Przejdź do komentarzyMiska pełna wolności
Tekst 14 z 38 ze zbioru: Kwadryga z ojcem
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2014-02-04
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1884

MISKA PEŁNA WOLNOŚCI


Tylko poza szkołą jestem wolny, wspaniale wolny. Ganiam po łąkach, polach, rowach. Ścigam mieniące się wszystkimi kolorami motyle. Przeskakuję przez rowy i płoty. Płoszę zające i kuropatwy ukryte wśród zbóż, kartoflisk i w krzakach. Włażę na wszystkie drzewa, z niektórych zrywam czereśnie, gruszki, wiśnie, śliwki, jabłka. Z wierzbowej kory robię trąby i piszczałki, których odgłos niesie się za mną wszędzie. Kamienie wypuszczone z mojej procy i strzały z łuku ścigają ptaki. Płoszą schowane wśród gałązek drzew skrzydlate istoty.

Jesienią robię strzelby z pustych w środku pniaczków czarnego bzu. Strzelam kulami z korzeni tataraku. Skaleczona noga, ręka, głowa, pierś, ostrzegają : uważaj na swoją wolność. Na krótko. Gdy mija ból, znów staję się miską pełną wolności. Mogę być kim zechcę. Oto zamieniam się w lokomotywę. Ciężko sapiąc puf – puf, puf – puf, zataczam coraz większe koła na podwórzu, potem pięknym łukiem wyjeżdżam nad brzeg stawu. Od pobliskich torów dobiega gwizd innej lokomotywy, jakby lekko zdławiony. Może zakrztusiła się czymś, co zjadła przed drogą. Widać było to coś ciężkiego i teraz ją męczy. Nagle z rozpostartymi niczym skrzydła rękami zamieniam się w samolot myśliwski, by znienacka zaatakować eskadry nieprzyjacielskich komarów. Niszczę najeźdźców w powietrzu i ogłaszam, zwycięski dla mojego plemienia, pokój.

Próbuję hodowli. Hoduję osy, karmiąc je gruszkami. Robię im ule z szerokich rur drenarskich. Hoduję myszy. Karmię je podbieranym z klepiska zbożem. Żaby trzymam w wielkiej skrzynce po nabojach artyleryjskich. Larwy pływaka żółtobrzeżka, wyglądające jak miniaturowe raki, więżę w łuskach po nabojach od armaty.

Ściągam ze stajni na brzeg stawu koryto i wypływam na niespokojne wody oceanu. Przybijam do bezludnej wyspy. Na samym środku wbijam swoją flagę i rozpalam ognisko. Zimą buduję tutaj śnieżne fortece, z których ostrzeliwuję nacierające oddziały Mgowiaków. Potem kontratakując zdobywam ich twierdzę i powiększam swoje białe królestwo. Pokonuję śnieżne przestrzenie na nartach zrobionych z desek beczki po ogórkach, która się rozeschła i trzeba było zrobić nową. Jeżdżę na łyżwach, które wujek Adaś zrobił mi z klocków drewna, odpowiednio wydłubanych, a od spodu uzbrojonych kawałkami grubego drutu. Odbijam się pikami służącymi wiosną do wycinania ostów. Gdy pękają lody, pływam na krach, odbijając się od dna drągiem ściągniętym ze stogu słomy. Jestem traperem na dalekiej Północy. Obchodząc swój teren polowań, zauważam pod przezroczystą warstwą świeżego lodu nieruchome kształty szczupaków. Robię przerębel nad grzbietem każdego z nich i wydobywam gołą ręką jak kawałki drewna. Są jeszcze żywe, tylko zdrętwiałe od zimna. Na wiosnę moje pierwsze szczupaki przypłyną z podmokłych łąk. Czekam na nie nad płytkim rowem biegnącym pomiędzy stawami.

Jestem wolny i nic nie będę jadł przez cały dzień, a może nawet tydzień. W nocy wstaję i zjadam wielką pajdę chleba z cebulą i słoniną skruszałą na mrozie.


  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
To piękna opowieść o wolności. Przypomniałem sobie swoje dziecinne lata spędzone w małej, podgórskiej wiosce.
avatar
Dobry tytuł. Tak naprawdę w Matce-Naturze,
jeśli nie wiadomo, o co chodzi, ZAWSZE idzie nie tyle o pieniądze, co o tę kopiatą miskę strzeżonej zębami własnej wolności... z nimi/pieniędzmi tożsamą.

W warstwie filozoficznej wolność - to swobodny dostęp do własnej michy
avatar
Gdy mija ból, znów staję się miską pełną wolności
avatar
Dzięki Ci Emilio, za komentarz, zwłaszcza że dawno nie zaglądałem do starych tekstòw i prawie zapomniałem opisane tamte przeżycia, sprzed kopy lat. Niespodziewanie, wzruszyłem się,aż wstyd się przyznać - poczułem się nagle,jak tamto dziecko.
© 2010-2016 by Creative Media
×