wywiadu z raportem koronera nie wykazało znaczących różnic. Nastąpi teraz obliczanie wartości pańskiego czynu. Czy życzy Pan sobie ujrzeć wzór, który temu posłuży?

Zdziwiłem się mocno, ale zatwierdziłem, powodowany irracjonalną ciekawością.

Na ekranie ukazał się skomplikowany wzór matematyczny. Nie rozumiałem ani jednego oznaczenia. Nie znalazłem jednak w sobie dość siły aby poprosić komputer o objaśnienia. Domyśliłem się, że im okrutniejsze zabójstwo tym cięższa kara. I odwrotnie - im większy wiek, a więc mniejsza przydatność społeczna, tym mniejszy wyrok.

Komputer pracował, przeliczając za i przeciw i wpisując je do systemu. Ja zapadłem w wyczekujące odrętwienie.

- Zakończono wyliczenia. Wartość pańskiego czynu została oceniona na 150 tysięcy dolarów. Może Pan ujścić należność, lub ją odpracować. Proszę zastanowić się, i wybrać metodę. Możliwy jest także  kontakt z rodziną, w razie potrzeby konsultacji.

Telefon wysunął się na podstawce ze ściany obok monitora.  Nie miałem po co dzwonić. Nie mieliśmy 150 tysięcy. Jako główny zywiciel rodziny wiedziałem o tym najlepiej. Czekała mnie praca, dużo pracy... Powiadomiłem o tym komputer, czekając na propozycje. Bez zbędnego czekania i zastanawiania się, wybrałem pracę dobrze płatną, pozwalającą na szybkie odpracowanie wyroku.

Wojsko

W młodości, nim poznałem Annę i założyłem rodzinę, odsłużyłem trzy lata w wojsku. Było to za czasów III wojny bałkańskiej. Do tej pory pamiętam te ultranowoczesne, warte miliony dolarów kwatery i bazy, tak brudne, zniszczone i śmierdzące trupem, że marzyło sie o okopach z kart książek historycznych... Komputer wyliczył mi dwa lata na froncie wschodnim lub rok na zachodnim. Z tego co pamiętałem z dzienników, na zachodnim nasi i amerykanie próbowali powstrzymać Francuzów przed zajęciem Centralnej Europy.

Cholera, jak się nazywało to ustrojstwo którym Żabojady wyparowały połowę ludności Londynu... Bomba impulsowa? Minęły już dwa miesiące i amerykanie pewnie coś na to wymyślili. No, jakoś przeżyję rok...

Gdy wyszedłem z kabiny, pożegnała mnie ta sama, mechanicznie sympatyczna sekretarka.

- Do następnego razu, Panie Sink!

Na dworze wciąż było jasno jak w południe, czyli spędziłem w kabinie nie więcej jak pół godziny. Miałem wrażenie że wieki... No nic, teraz muszę powiedzieć o tym Annie. Chyba zrozumie, kilka lat temu sama dostała pół roku jako sanitariuszka w Somalii. Czasem miałem wrażenie że te wszystkie ostatnie wojny wybuchły tylko po to, by dać ludziom szansę na odpracowanie swoich grzechów...

Zerknąłem przez ramię na budynek oddziału SS. Wznosił się wysoko w niebo, dumnie godząc w chmury. Za nim stał drugi. Za drugim trzeci. Wszędzie dookoła były oddziały SS zajmujące się poszczególnymi kategoriami przestępstw. Nawet nieposłuszne dzieci miały swój niewielki dział.

Pamiętam, jak dwadzieścia lat temu wprowadzono SS jako program resocjalizacji przestępców. Więzienia się nie sprawdzały. Ludzie płacili, aby ci, którzy powinni płacić za swoje czyny do końca życia, mieli dobre jedzonko i komputery w celach. Podczas gdy my, praworządni obywatele, klepaliśmy na wolności biedę i znaliśmy smak fasoli jadanej na codzień aż za dobrze. SS było wspaniałym pomysłem. Wszyscy odetchnęli, wiedząc że ich cięzko zarobione pieniądze nie idą na dobre warunki uwięzienia zwyrodnialców.  Czułem się bezpieczny i spokojny o własną rodzinę.

Po drodze do domu zobaczyłem wiszący w powietrzu dźwiękowy billboard. Leciała akurat reklama Soul Savera.

`Pamiętaj, możesz odkupic swoje winy pracą dla społeczeństwa! Dla każdego sprawiedliwa kara i należna pokuta!`

Grzmiące fanfary zagłuszyły kroki za Sinkiem. Zagłuszyły także ochydne, mokre chrupnięcie, jakie wydał jego kark, uderzony kijem bejsbolowym.

`Zgłoś się w ciągu trzech dni od popełnienia czynu, aby poddać się osądowi. Od jutra przez cały tydzień 10% zniżki na przestępstwa skarbowe! Na świecie jeszcze nigdy nie było tak bezpiecznie!`

Weronika Schneider spokojnie odrzuciła kij, splunęła w stygnącą twarz Sinka i ruszyła w kierunku dumnie godzącego w chmury budynku...

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Być może fantazja wzięła górę nad realiami, ale jest to bardzo ciekawy tekst i przeczytałbym go jednym tchem, gdyby nie liczne błędy. Rozpocznę od ortograficznych: "Pan" trzykrotnie niepotrzebnie pisany wielkimi literami; uiścić, a nie "ujścić"; Amerykanie, a nie "amerykanie" (2 razy); z wyjątkiem, a nie "za wyjątkiem"; ohydne,a nie "ochydne".
Brakuje przecinków przed: posłał, mamrocząc, pokazując, skierowany, wyszedł, dociskając, mierząc, zbyt, tym, którym, że (2). Brakuje kropki na końcu zdania przed "Kij".
Zbędne przecinki przed: i (3), lub, w razie, wybrałem, tak brudne, mechanicznie, uderzony.
Dwukrotnie brakowało spacji po myślniku. Brakuje znaków diakrytycznych w słowach: zywiciel, odkupic. W słowie "nieskiego" jest zbędne "e".
avatar
Kapitalny pomysł na nasz zakorkowany na całe dziesięciolecia wymiar sądownictwa i te zapchane po sufit zakłady penitencjarne! Doskonały!

ŚWIETNA WIELKA PROZA CAŁĄ GĘBĄ - I CAPSLOCKIEM
avatar
Genialne i w przesłaniu, i w jego posłaniu
avatar
Irracjonalność NASZEGO świata precyzyjnie ujęta i podana jak w kapsułce - i dlatego NIE JEST TO GATUNEK FANTASY, chociaż aż korci, by tak właśnie o tym tekście myśleć.

Autor to nam skutecznie wybija z głowy!
avatar
Soul Saver - patrz tytuł tego wieszczego opowiadania - w skrócie nie bez kozery SS - to być może rychła nasza perspektywa, co nie daj, Boże! Amen
© 2010-2016 by Creative Media
×