Przejdź do komentarzySzklanka admirała 3
Tekst 3 z 3 ze zbioru: Berenika Słania
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2013-03-07
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1139

Brał je na wszystkie wojny i wyprawy dyplomatyczne. Tak bardzo umiłował sobie lepki napój, że dorobił się z jego powodu wielu przezwisk. I tak, w mieście aż huczało od plotek, szeptów, chichów śmichów, wulgarnych wierszyków, porozumiewawczych mrugnięć, nieznacznych skinięć, machnięć, tupnięć, mlaśnięć, beknięć i kichnięć, od szemraniny wszelakiej jakości i gęstości która niosła się po placach, kanałach, burdelach, szynkach, pałacach, gondolach, gołębiach, po weneckiej flocie, błękitnej lagunie, wraz z wiatrem, daleko, za horyzont… Oto kilka wybranych przezwisk nadanych admirałowi przez obywateli Wenecji - Słodki Andrea, Lemoniadowy admirał, Lepkie łapy, Landrynkowa fujara, Lukrowany cap… Ludzie, jak ludzie, wszędzie tacy sami. Córka admirała Konstancja, myślała o ojcu bardziej swojsko, normalnie, rodzinnie, z pełną zrozumienia czułością. Nazywała go po prostu – starym gamoniem. Wszystko, co piękne ma jednak swój kres, lemoniadowa rozpusta też.

Bo pewnej nocy… LANDRYNKOWA GENUEŃSKA zniknęła. Pewnej zimowej, mroźnej nocy 1500 roku, fabryka lemoniady po prostu wyparowała. Zostało tylko wielkie, czarne wgłębienie w czerwonej, zimnej ziemi. To Emir Mini Kulas Al Szahraj, podstępny i chciwy jak każdy szanujący się władca, ukradł Genueńczykom fabrykę lemoniady wraz z piwnicami i drucianym ogrodzeniem. 12 Grudnia, o godzinie 22: 30 lekka jazda emira Akindżi, wspaniale wyszkoleni saperzy, złodzieje i zabójcy wpłynęli 5 statkami do genueńskiego portu. Bezszelestnie opuścili galery i weszli do miasta. Nikt ich nie zatrzymał. Miasto spało zimnym snem. W 35 minut Akindżi zdemontowali budynki fabryczne z urządzeniami, załogą, głównym szyldem, głównym księgowym, psem łańcuchowym i błotnistym dziedzińcem. Nie odpuścili nawet stojącemu w odległości 20 metrów od fabryki, przystankowi przyspieszonej linii karet podmiejskich (nr.118 i 78) Wyrwali wszystko. Sterczący z ziemi drąg, 6m² trawy i mizerny krzaczek perzu. Akindżi zabrali nawet skrawek kory przybity gwoździem do drąga! Po co potomkom Tuaregów rozkład jazdy po genueńsku? Zachłanność doprawdy zaślepia! Całą bezcenną jak i nic nie wartą zdobycz niezrównani Akindżi sprawnie załadowali na okręty, po czym migiem odpłynęli ku brzegom Afryki. Ponieważ emir nie toleruje innej władzy niż jego własna, dyrektora fabryki Akindżi utopili w wiadrze lemoniady, a do niezliczonych tytułów emira dodano następny – Najsłodszy Władca Niegdysiejszej Landrynkowej Genueńskiej. Śmiały atak na obiekt przemysłowy udał się z dwóch powodów. Pomogły zaskoczenie i ostra zima.

W Genui, owej pamiętnej nocy było tylko 16ºC powyżej zera. Takiego spadku temperatury nie notowano tu od 300 lat. Zaskoczeni, nieprzygotowani genueńczycy szybko kostnieli z zimna. Z godziny na godzinę uchodziło z nich ciepło i życie. Jeden po drugim zapadali w letarg. Zamierali, twardnieli, sztywnieli jak wykrochmalone obrusy. Od sztywnych jak patyki palców odpadały monety, sztylety, małżonki, kochankowie i rozkoszne kocięta. Tysiące szklanek wypełnionych lemoniadą wysuwało się powoli z zimnych uścisków i roztrzaskiwało o piękne posadzki. Mieszkańcy miasta zasypiali. Do godziny 22: 00, posnęli wszyscy. Miasto sztywniaków spowiła cisza. Genua zapadła w stan hibernacji. Bezbronna jak dziecko oddała się we władanie ludzi emira. A oni pracowali z wielkim oddaniem. Dla ojczyzny, pięknego proporczyka emira, dla chwały wiecznego piasku. Akindżi, szybcy jak pustynne węże, nienasyceni jak kobieta z ustami pełnymi kaszy, pod osłoną nocy rozebrali wielką lemoniadową konstrukcję zupełnie do naga. Do gołej ziemi. Fabryka przestała istnieć.

Umarła, ale tylko po to, by z nową siłą ożyć wkrótce w sercu królowej pustyń. Na piaskach zachodniej Sahary w emiracie Al Humor w jego stolicy Timbuktu wyrosły lemoniadowe hale. Wyrosły w centrum Timbuktu w tempie błyskawicznym napawając dumą jego mieszkańców, nabijając ich kiesy i konto bankowe emira Mini Kulasa. Odtąd miasto bogaciło się nie tylko na złocie, kości słoniowej, niewolnikach, piaskowej poezji i soli, ale także na sprzedaży niezrównanej lemoniady – LANDRYNKOWEJ TIMBUKTAŃSKIEJ.  Napój zyskał z czasem nowy, oryginalny ton. Nowy, specyficzny aromat, w którym rozsmakowała się cała Afryka i Azja. (Do Europy eksportowano oddzielny gatunek lemoniady. Nosiła nazwę ODDECH EMIRA i wykonana była według osobnej receptury. W jej skład wchodziły: odpady fermentacyjne pozostałe po cyklu produkcyjnym timbuktańskiej lemoniady, mydliny, ziele Krowiego Oka, stare ciżmy i wielbłądzie rzemienie. Uważam, że komentarz jest raczej zbędny. To chyba jasne, od razu widać, że emir Mini Kulas nie lubił europejczyków. Jako wybitny esteta i hedonista z odrazą wrażał się o ich nieuctwie, brudnych zębach, niezdrowym klimacie i w końcu o ich chudym i smutnym bogu przybitym gwoździami do jakiegoś podejrzanego drąga. Mimo niezdrowego składu i nieładnego zapachu, lemoniada ODDECH EMIRA sprzedawała się w Europie wcale nieźle, a w Skandynawii zrobiła wręcz furorę. W porównaniu z oranżadą RYBI ŁEB warzoną ze śledziowych podrobów w małej fabryczce pod Sztokholmem, lemoniada z Timbuktu wydawała się starożytnym Szwedom szczytem smakowego wyrafinowania, wręcz ambrozją bogów.)

Aromat przedziwny i osobliwy, ostry jak srebrny drucik, a jednocześnie łagodny jak białe wydmy. Zniewalający i niezapomniany. To zapachowe cacko pochodziło od kwitnącego Adenium, pustynnego baobabu, którego kwiaty zbierane nocą i dodawane po 3 na 182 litry lemoniady, łamały genueński bukiet nadając mu nieskończenie piękną smugę pustynnej nocy. Tak przynajmniej mówi o nowym produkcie timbuktańska ulotka reklamowa. Dzięki udanej, łupieżczej wyprawie emira, dobrobyt i sława emiratu wzrosły jeszcze bardziej a Timbuktu zaczęto nazywać klejnotem pustyni.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Podoba mi się ta opowieść. A Ganuenczykow nie żałuję. Od lat zajmowali się grabieżą,najlepszy przykład to ich wkład w wyprawy krzyżowe. A więc okradziono zlodzieji. Zawsze to jakąś sprawiedliwość.
© 2010-2016 by Creative Media
×