Przejdź do komentarzyMarsz do wodopoju
Tekst 1 z 2 ze zbioru: Marsz do wodopoju.
Autor
Gatuneksensacja / kryminał
Formaproza
Data dodania2015-01-04
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1456

Tego roku zima widniała jedynie na papierze. Nie było śniegu a za oknem matka natura dostawała chyba kociokwiku. Choć archaiczny termometr, przymocowany na jednej śrubie do framugi jego okna,  pokazywał dodatnią temperaturę, mroźny wiatr sprawiał, że odechciewało się jakiegokolwiek spaceru. Gówno spadające z nieba nie przypominało żadnego znanego zjawiska atmosferycznego. Ani to śnieg ani grad. Ni to deszcz ni mżawka. Pogoda była równie niezdecydowana co smarkacze z gimnazjum dywagujące nad wyborem żarcia u Turka.

Boże, Turek.

Koreańczyk z angielskim obywatelstwem sprzedający na Florjańskiej tureckiego kebaba pieczonego na niemieckich maszynach. Były tu cztery takie gównodajnie. Kilka metrów wcześniej żarcie meksykańskie, dalej chińskie. Można tu było dostać wszystko; brazylijską kawę, szkocką whisky czy duńską czekoladę. Były zegarki szwajcarskie, amerykańskie ciucholandy (TODAY’S SALE!!!) i francuskie croissanty z ciasta francuskiego w francuskiej piekarni.

Rumuńska kobieta żebrała o kilka groszy na jedzenie dla dziecka. Owinięta wokół głowy chusta i znoszone, za duże ubranie absolutnie nie maskowały jej wieku. Widać, że masz trzydziestkę, rusz się do roboty. Ale przecież było jeszcze śpiące dziecko na kolanach. To co, że nafaszerowane środkami uspokajającymi.

Wrzuć pieniążka.

Kurwa.

Starszy albańczyk skocznie przygrywał na harmonii Katiusze. Jeremiasz rzadko rzucał pieniądze do kubka ale tym razem wyciągnął z kieszeni piątaka. Nie dlatego, że pałał miłością do albańczyków, nie dlatego, że facet był stary a reumatyzm na dłoniach był widoczny z kosmosu. Nie. Lubił muzykę na żywo od zawsze. Lubił wszystko co dzieje się NA ŻYWO bez jakiej kolwiek ingerencji efektów specjalnych czy działań marketingowców. Bez kłamstwa, obłudy i kombinatorstwa. Lubił to wszystko czego powoli zaczynało już brakować.

– Co podać psze pana? – świdrujące ślepia sprzedawcy już liczyły forsę.

Jeremiasz przestał gapić się na spoconą gebę i wbił wzrok w ladę.

Wstyd jak stówka.

– Mały kebap mięso, sos.

Polska, mieszkam w Polsce...


  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Hej
Dobre! Podobało mi się. Krótkie i dosadne.
Masz ciekawy styl, powinieneś zacząć pisać książkę. Zebrać więcej takich współczesnych paradoksalnych sytuacji i bestseller gotowy.
W latach 70-80 powstało mnóstwo taki małych arcydzieł.
Pisz, bo Masz do tego talent.
avatar
"– Mały kebap mięso, sos."
Chyba
"– Mały kebab mięso, sos."
Mała literówka.

Poza tym OK.
No tak: "OK" - mieszkam w Polsce.
Pozdrawiam.
avatar
Dziękuję za komentarze :) Jednakże "Kebap" jest poprawnym słowem. Pozdrawiam. W.
avatar
Co krok - szok! "A to Polska właśnie..."
avatar
W sercu cywilizowanego świata z 3. tysiąclecia naszej ery obrazki jak z XIX- wiecznego Saint Petersburga z Soniećką Marmieładową i grajkiem-żebrakiem tuż za najbliższym rogiem
avatar
Posłuchajmy przy okazji w wolnej chwili "Marsza do wodopoju" (patrz nagłówki) Modesta Musorgskiego - jednego z jego słynnych "Obrazków z wystawy"
© 2010-2016 by Creative Media
×