Przejdź do komentarzyPodchody (fragment, cz. 5)
Tekst 8 z 66 ze zbioru: Pozostało w pamięci
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2014-09-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2463

Do mieszkania zapukałem z obawą. Musiało być już dość późno. Pewnie w domu się denerwowali. Kto otworzy – mama czy tata? A może brat?

W drzwiach stała mama. Niestety. Nie zdążyłem nawet wydukać przeprosin za późny powrót, kiedy na moją głowę spadł wodospad słów:

– O Boże, jesteś wreszcie! Gdzieś ty był? Wiesz, jak się denerwowałam? Wiesz, która jest godzina? Andrzej już szukał ciebie na dworze. Nie znalazł, twoich kolegów też nie było. Jeszcze jakaś strzelanina była. Jezu, jak ty wyglądasz?! Cały umorusany. Pokaż no się... co to za zadrapania? Coś ty robił?!

– Mamusiu – wykorzystałem chwilę kiedy rodzicielka zaczęła uważnie mnie oglądać i chwilowo przestała perorować – Mamusiu, przepraszam. Bawiliśmy się z chłopakami w podchody koło łabędzi. Tak było fajnie, że...

– Wiesz, która jest godzina?! Dawno już ciemno jest!

– Ale mamusiu, nie mieliśmy zegarka, a najfajniej się chować , kiedy jest już ciemno.

– A moje nerwy?

– Przepraszam, już więcej nie będę. Jak będziemy chcieli dłużej się bawić, to wcześniej powiem.

– Nie powiesz, bo nie chcę już się denerwować. Masz z podwórka wracać wcześniej. Żeby to było ostatni raz, bo inaczej tata z tobą porozmawia!

– Tak, mamusiu.

– No. A teraz marsz do łazienki. Umyj się, zjedz kolację i do łóżka. Wszyscy już dawno zjedli. Chleb masz na talerzu. Zaraz zrobię herbaty.

– Już idę. Dobry wieczór, tatusiu.

– Dobry wieczór? Wiesz, która godzina?! – zanosiło się na kolejną tyradę. Musiał jeszcze tata wyjść z pokoju? Musi też się pytać?

– Janek, już mu swoje powiedziałam. Obiecał, że więcej nie będzie.

Kochana mamusia! Nie wiadomo, czym by się skończyła tyrada taty. A tak tylko pogroził mi jeszcze palcem. Uff, upiekło się.

Następnego dnia w obroty przez ojców zostali wzięci nasi starsi bracia i koledzy, tak jak przewidywaliśmy. Nas, mikrusów, nie podejrzewano. Gdzie my tam do strzelania i zabaw w ganianego z wartownikami, za mali przecież byliśmy. Przez pewien czas obawiałem się tylko, aby ktoś ze starszaków nie skierował podejrzenia na nas. Nikomu z nich nic nie mówiliśmy, ale mogli coś zauważyć. Na szczęście rozpytywania skończyły się po dwóch dniach. Zresztą „obroty”, w które przez ojców zostali wzięci starszacy, swoją niemrawością przypominały bardziej powolność obrotów młyńskiego koła niż koła wyścigowego roweru. Były prowadzone bardziej z obowiązku niż chęci dotarcia do sprawców. Strzelanie z nabojów przez chłopaków pod bramą jednostki i „podchody” z wartownikami powtarzały się praktycznie pod koniec każdych wakacji, były już obrosłe tradycją. Ojcowie o tym wiedzieli, na podwórku wiedzieliśmy my. Bardziej to przypominało łapanie królika z obowiązku, tak, aby go nie złapać. Dla nas to była świetna zabawa, dla rodziców coś, z czym trzeba walczyć, ale nie było wskazane zbytnie zaangażowanie.

W ten sposób hucznie uczciliśmy ostatnie dni wakacyjnej wolności. Pierwszego września trzeba było nam, niestety, znowu ubrać wyprasowane granatowe bluzki z nakrochmalonymi białymi kołnierzykami, wziąć tornister, worek z kapciami i udać się tam, gdzie będą nas przez dziesięć miesięcy męczyć klasówkami i odpytywaniami. Koniec wolności i beztroskich zabaw. Dlaczego rok szkolny trwa tak długo, a wakacje tylko dwa miesiące?! To niesprawiedliwe...

Zaś za niecałe dwa miesiące nadszedł kryzys kubański, który mało nie skończył się wybuchem trzeciej wojny światowej. Byliśmy zbyt mali aby dobrze rozumieć co się dzieje. Jedynie trwożne rozmowy dorosłych, prowadzone po cichu, powodowały że i my odczuwaliśmy, iż na świecie dzieje się coś bardzo niedobrego. Przez dwa tygodnie ojców prawie nie widzieliśmy, całe dnie przebywali w koszarach. Na szczęście to `najgorsze` nie nastąpiło.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Świetna kontynuacja wakacyjnej przygody. Po niej zaś ta okrutna szkoła, w której każą uczyć się zasad interpunkcji. I właśnie pojawiło się kilka błędów interpunkcyjnych. Brakuje przecinków przed: kiedy rodzicielka, co się dzieje, że i my. Natomiast mam wątpliwości, czy nie należało postawić przecinka w zwrocie: mama czy tata. Bo jeżeli to "czy" równoważyło spójnik "albo" ewentualnie "lub", to przecinek jest niepotrzebny. Jeżeli zaś zwrot ten jest skróconą wersją zwrotu "mama, czy też tata", to przecinek jest konieczny.
avatar
Pierwsza myśl jest zawsze najlepsza...
- Przed "kiedy rodzicielka" wstawiłem przecinek, ale w ostatnim momencie przed wysłaniem usunąłem go. Cóż, będzie to moja pięta achillesowa...
- "Mama czy tata" jest skróconą wersją "mama, czy też tata". Poprawiam i wstawiam przecinek.

Dziękuję.
avatar
Mam nadzieję, że to nie jedyna Twoja wakacyjna przygoda, Hardy? To były czasy i ile mieliśmy możliwości do zabawy! :)
avatar
Niejedyna, Piórko, niejedyna :) Nie wszystkie wspomnienia z dzieciństwa czy młodości nadają się jednak do pisania w żartobliwym tonie (tak, jak lubię pisać). Chociażby wtedy, kiedy przystawiono mi nóż do brzucha, albo kiedy ratowałem topiącą się dziewczynę, a ona mało mnie nie utopiła.
Zostanę więc przy tych bardziej wesołych ;)
Po drugie, na portalu mogę umieścić tylko część wspomnień. Wszystko będzie opublikowane w innej formie, kiedy już skończę ;)
avatar
1 września to powrót do rutyny,ale to uczy pokory,kazdy byłby inaczej co najmniej anarchistą.
© 2010-2016 by Creative Media
×