Przejdź do komentarzyOBRZYDLIWA ULICA /19/
Tekst 33 z 40 ze zbioru: Inne opowiadania
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2015-05-04
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1404


OBRZYDLIWA ULICA /19/


Po wizytacji z Warszawy nasz kolejarz chodził dziwnie osowiały. Chyba nad czymś myślał. Później nagle otrząsnął się z tego marazmu i przystąpił do czynu. Wszystko rozegrało się w ciągu dwóch dni.

Pierwszego dnia mieszkańcy naszej ulicy bez wcześniejszego uprzedzenia wezwani zostali do zebrania się o szesnastej trzydzieści na podwórzu. Godzina była jak najbardziej odpowiednia albowiem o tej porze większość lokatorów miała już za sobą dzień pracy.

Nieświadomi niczego wyszliśmy z mieszkań. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła nam się w oczy, to łopaty stojące pod ścianą budynku.

- Co to? - spytał Antoni. - Będziemy budować jakieś fortyfikacje?

Pytanie było jak najbardziej na miejscu. Od lat straszono nas totalną wojną jądrową. Zakładano bowiem, że trzecia wojna światowa będzie właśnie taka i skończy się ostateczną zagładą gatunku ludzkiego oraz długotrwałym skażeniem środowiska. Przeciwstawne bloki wojskowe w postaci Układu Warszawskiego i NATO posiadały wówczas plany uderzeń jądrowych na potencjalnego przeciwnika.

Tak więc, pytanie Antoniego nikogo nie rozbawiło. Niepewnie popatrzyliśmy po sobie, przeczuwając, że jakieś nieszczęście zawisło nad nami. Zaraz jednak pojawił się kolejarz by udzielić nam wyjaśnień.

- Skoro już wszyscy jesteśmy – zaczął – to powiem o co chodzi. - Zapadła decyzja aby w czynie społecznym zrobić na naszym podwórzu trawnik. Trawnik ma być duży. Musi zająć środek podwórza. Dzisiaj będziemy kopać rowy a jutro przywiozą krawężniki. Trzeba to położyć. Trawy siać nie trzeba, bo i tak sama rośnie. Teraz idźcie przebrać się do roboty i przynieście z domu jakieś narzędzia, bo łopat jest za mało. Zbiórka za piętnaście minut.

Antoni zrobił się dziwnie blady ale ani słowem nie odezwał się. Dopiero, gdy odeszliśmy kawałek dalej, by rozejść się do swoich mieszkań, zaczął niewybrednie przeklinać pod nosem.

- Nie wygłupiaj się Antoni, bo sprowokujesz awanturę... - ostrzegł go któryś. - Jak nie chce ci się wysilać, to przynajmniej udawaj, że kopiesz. Są tu przecież tacy co dorabiają przy rozładunku wagonów towarowych... Mają krzepę i całą sprawę załatwią.

- Nie w tym rzecz... - żachnął się Antoni. - Chyba wiem o co chodzi, ale tego tak się nie robi... Kiedyś przygotowywałem swoją piwnicę dla wojska...

- No i co? - spytaliśmy.

- No i g...o. - oświadczył Antoni. W jego głosie dało się wyczuć poczucie bezradności. - Miałem tam ustawiony drewniany kufer z kartoflami. Walnęli w kufer, wieko odpadło, a później ziemniaki zgniły. Smród był niebywały... Wyczyściłem kufer i trzymałem go dalej w piwnicy... W końcu spróchniał. Musiałem wyrzucić... Teraz by się pewnie przydał...

Powiedzieliśmy Antoniemu, żeby nie przejmował się tym, bo z kolejarzem i tak nie ma dyskusji - opowieści o kufrze nie zrobią na nim wrażenia, a przed atakiem jądrowym skrzynia kartofli nikogo nie uchroni.






  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Oczywiście znowu przeoczyłam błąd. Powinno być "Pierwsza rzecz, jaka rzuciła nam się w oczy, to łopaty stojące pod ścianą budynku."
© 2010-2016 by Creative Media
×