Przejdź do komentarzyKiedy miałam 16 lat... II
Tekst 2 z 2 ze zbioru: Kiedy miałam 16 lat...
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2014-12-01
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1182

5).

Dzień minął fantastycznie.Wieczoru nie pamiętam.Ostatecznie skonczyło się na 2 butelkach Jacka ,4 piwach i chińskim żarciu z pobliskiej knajpy.Ból głowy i atrkacje żołądkowe na drugi dzień gratis.26 lat na karku robi swoje.Jak przez mgłe przypominam sobie czasy,kiedy to potrafiłam wychylić 7 piw,zapić wiśniówką,czystą i na drugi dzień czuć się jak nowo narodzony niemowlak.Bez kac kupy,kac moralniaka i kac delirki.Kiedyś wszystko było takie piękne! Takie proste..jak mężczyźni. Dobrze że wewnętrznie wyciszyłam złą bliźniaczkę. Dobrze ze mam przy sobie Nadie i gdzieś na drugim końcu Polski mame.Kobiety z którymi moge rozmawiac o wszystkim,na ktore zawsze moge liczyć.

Z Nadią to jest bardzo ciekawa historia.Poznałyśmy się w moim rodzinnym mieście,w Jordanowie. Kiedy miałam 12 lat,mama oznajmiła mi że wprowadza się do nas wujek z moją nową koleżanką.Odkąd pamiętam,mama była sama.Sama przybijała gwoździe,chodziła na zakupy,trzepała dywan.Oczywiście uświadomiła mnie dość wcześnie o zaistniałej wcześniej sytuacji,tata najzwyczajniej w świecie wyparowal.Zostawił 20 letnią kobiete w ciąży,no nie wiem,przestraszył się,nie podołał temu psychicznie.Uciekł z podkulonym ogonem i tyle go widziała.Więc wychowywała mnie sama,jak na dzielną i mądrą kobiete przystało.Myślę ze to dzięki niej stałam się tak odpowiedzialną i samodzielną osobą .Samowystarczalną tez.Wiecie jak to mówią,nie masz wzorca prawdziwego mężczyzny w rodzinie,to się nie dziw że Ci sie zycie emocjonalne późńiej nie układa.Ale tak plotą tylko stare,zwietrzałe matrony,które spotkały na swojej drodze patologiczne,odosobnione przypadki.No więc,Jurek wprowadził się do nas zaraz przed Bożym Narodzeniem.Atmosfera w mieszkaniu była naprawdę gorąca.Przez miesiąc mama przygotowywała mnie do tego wydarzenia,a ja z dnia na dzień dojrzewałam do tego emocjonalnie.Pamiętam jak dziś przestraszone oczy Nadii,dużą czarną walizkę i zapach pomarańczy które przywieźli specjalnie dla mnie.W styczniu chodziłysmy juz z Nadią do wspólnej klasy,rok później pojechałysmy razem na pierwsze samodzielne wakacje na Mazury.Cztery lata późńiej przeżywałyśmy swoją pierwszą miłość i pierwsze perypetie związane z mężczyznami.Następnie studia,wspólne wynajmowanie kawalerki.Od tylu lat razem,zawsze w zgodzie.Piękna historia.

Ale powróćmy lepiej do teraźniejszości,do tu i teraz.Wiem,że czeka mnie ciężka rozmowa z dyrektorem handlowym.Trzęse sie jak galareta ,kiedy wyobrażam sobie jego reakcję na moją odmowę dalszej obfitej i owocnej współpracy.Na szczęście pozostały mi jeszcze dwa dni urlopu,moge się wyciszyć,przemyśleć wszystko jeszcze raz po raz setny,wypisać na starym brulionie wszystkie za i przeciw,tylko po to,żeby fizycznie mieć pewność że to koniec.Mentalnie tak już się stało. Nie ukrywam,ze nigdy nie brakowało mi pięniedzy,ba,miałam ich zdecydowanie za dużo.Nawet nie zwróciłam uwagi,kiedy zawładnęły mną,zmieniając systematycznie życie.Niby na lepsze.Ale to tylko pozory.Owładnięta siłą pieniądza,zapomniałam o jego wartości.Fizycznie czułam się spełniona,przecież niczego mi nie brakowało.Wydawałam naprawdę dużo na zbędne juz wycieczki zagraniczne,jedzenie w drogich restauracjach,wypady ze znajomymi na drinka.Hej,z jednej strony mogłabym pomyśleć `do ciężkiej cholery ,przecież nie po to wylewam siódme poty w pracy,żeby teraz siedzieć w domu i oglądać durne TVN Style,kiedy moi znajomi wybierają się na sążnisty bankier i otwarcie nowego klubu w stolicy`.Wszystko ładnie i pięknie,ale chodzi też o rozsądek..dopiero teraz zaczynam sobie to uświadamiać.Rozsądek połączony z pewnością ,ze bede w stanie znaleźć milion innych zajęć które sprawią mi jednakową przyjemność,a za które nie wydam nawet przysłowiowego grosza.Niestety,ja starałam się osiągnąć szczęście poprzez zdobywanie dóbr materialnych i trwonienie ile się da i gdzie się da.Smutne,ale prawdziwe.


`Materializm jest pojęciem, które pozostaje w stałej opozycji do idealizmu. Zasadnicza różnica występująca pomiędzy obydwoma pojęciami opiera się na odmiennym stosunku myśli do materii. Materialiści twierdzą, że materia jest pierwotna w stosunku do przeżyć psychicznych, myśli, świadomości. W konsekwencji takiego założenia można wyciągnąć wniosek, że wszelka działalność duchowa człowieka jest jedynie wytworem rozwoju przyrody i społeczeństwa. 

Zdaniem idealistów zależność jest odwrotna: to duch, świadomość i idee są pierwotne w stosunku do przyrody[1]. Materialiści uważają, że nie ma bytowania niezależnego od świata; w tym poglądzie również uwidacznia się opozycja do koncepcji idealistycznych.

`Wikipedia prawde Ci powie.Powiadam!` Rozmyślam jadąc na starym składaku na pobliski rynek.Wiatr rozwiewa moje bujne,gęste włosy.Spódnica niebezpiecznie lawiruje między zderzakami, a uśmiech starszej pani z pobliskiego straganu napawa optymizmem.Szczerze,nie wyobrażam sobie innego klimatu.W moim rodzinnym mieście wszystko jest takie autentyczne,dobre.Czuje się tu bezpiecznie i wiem ze za każdym zakrętem spotkam serdecznych i wyrozumiałych ludzi.W Nowym Ogendo wszystko kręci się wokół pieniedzy,innowacji ,rozwoju,statusu społecznego.Aktorstwo i afektacja doprowadza Cię do obłędu i wiesz że prędzej czy później bedziesz uciekał gdzie pieprz rośnie.Wytrzymałam naprawdę długo i z drobną rysą w sercu wracam tu,do doliny pachnącej ciepłym chlebem i rumiankiem.Pogoda jest fantastyczna.Na pobliskim rynku dzieciaki grają w klasy i pluskają się w fontannie.Emeryci z pasją ogrywają się w szachy skubiąc słonecznik,a przystojny cygan nuci wiekowe serenady,zachęcając do wrzucenia paru groszy do burgundowego kapelusza.Z otwartych okiennic ucieka skroplone szczęście i po chwili odczuwam na karku drobne krople wiosennej mrzawki.Standardowo odwiedzam stoisko sąsiadki.Kupuje kilogram truskawek,soczystego arbuza i dużą butelkę soku.Po chwili dochodzi do wymiany zdań.

-Serdeczny Boże.Kogo widzą moje oczy! -sąsiadka uśmiecha się łagodnie.To dopiero zalążki dość długiej konwersacji,która sprawia że robi się błogo i rodzinnie.

-Mama pewnie zadowolona,co? Za kazdym razem kiedy przychodzi na zakupy musi pochwalić swoją jedyną córę.Ile ona się o Pani naopowiada! Duma ją rozpiera.A to że kupila sobie Pani nowy samochód,a to jakieś wyjazdy zagraniczne.Taka córka to skarb! ..Moze dorzuce jeszcze tych nektarynek?Słodkie jak miód.-donośnym glosem apepluje na wszystkie strony.

`Tak,poproszę jeszcze Pani syna i willę na obrzeżach miasta` dorzucam w myślach z przekąsem.Pierworodny tej kobiety jest najprzystojniejszym mężczyzną w okolicy.A ja,Kasja Wiolent ,chodziłam z nim w pierwszej liceum! Wspomnienia,wspomnieniami.Nie widzieliśmy się wieki.Ale nie ukrywam ze z miłą chęcią umówilabym się z nim na kawe.

-A co słychac u Pani syna? Słyszałam ,że wyjechał.Jakieś interesy?Rodzina?(Rozeznanie rzecz jasna..)

-Dorian kończy studia doktoranckie w Nowym Ogendo.Uczęszcza na Wydział Filologiczny i tam konczy literaturoznastwo.Cóż tu dużo mówić,pracuje w wydawnictwie i stara się pisywać różnego rodzaju felietony do gazet.Chociaż ja tam się nie znam,musialaby go Pani sama wypytać dokładnie.Bo chyba macie jeszcze jakiś kontakt ze sobą?W myślach śmieje się sama do siebie..

-Niestety nie-odpowiadam.

-Ale jeżeli przyjedzie w najblizszym czasie,bardzo proszę podać mu mój numer telefonu,myślę ze ( `nie pogardzi`-.. bliźniaczko ,stop!) będzie zadowolony że daje o sobie znać po tak długim czasie.-nie zastanawiając się ani sekundy dłużej,znajduję jakiś niepotrzebny papier w portfelu i kreślę zgrabne cyfry niczym wybitny kaligraf.

-Oczywiście że dam! W przyszłym tygodniu przyjeżdża na sernik,jeżeli Pani jeszcze zostanie w mieście serdecznie zapraszam!

-Dziękuje,ale juz jutro wracam na nowe śmieci.Aczkolwiek z miłą chęcią odwiedzę Państwa następnym razem.

Wymiana zdań trwa jeszcze dobre 10 minut.Wracając już na rowerze rozmyślam o Dorianie.Myślę że niepotrzebnie,bo czasu już nie cofnę.Ale gdzieś tam wewnątrz strasznie mnie kusi żeby chociaż jeszcze raz dotknąć jego aksamitnej skóry,potarmosić nieład tej czupryny,porozmawiać o surrealistycznych i nadnaturalnych zjawiskach,zjeść razem zimny sorbet nad pobliskim jeziorem.W zasadzie był jedynym mężczyzną,któremu pozwoliłam na tak wiele.Po części mógł odkryć moją duszę,moje myśli.Słabe strony,aroganckie zachowanie i wrażliwość.Jak to się mówi?Bratnia dusza.Więc otwarcie mogę sie przyznać do faktu,iż zdobył cząstkę mojego serca.A to nie lada wyzwanie! Proces ten wymagał niesamowitej odporności na wszelkie zło i wszelkie kłody które rzucane mu były pod nogi. Wytrwały niczym dzika hiena na polowaniu z impetem dobijał się do bram mojego tajemniczego ogrodu.A te listy,perfumowane wiersze..do tej pory trzymam u siebie w mieszkaniu.Już 10 lat temu wróżyłam mu zawrotną pisarską karierę i prosze,czego sie dowiaduje od mamy? Naprawde,miło go bedzie spotkać..I kto by pomyślał..mieszkamy tak blisko siebie!

Dziwne czasy nastały,ludzie którzy kiedyś dażyli się miłością i zaufaniem,dzielili ze sobą swoje smutki i żale dziś są sobie zupełnie obcy.Niepamięć zawładnęła naszymi umysłami.To co kiedyś sprawiało nam radość,dziś jest jedynie zatartym wspomnieniem,cząstką jestestwa. Wielką przyjemnością `wtedy` było beztroskie oglądanie kolejnych zachodów słońca. Pamiętam jak dziś sierpniowy,duszny wieczór. Owładnięci sobą odseparowaliśmy się od rzeczywistości. Trawa była miękka a zarazem szorstka w dotyku.Wzgórze na ktorym leżeliśmy zdawało się odkryło przed nami całą prawdę naszego świata.Powiedział mi wtedy że nic nie trwa wiecznie,że każda chwila przeżyta ze mną daje mu podwójną chwilę przyjemności. A nawet nieskończoną. Śmiał się szelmowsko.Jego białe równe,zęby były dla mnie obrazem idealnym.Dzieliło Nas wiele,ale łączyło Nas jeszcze więcej. Wspólne zainteresowania i ta dzika chemia która pojawila się znikąd.

Chyba największą przyjemność sprawiały mi nasze wspólne wypady do Starej Sali Koncertowej na Ul: Mglistej 16. W czwartki grywano tam repertuar Chopina.Na środku auli stał wiekowy portret Fryderyka.Biła z niego powaga i chłód. Ściany pomieszenia w kolorze ciepłej brzoskwini otulaly Nas ochoczo i dawały komfort bezpieczeńśtwa.Gdzieniegdzie odpadający tynk symbolizował upływający czas i zmienność. Z niecierpliwością oczekiwalam uchylenia starej,zakurzonej kotary.Dorian trzymał mnie za rękę i pierwsze krople potu wyskoczyły mi na twarz. Czułam aurę tajemniczości,zapach starych drewnianych skrzypiec. A może to był fortepian?Dopiero po chwili moje serce ogrzało ciepło pierwszych akordów unoszących się w powietrzu.Nokturn f-moll.Zapewne napisany do Konstancji Gładkowskiej.Spokojny,rytmiczny,momentami skoczny i wybuchowy . Pokazywał mi czym są prawdziwe uczucia mężczyzny do kobiety,

-To takie prawdziwe-szepnął wtedy Dorian.-chyba zainwestuję w stare dobre pianino,zatrzymam cię muzyką.

-Znam wiele sposobów na ukazywanie przywiązania kobiecie,możesz czasami przynosić mi kanapki do szkoły.-szelmowsko odpowiedzialam.

-Kasja jesteś wyjątkowa,pamiętaj o tym.-bezradnie osunął się w fotel i z delikatnym uśmiechem na twarzy powrotnie zatopił się w chopinowskich dźwiękach.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×