Przejdź do komentarzyPamiętniki umarłych 2
Tekst 3 z 4 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatunekhorror / thriller
Formautwór dramatyczny
Data dodania2014-12-19
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1981








PAMIĘTNIKI UMARŁYCH 2”


1


Jesienny wieczór był tego dnia wyjątkowo chłodny. Wiatr delikatnie podrywał liście do tańca i opuszczał niedbale na ziemię przesuwając je potem we wszystkich kierunkach. Wybrałem się na spacer ponieważ samotne chwile spędzone w domu zaczęły mi dokuczać. Szedłem wąską parkową alejką pochłonięty myślami o swoim życiu.Nie mogłem zapomnieć tego co wydarzyło się dwa lata temu i zakończyło tak tragicznie. Zostawiło to u mnie bliznę,która czasem bardzo boli. Chwilami mam wrażenie, że cały ten dziwny nadprzyrodzony świat wraca i atakuje ponownie.Walczę wtedy z nim całymi siłami.Nie zawsze udaje mi się wygrać. Ale wiem, że medycyna dzisiaj potrafi zdziałać cuda. Zażywam dawkę leków i zły świat odchodzi, by wrócić za jakiś czas i zaatakować ponownie.

Przebywając w psychiatryku widziałem wielu chorych ludzi. Niektórzy z nich z pozoru normalni, kryli w sobie wielką tajemnicę swej psychiki. Wychodzili szczęśliwi i zdrowi by po miesiącu wrócić do swej dawnej sali i oddać się w ręce lekarzy. Ze mną było inaczej. Zaopiekowano się mną solidnie i postawiono diagnozę. Nie musiałem ponownie oglądać szpitalnej sali. Mam nadzieję że juz nigdy nie ujrzę tego potwornego miejsca.

*******


Krzysiek pamiętnk !!!Otwórz go, będzie ci potrzebny!!!


Poderwałem się z łóżka i spojrzałem w okno. Nie było tam nikogo. Deszcz

głośno uderzał o mój parapet. Rozejrzałem się po pokoju i wziałem głęboki oddech. To chyba był tylko sen. Siedziałem tak jeszcze przez chwilę i nagle wyczułem czyjąś obecność. Udając się do kuchni, zatrzymałem na chwilę i ogarnąłem jeszcze wzrokiem pokój.Nadal czułem, że ktoś tu jest. Nalałem sobie szklankę wody i połknąłęm pigułki.

Teraz na pewno będę mógł spokojnie zasnąć.

Sen nadchodził powoli. Było mi dobrze i lekko. Mój oddech był spokojny.

Jednak hałas gwałtownie otwieranego okna i nagłe uczucie potwornego zimna nie pozwoliły mi spać dalej.Serce chciało mi wyskoczyć z piersi a krew w żyłach gwałtownie uderzyła mi do głowy. Zamknąłem okno i usiadłem na łóżku. W końcu pokoju ujrzałem delikatnie przesuwający się po biurku nóz,który zostawiłem po ostanim posiłku. Po chwili uniósł się i zatrzymał na chwilę w powietrzu. Jakby niewidzialna postać powolnym ruchem próbowała wyryć nim coś na blacie. Skuliłem się przerażony i zdałem sobie sprawę, że to właśnie wróciło.

Zawładnęła mną panika. W przypływie agresji skoczyłem szybko w tamtym kierunku, złapałem nóż i rzuciłem nim o ścianę. Nóż podniósł się ponownie i skierował w stronę biurka, by po chwili wyryć na nim coś czego na pewno nie chciałem ujrzeć.

Oddychałem głęboko, moje ciało drżało z przerażenia. Zimny pot pojawił się na moich plecach. Schowałem twarz w dłonie i próbowałem się uspokoić. Wmawiałem sobie, że to co widzę to tylko iluzja, nic prawdziwego. Gdy odkryłem twarz i rozejrzałęm się po pokoju już byłem pewny, że zdarzenia sprzed dwóch lat powróciły. Jestem kolejny raz skazany na cierpienie.

Podszedłem do biurka i strałem się przeczytać napis. Na jego blacie, głęboko widniały wyskrobane litery układające się w hasło „MORDERCA”

Moje nogi zrobiły się miękkie. Serce ponownie zaczęło mocniej bić i po chwili próbowało wyrwać się z klatki piersiowej. Nie mogłem opanować drżenia rąk.

Powolnym krokiem udałem się do kuchni by nie oglądać więcej tego przerażającego napisu. Nalałem sobie szklankę whisky i próbowałem się uspokoić smakując trunek. Zastanawiałęm się, kto tym razem próbuje zniszczyć moje życie. Po raz kolejny poczułem się kompletnie bezradny wobec otaczającej mnie rzeczywistości.















2


25 Listopada 2014 roku.

To powróciło!!. Głosy, postać. Cały koszmar. Tym razem nie wiem czy jestem na tyle silny by dać sobie z tym radę. Strasznie się boję.

Nie wiem już jak mam sobie pomóc . Straciłem nadzieję. Nic już nie istnieje. Realny świat nie istnieje. Istnieje tylko świat nadprzyrodzony. Ten, w którym obecnie żyję. A może żyję na granicy dwóch światów.




.Moje przemyślenia natchnęły mnie wiarą.

Chcę normalnie żyć i nie czuć strachu przed tym co nadejdzie. Nie poddawać się moim lękom i nie rozglądać się za siebie. Chcę zwalczyć to co mnie prześladuje,ale mogę to zrobić tylko wtedy kiedy nabiorę odwagi.


Postanowiłem wyjść z domu i udać się na zakupy. Kiedy dojechałem do głównego centrum handlowego, poczułem przypływ dobrej energii, która napawała mnie optymizmem. Obecnośc ludzi dobrze mi zrobi. Za dużo czasu spędzam w czterech ścianach mego mieszkania. Dochodząc do wejścia zauważyłem, że od kliku lat to miejsce wciąż tętni życiem.

Drzwi do wielkiej hali bezustannie zamykały się i otwierały. Nawet kiedyś, kiedy to miejsce było mniejsze ludzie nie przestawali tu przychodzić. Skromny kiedyś budynek w bardzo szybkim tempie przeobraził się w prawdziwą metropolię handlową.

Wszedłem do wewnątrz i rozejrzałem się.

Po lewej stronie zobaczyłem wystawy pięknych zegarków i biżuterii, które swoją gracją i wdziękiem zachęcały do kupna.

Idąc dalej poczułem zapach, który dotarł do mnie z restauracji z tajskim jedzeniem. Kiedyś była tu malutka kawiarnia.

Mijało mnie wielu ludzi. Wędrowali od sklepów do sklepów, rozglądając się i nieświadomie tarasując innym drogę.

Ja również zapomniałem o rzeczywistości i skupiłem się na szukaniu księgarni. Dobra literatura, pomoże mi nie myśleć o wszystkich tych rzeczach, które mnie trapią. Podszedłem do komputera, który wbudowany był w stojący słup i tworzył razem z nim miejsce do informacji dla zagubionych ludzi. Wbiłem nazwę w tabelkę, która mimo swojej okazałości sprawiała wrażenie mało skomplikowanej.


Nagle poczułem mocniejsze bicie serca i lekki ból w klatce. Odruchowo położyłem rękę na klatce piersiowej, jakby miało mi to w jakiś sposób pomóc.

Czułem również , że zaczyna kołować mi się w głowie. Ogarnął mnie strach. Nerwowo zacząłem się rozglądać szukając ławeczki gdzieś w pobliżu, których zwykle w centrach handlowych nie brakuje.

Próbowałem uspokoić oddech. Rozejrzałem sie jeszcze raz dookoła spoglądając na ludzi .Ich twarze nienaturalnie się rozmywały i stawały czarne. Z czasem mijające mnie osoby wydawały się demoniczne. Po twarzy przebiegały ciemne pręgi a oczy przedstawiały pustkę.Czułem się obco. Nie było widać po nich żadnych emocji. Im bardziej im się przyglądałem tym bardziej przerażające się stawały. Z daleka dostrzegłem dziwną postać, która szła w moim kierunku. Jej ruchy były bardzo powolne. Gdy zaczęła się zbliżać, zaczynałem widzieć już jej zarysy. Była naga. Szła przez środek hali i nikt jej nie widział. Stawiała kroki ale tak lekko jakby unosiła się. Doszła do mnie, a ja jak w transie wpatrywałem się w nią. Jej skóra była pomarszczona i szara a pod nią, na jej ramionach pojawiły się duże pęcherze. Po chwili zaczęły pękąć i z głębokich ran wypełzły robale, które porozchodziły się już po całym ciele. Stworzenia były czarne a ich wielkie pokryte śluzem pancerze nienaturalnie się poruszały. Z ran nagle zaczęła wyciekać czarna krew.

Postać jak w panice zaczęła bić się rękoma po ciele, zrzucając tym samym czarne, oślizgłe robaki. Insekty zeszły z jej ciała i porozchodziły się po podłodze.Zjawa chwyciła się za włosy i z łatwością wyrwała całą kępę. Wyciągnęła do mnie rękę wręczając mi je . Jej czarne oczy zrobiły się ogromne i spłynęły z nich czarne łzy. Na jej martwej twarzy pojawił smutek, którego nie widziałem nigdy u żadnego żywego człowieka.

Płacz który nastąpił po chwili był strasznie głośny, wręcz histeryczny. Odgłos tej histerii poderwał mnie nagle z ławki. Zakryłem uszy, bo ból, który w nich poczułem był nie do wytrzymania. Po chwili ucichł. Postać przechyliła głowę i powiedziała:

-Zobacz co mi zrobiłeś Krzysiek!!! Zobacz!!

Gdy jeszcze patrzyłem na nią , odwróciła się i zaczęła odchodzić. Po chwili zniknęła w ścianie hali zostawiając w niej czarną plamę, która też zaczynała się wchłaniać.

Poczułem, że się uspokajam. Serce zaczynało zwalniać. Mój stan się stabilizował. Spojrzałem na mijających mnie ludzi.

Nie wyglądali juz tak demonicznie. Wziałem kilka głębokich oddechów i wstałem z ławki a potem skierowałem się do wyjścia. Zdzwiło mnie tylko dlaczego wśród tylu ludzi, nikt nie zauważył człowieka, który siedząc na ławce potrzebował pomocy. Miałem takie wrażenie jakby postać, która mi się pokazała przejęła kontrolę nad całym otoczeniem.

Nawet domyślałem się kim była ta postać.

Nawiedza mnie bo pewnie chce bym odkupił teraz swoje winy. Ma prawo do zemsty. Przecież ją zabiłem.


3


25 listopada 2014 roku.

Sytuacja w centrum hadlowym kompletnie mnie załamała. Postać, która mi się ukazała była niesamowicie przerażająca. Kiedy przypominam ją sobie jak stoi nade mną, mam ochotę zamknąć oczy i schować się w kąt.

Te wszystkie paranormalne rzeczy zaczynają przejmować kontrolę już chyba nad moim cały życiem. Mam tylko nadzieję, że nie zawładną mną zupełnie bo wtedy to będzie mój koniec.




Noc tego dnia była wyjątkowo zimna. Temperatura spadła poniżej zera i mróz namalował na mojej szybie piękne artystyczne wzory, przypominjące

ślady pędzla wytrwanego malarza. Ulice pokryły się świecącą, śliską warstwą lodu. Wiatr rozpędzał mroźną aurę dodając jej większego wigoru i miało się wrażenie jakby temepratura była wręcz arktyczna.

Początki zimy wygoniły ludzi do domów, powodując pustki na otaczających mnie ulicach.

Energicznym ruchem otworzyłem okno, by wpuścić do mojego mieszkania trochę zimy. Wciągnąłem nosem ostre, mroźne powietrze i delektowałem się nim jak zapachem dobrej, markowej kawy.

Drzwi nagle głóśno trzasnęły choć w mieszkaniu nie było przeciągu. Okno zaczęło zasuwać się prosto na moje oparte we framudze palce. Szybko nimi uciekłem, ciesząc się, że uniknąłem niepotrzebnego bólu, który pojawił by się w kontakcie z jego ostrym zakończeniem.

W niemal kilka sekund zamknięte już zaparowało i zrobiło się białe.

Dzwięk, który usłyszałem wcale mnie nie zaskoczył. Właściwie czas, który spędziłem wpatrując się w szybę, był oczekiwaniem na to co nadejdzie. Piszczący odgłos piszącej na zaparowanej szybie niewidzalnej dłoni, dał mi do zrozumienia, że dostaję wiadomość z tej drugiej strony nieznanego dla żywych świata.

Kilka sekund wystarczyło by niewidzialny gość zdążył napisać niedbale

„ ZABIŁEŚ!!! ZABIŁEŚ!!!”

Odsunąłęm się od szyby i śledziłem wzrokiem unoszący się pod sufitem

biały dym, który nagle wpadł na mnie i powalił na ziemię.

Zaskoczony swoją spokojną reakcją leżałem i oczekiwałem tego co się stanie. Poczułem uścisk niewidzialnej ręki na mojej szyi, która mocno dociskała mnie do podłogi. Skierowałem wzrok w tym kierunku i zacząłem dostrzegać rysującą sie po kawałku siną, zniszczoną dłoń, która urywała się na wysokości łokcia, kryjąc dalej tajemniczą zjawę.

Patrycja to ty?- zapytałem ledwo mogą wydusić z siebie słowo

Nie czułem już uścisku na szyi, więc zrozumiałem, że postać puściła mnie.

Szyba znowu zaparowała i pojawił się na niej koleny napis „ TAK”.

Nie miałem siły wstać, czułem, że jakaś niewiarygodna siła przyciska moje ciało. Poczołgałem się jak najdalej od zjawy, ale zostałem odwrócony z niewarygodnym impetem w stronę szyby. Postać chciała mi jeszcze coś przekazać i widocznie zdenerwowało ją to, że ją zlekceważyłem.

Na szkle pojawił się napis „ POKUTA”

Patrycjo, nie chciałem Cię zabić, wtedy nie byłem sobą!!- krzyczałem

Dookoła wyczuwałem spokój a powietrze stało się lżejsze. Miałem wrażenie, że postać odeszła już i odpuściła. Pochyliłem głowę i zacząłem spokojnie oddychać.

Po chwili ponownie poczułem na swojej szyi uścisk i lodowate palce. Jej uchwyt zacisnął się jeszcze bardziej pozbawiając mnie tlenu. Czułem , jak bardzo mi go brakuje. Próbowałem walczyć, machałem rękoma usiłując zerwać niewidzalny uchwyt. Zjawa podniosła mnie do góry i rzuciła o ścianę. Osunałęm się po niej na podłogę. Poczułem potworny ból głowy i kręgosłupa. Wiedziałem teraz, że ten koszmar tak szybko się nie skończy.

Świat rozmazał mi się a dzwięki z pokoju dochodziły do mnie, ale słyszałem je tak, jakbym zamknięty był w szklanej kuli. Bezradność wzięła kontrolnę nad moim ciałem. Próbowałem wstać ale postać i jej moc sadzały mnie na ziemi z powrotem. Zaprzestałem jakiejkolwiek walki z potężnymi mocami i próbowałem znaleźć wzrokiem choćby skrawek nadprzyrodzonej obecności. Zimny pot spływał mi po czole, robiąc plamy na podłodze. Miałem wrażenie, że słyszę jak kropla uderza o posadzkę.

Patrycjo zrobię wszystko, tylko daj mi spokój. Naprawdę nie chciałęm Cię zabić. Zmuszono mnie!!! Proszę daj mi spokój- krzyczałem próbując w jakiś sposób wpłynąć na przebieg sytuacji.

Poczułem zimny powiew lekkiego wiatru koło ucha i głos Patrycji.

„ ZABIJ JESZCZE RAZ,BY ODPOKUTOWAĆ”.


4

26 listopada 2014 roku.

Moje życie kompletnie się zmieniło. Sam już nie wiem co opisywać w moim pamiętniku. Tracę powoli rachubę czasu, dzień zlewa się z dniem.

Czuję się zmęczony. Potwornie zmęczony. Moje ciało stało się ociężałe jak u staruszka. Właściwie teraz jest mi wszystko obojętne. Mój los przestał mnie obchodzić. Wystarczy czekać na ponowne przybycie Patrycji i moją bezradność. Czasem ogarnie mnie taka niemoc, że mam ochotę przekazać Patrycji żeby mnie zabiła. Tak byłoby najlepiej.


Było późno i w moim pokoju panowała niezręczna cisza. Blask od małej lampki delikatnie rozświetlał niewielki skrawek otoczenia. Wlepiłem swój wzrok w ekran,śledziłem strony internetowe by znaleźć sposób na pożbycie się nachodzącego mnie ducha. Wszędzie pełno porad, ale żadna nie budziła mojego zaufania. Wszędzie to samo. Strona po stronie podobne artykuły.

Tracą nadzieję na znalezienie czegoś konkretnego postanowiłem rozejrzeć się za czymś, o podobnej tematyce. Czymś co pomoże mi przywołać ducha wtedy kiedy ja sam tego będę chciał. Natknąłęm się na dość interesujący artykuł, który jasno określał kryteria przywołania zmarłego. Dotychaczas myślałem, że sam proces wywoływania nieżyjącego polega na zaopatrzeniu się w świece i talerz. Pamiętam okres kiedy byłem małym chłopcem i razem z moim wiernym kompanem postanowiliśmy dodać do naszych wakacji odrobinę strachu. Kiedy nastał mrok zamknęliśmy się w niewielkiej szopie jego wuja a na stole postawiliśmy talerz i świecę.

Seans wywołania zmarłego zaczynał się od specjalnie brzmiących słów, których na obecne lata nie jestem w stanie przytoczyć. On usilnie wierzył, że spotka zmarłęgo dziadka, a ja po całym tym seansie zacząłem wierzyć, że to bzdura.

Dziś mogę przeprosić otaczający mnie świat za tak ostre słowa i spróbwać wrócić do dawnych lat i przywołać ducha Patrycji.



Zanim jeszcze podjąłęm się rozpoczęcia seansu spirytystycznego, szybko z niego zrezygnowałem. Na ekranie pojawiła się strona internetowa, która przestrzegała przed robieniem takich rzeczy przez osoby niedoświadczone.

Znawcy tej tematyki opisywali straszne konsekwencje takich seansów. Mogą nawet skończyć się tragicznie dla osoby wywołującej. Artykuł, który szczegółowy prześledziłem w internecie przeraził mnie na tyle, że wyłączyłem stronę i zamknąłem laptopa.

Chodziłęm po pokoju z drinkiem w ręku i zastanawiałem się jak rozmawiać z duchem Patrycji. Chciałem przekazać jej, że żałuję swoich czynów i wszystkie krzywdy jakie zrobiłem nie były moim wyborem.

Byłem wtedy sterowany przez wyższe od człowieka siły, czymś co dominuje tak silnie, że żadne próby pozbycia się nie skutkują.

Miałem nadzieję, że pojawi się w moim pokoju i będę mógł przekazać jej swoją informację. Zacząłem nawet w myślach powtarzać jej imię, tylko po to, by się zjawiła. Myślałem o niej bardzo długo, wspominałem jak rozmawialiśmy tamtej nocy zanim ją zabiłem. Przypomniało mi się jak uratowałem ją po otrzymaniu wiadomości od- jak sądziła wtedy- jej zmarłego niedawno wujka. Wszystkie te myśli krążyły po mojej głowie mieszając się w jedno wielkie wspomnienie.

Zacząłem nasłuchiwać. Miałem wrażenie jakby moje zmysły nagle się wyostrzyły, jak inteligentnie dopasowały się do sytuacji przeczuwając moje zachowanie. W jednej chwili pomyślałem sobie o sytuacji w której jestem posiadaczem inteligentnych zmysłów, która na mój rozkaz zaczynają działać lepiej. Rozglądałem się po pokoju, po wszystkich ścianach i suficie. Szukałem śladów obecności Patrycji, ale nic nie znalazłem. Usiadłem na łóżku i postanowiłem dać sobie spokój. Jak zacznie mnie nachodzić będę pamiętał co mam jej przekazać.

Wpatrywałem się w maleńki punkt na podłodze. Jedna widoczna kropka na dywanie pochłąnełą mnie na tyle, że nie zwracałem uwagi na świat zewnętrzny.

Nic dookoła mnie nie istaniało. Cisza w pokoju wniknęłą we mnie, tak głęboko ja wnika powietrze, które wciąga się do płuc. Spokój dookoła zdawał się mieć kojący wpływa na moje zszargane nerwy. Cieszyłem się tą chwilą ciszy jak nigdy. Los podarował mi coś na co czekałem od dawna.

Punkt na podłodze, zmienił nagle swój kształt. Przeistoczył się w twarz której nigdy nie widzałem. Uśmiechała się do mnie tak nieludzko szczerze. Moje usta przybrały formę zadowolenia, a oczy rozszerzyły się tak jak kiedyś kiedy potrafiłem cieszyć się życiem.

Postać zaczęła wynurzać się z podłogi bardzo powoli. Miałem okazję przyglądać się jak z małego pagórka rozrasta się do większych rozmiarów..

Nie posiadała jeszcze ludzkich zarysów, ale wyraźnie chciała pokazać swą obecność.

Sam nie wiem czemu ale czułem niesamowite zadowolenie, że oglądam tak niespotykany spektakl. Byłem jednym z niewielu ludzi na tym globie, którzy mogą być świadkami tak niebywałego zjawiska.

Postać zaczęła przybierać kobiece kształty, ale nie mogłem jeszcze rozpoznać kim jest.

Z drugiego pokoju dobiegł do mnie płacz dziecka. Pobiegłem w tamtym kierunku by utwierdzić się w przekonaniu, czy to co słyszę jest prawdą.

Stanąłem nagle przed progiem i zamarłem. Nie potrafiłem wydać z siebie żądnego dzwięku, ani wykonać żadnego ruchu. Czułem jak ciepła jest moja krew płynąca w żyłach. Miałem wrażenie, że coś we mnie wnika a potem wychodzi zza pleców. Lodowaty oddech, który muskał moją szyję wywyołał dreszcze, które przebiegły po moim całym ciele. Placzące dziecko nasiliło swoją histerię i teraz słyszałem je jeszcze bardziej. Próbowałem je odnaleźć wzrokiem, ale słyszałem tylko płacz, który rozlegał się po całym pokoju. Rozglądałem się nerwowo aż w końcu ujrzałem obraz, który spowodował paraliż całego mojego ciała i przyczynił się do tego, że upadłem na podłogę. Teraz mogłem być obserwatorem spektaklu, którego reżyserem był ktoś, kto posiada niesamowite moce.

Dziecko raczkowało po moim suficie, a jego uśmiech był beztroski.

Przemierzało odległość z wielką ostrożnością, tak jak robi to każde niemowlę, które samodzielnie zacznie się poruszać.

Płacz malca przeobraził się w śmiech i teraz był bardzo głośny.Jego usta szeroko się otworzyły.

Dziecko zatrzymało się i spojrzało na mnie z wielką ciekawością. Uśmiech powoli zmieniał się w grymas niezadowolenia a oczy zrobiły się czarne.

Po chwili oderwało się od sufitu i bezwładnie zaczęło na mnie spadać. Zamknąłęm oczy i miałem zamiar je złapać, ale nadal nie mogłem wykonać żadnego ruchu.. Dziecko zbliżało się do mnie machając rączkami. Po chwili rozpłynęło się gdzieś w przestrzeni a ja poczułem niesamowite zimno na twarzy. Miałem wrażenie, jakby ktoś obłożył moją całą głowę lodem. Otworzyłem oczy a na suficie ujrzałem kapiąc czarną maź. Nadal nie czułem swojego ciała.

Po chwili nad moją głową pojawiła się postać, którą dobrze znałem.

Wyglądała tak żywo, naturalnie, pięknie. Stała nade mną i przyglądała się uśmiechając. Pochyliła się i zbliżyła swoją twarz do mojej. Jej oczy nagle przybrały mroczny wygląd a twarz z promiennej zrobiła się szara.

Kiedy ponownie się uśmiechnęła zobaczyłem jak je ust wypełza czarny oblepiony śluzem wąż i owija się wokół mojej szyi.

Patrycja wyciągnęła do mnie swoją czarną, brudną dłoń i złapała mnie za twarz.

Czekałeś na mnie, więc jestem- powiedziała

Patrycjo wiesz, że nie chciałem tego zrobić!!! Przepraszam!!-

krzyknąłem- wybacz mi!!!

- Jest już za późno na wybaczanie, musisz odpokutować za to co zrobiłeś- patrzyła na mnie cały czas a jej oczy przybierały coraz bardziej złowrogi blask

Co chcesz zrobić? Nie potrafisz mi wybaczyć?

Patrycja zdjęła rękę z mojej twarzy i zrobiła dwa kroki do przodu.

Teraz poczułem już swoje ciało i podniosłem się stając naprzeciw niej.

Jednak miałem wrażenie, że nie jestem sobą. Czułem jakbym w sobie miał drugą osobę. Słyszałem jak do mnie przemawia.

Krzysiek zrób to!!!

Wyszedłem z domu i skierowałem się w stronę wysokiej wieży nieopodal kościoła. Przez chwilę miałem wejśc do kaplicy i porozmawiać z samym najwyższym, ale jakaś nieokreślona siła skierowała mnie w inną stronę.

Nie wiem jak wszedłem na sam szczyt wieźy i stanąłem na samym dachu.

Teraz widziałem całą panoramę miasta. Chmury delikatnie wędrowały po niebie zbliżając się w stronę słońca, by potem na chwilę je przykryć.

Spojrzałem w dół chwiejąc się lekko. Wiatr zaczął delikatnie muskać moją twarz. Przez kilka chwil myślałem o całym swoim życiu. O chwilach radości i smutku. Nie czułem strachu i nie do końca byłem świadomy tego co robię. Gdzieś w głowie usłszałem szept:

Krzysiek zrób to i chodz do mnie

Przechyliłem swoje ciało i zacząłęm spadać.


**************

Szedłem przez ciemność a w oddali usłyszałęm śmiech.

Po chwili ktoś zmierzał w moją stronę. To była kobieta. Uśmiechała się do mnie. Za nią szła druga kobieta. Obydwie dobrze znałem.



KONIEC














  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×