Przejdź do komentarzyBiblioteka służbowa Dyrektora Alfonsa Długosza
Tekst 3 z 13 ze zbioru: Moja etażerka
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2015-11-21
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1603

Znajdowała się w Jego gabinecie, w parterowym pawilonie Muzeum Żup Krakowskich, niemal na miejscu nieistniejącego szybu Paderewskiego.


Ilekroć wchodziłam do tego gabinetu [a kilkanaście razy mi się to zdarzyło na przestrzeni 1966 i 1967 roku] niezmiennie wgapiałam się zachwyconym wzrokiem na kolorowe regały zastawione woluminami rozmaitych encyklopedii, przewodników i albumów. Zwłaszcza publikacji z wydawnictwa Larousse.


Pan Profesor ojcowsko zezwolił mi na szperanie po tych półkach, innego wszak zdania były dwie Panie [świętej pamięci, tak jak świętej pamięci jest niemal całe ówczesne Muzeum, które zatrudniało personel ze starszawego – wtedy – pokolenia] przez co wybrana przeze mnie książka trafiała do tzw. Czytelni, zaś kiedy się ze mną po paru miesiącach oswojono, to do właściwej biblioteki, gdzie przez pewien czas miałam tam swoje biurko, by – w miarę spokojnie, gdyż do Czytelni bez przerwy ktoś wciskał ciekawski łeb - móc zapoznawać się z interesującą mnie treścią. Niemniej: w dalszym ciągu pod czujnym okiem pilnującej pani.


Ja bowiem w tym Muzeum i pracowałam, i nie pracowałam.


Zacznijmy najpierw od „niepracowania”. Kiedy nie dostałam się na swoją wymarzoną historię sztuki [z powodu braku miejsc, a w zasadzie z niewystarczającej ilości tzw. punktów preferencyjnych] wówczas któreś z moich Rodziców wpadło na skądinąd genialny pomysł ulokowania mnie w Muzeum Żup Krakowskich. Oczywiście w charakterze wolontariuszki, gdyż o stałym zatrudnieniu nie było mowy, w związku z czym znany powszechnie ze swej wielkiej uprzejmości oraz życzliwości, Pan Dyrektor Długosz zaproponował korzystanie z tutejszych bibliotecznych zbiorów celem dokształcenia się oraz doszkolenia przy zaplanowanym następnym podejściu.


I w tym miejscu koniecznie trzeba podkreślić, iż jak na tamtejsze czasy, to zbiory żupno- muzealnej biblioteki były wręcz imponujące, natomiast wszystkie najpiękniejsze i najszacowniejsze tytuły znalazły dla siebie odpowiednią oprawę oraz miejsce dyrektorskim gabinecie Profesora Długosza.


Czytywałam więc rozmaite „Historie sztuki polskiej” m. in. autorstwa Władysława Tatarkiewicza lub Karola Estreichera, „Historię sztuki Krakowa” Kazimierza Dobrowolskiego, pierwszy i drugi tom „Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego” , nie mówiąc o wertowaniu specjalistycznych, bajecznie ilustrowanych kolorowymi reprodukcjami, leksykonów.


Ponieważ i przy okazji chciałam być też osobą użyteczną, dlatego nie raz i nie dwa wpraszałam się ze swoją pomocą przy wykonywaniu prac najniewdzięczniejszych typu rubrykowanie zeszytów oraz wszelkiego gatunku kratkowanych arkuszy, oprawianie w [obowiązujący wtedy] szary papier książkowych nabytków, przygotowywanie czasopism do oprawy, przepisywanie na maszynie katalogowych fiszek, przywożenie służbową nyską książek z księgarni naukowej na Podwalu, itp.


Z kolei Profesor Długosz nie byłby sobą, gdyby nie chciał mi tych trudów zrekompensować, dzięki czemu – ku sporej niechęci pani księgowej, a jednocześnie wielce życzliwej pomocy Pani Personalnej Luli (Julii) Faruzelowej – raz zaangażował mnie jako „pomoc biblioteczną” [na dwa miesiące], kiedy indziej – w charakterze „kancelisty” [na miesięcy pięć].


Profesor Alfons Długosz, miły, ciepły, bardzo kochany i empatyczny pan chyba tylko przez to, że był spacerującym wśród niebiańskich obłoków, artystą, nie zawsze dysponował stosownym czasem, aby okazać oraz pokazać, kto „tu rządzi”. Dla mnie jednak mimo wszystko było warto i narażać się na żółte spojrzenia przekwitających muzealnych niewiast czy komentarze tychże z rodzaju, „co to za obrzydliwie zarozumiałe dziewuszysko?”, gdyż „dziewuszysko” żadną miarą – z wyjątkiem Pana Dyrektora, nazywającego toż „dziewuszysko” z racji obwieszania się przezeń sznurkami surowego i szlifowanego jantaru „bursztynowym dziewczątkiem” - nie pozwalało zwracać się do siebie przez „ty”.


Co głównie zawdzięczam Profesorowi Długoszowi? Dzięki udostępnionej bibliotece, w MŻK nauczyłam się wielu wspaniałych i niepowtarzalnych rzeczy. Między innymi wstępnie opanowałam umiejętność operowania ekfrazą, czyli artystycznym (zwykle szczegółowym) opisem dzieła sztuki w literaturze pięknej, które już wtedy poczęło procentować w moich lirykach-iuveniliach, teraz przypadkowo odnalezionych po latach.


A choć – zważywszy wiek autorki – nie jest to literatura nazbyt wysokiego lotu, wszelako celem przypomnienia, cytuję swoje [wybrane] strofy w ich dawnej, ułomnej postaci z serdeczną dedykacją dla świetlanej pamięci Profesora Alfonsa Długosza, Twórcy i Pierwszego Dyrektora Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce:


NOC. RZYMSKIE FONTANNY [jeszcze jedna wersja]


TYLKO W DESZCZU

tak milcząc szepczą rzymskie fontanny

gdy mrokiem zaścielone niebo

i Tyber sobą pachnący –


Katakumby we freskach

Filmowe kawiarnie Felliniego

spływają falistą linią

do podziemnych rzek


Rzym, 16.07.1966




Dama z gronostajem


Twarz panny podobna do kropli wody

Chłód malowidła

ciemniejącego pod spojrzeniem

gronostaju

nierealiów dotyku jej dłoni

palców zbyt długich

na promyki pieszczoty


Zziębnięte usta

mają posmak górskiego źródła

Oczy brunatne liście

albo zagasłe spadające gwiazdy

policzków smugi i ciemnych pereł ślad

włosy przykryte siateczką melancholii

ruch łasiczki

na płótnie zachodzącego słońca


wrzesień, 1967


[1] Odpisano z Wikipedii:


Alfons Długosz (ur. 28 lipca 1902 w Trzemionce koło Chrzanowa, zm. 7 listopada 1975 w Wieliczce[1]) – polski malarz i fotografik, nauczyciel. Zainicjował działania prowadzące do uratowania zabytkowych komór i urządzeń kopalni soli w Wieliczce.


Studiował w berlińskiej Państwowej Szkole Przemysłu Artystycznego oraz na Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie. Na początku II wojny światowej na stałe związał się z Wieliczką. Kiedy w 1949 dyrekcja kopalni podjęła decyzję o zlikwidowaniu wielu starych komór, Długosz rozpoczął akcję ratowania zabytkowego podziemia. Zrobił pełną dokumentację fotograficzną saliny, gromadził też pamiątki związane z historią przemysłu solnego na ziemiach polskich. W 1951 w komorze `Warszawa` zorganizował pierwszą ekspozycję urządzeń górniczych odnalezionych w kopalni wielickiej. 3 lata później został kustoszem Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka. Był autorem wielu rozpraw naukowych oraz monografii: Wieliczka Magnum Sal jako zabytek kultury materialnej. Zainicjował również odbudowę Zamku Żupnego.

_______________






  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×