Przejdź do komentarzyVon Arnim
Tekst 10 z 21 ze zbioru: Jack Wolf z życia treści
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2016-01-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1741

Gawiedź ucichła nieco. Gołębie, ufając widać skupionemu strzelcowi, zupełnie się go nie obawiały. Kilka latało w pobliżu, od czasu do czasu siadając obok. Ludo von Arnim, klęczący z kuszą przed karłem,drżącym z ustawionym jabłkiem na głowie, jakby ich nie zauważał.  Bo i tego lata, rynek zamkowy wleński, w towarzystwie beztrosko głębokiej studni i smutno ponurego pręgierza, widział już hece rozmaite. A to książę Rogatka sprowadził Amazonki z Czech, żeby walczyły na kije. A to kazał odprawiać mecyje cyrkowcom, w zamian za darowanie życia. Prawda, że jednego potem powiesił. Spadł był z liny i okrutnie złamał nogę. Że medyk trzy dni wcześniej gdzieś przepadł, a cyrkowiec cierpiał strasznie, to książę Rogatka powiesił go z litości. Osobiście, dając do ucałowania pierścień, zanim wykopał beczkę spod niego. Cyrkowiec stał jakoś na beczce zdrową nogą, a książę, kiedy nieszczęsny już zadyndał, roześmiał się szaleńczo. 

– Miłosierdzie i sprawiedliwość!- miał wtedy zakrzyknąć. 

Von Arnim, celując w jabłko, wyglądał jak przyklejony nagle do ziemi. Cały foremny, sprężysty, odziany w kaftan z barwionej skóry. Z twarzą piękną, drapieżną, a oczami płonącymi. Smutkiem rozmarzonym najczęściej, bo życie wygnało go z Saksonii na błędne rycerstwo. Tyle wiedziano o nim, więcej nigdy nikomu o sobie nie powiedział. 

Nieco za strzelcem stał podest. Na podeście dwa rzeźbione fotele, zrabowane kupcowi bizantyjskiemu w drodze nad Bałtyk. W fotelu bliżej błazna bez oka siedział książe Bolesław II Rogatka. Wyglądu koszmarnie nijakiego. Niski antałek z głową jajowatą, łysą, okoloną bezładnym wiankiem tłustego kołtunu. Z nosem jak haczyk, w żadnym wypadku nie jak orzeł ani sokoły. Kontrastowała z nim uderzająco też niewysoka, ale aż uderzająco krągła, bez żadnego zachwiania linii fizys. Jakoś w tej krągłości i długa i krótka. Ciężka, a w tym upojnie lekka. Sabrina Lev, tak ją książę ogłosił. Różnie mówiono, skąd się we Wleniu wzięła. Jedni trzymali wersję, ze była córką szlachecka krwi najczystszej, którą książę pokochał w Pradze od wejrzenia pierwszego. Drudzy, ale dużo ciszej i uprzednio sie rozejrzawszy bacznie, trzymali wersję, że Sabrina nic ze szlachectwem nie miała wspólnego. Podobno uciekła z burdelu w Żytawie, a Rogatka kupił ja od rabina. Rabin nie przepuszczał okazji do zarobku, zwłaszcza że Rogatka był w zbrojnym towarzystwie. Gdzieś pod Żytawą. Jak wiadomo niejednemu, zbrojne towarzystwo ułatwia handel. Na korzyść uzbrojonych. Nie nie, niech kto nie myśli, ze Rogatka zbójem był, który darmo grabił. Rabin w zamian za Sabrinę dostał życie. Czy kto kiedy kupił życie za jedną marną latawicę? Mało kto, a rabin Izaak Kostka kupił. 

– Strzelaj!- książę pociągnął łyka z pogiętego pucharu, bo puchar na tronie miał zawsze. Ni to srebrny, ni to złoty, z pięknie wygrawerowanym napisem Amantes sunt amentes. Kochankowie bywają szaleni. Von Arnim strzelił. Ale chybił. Bełt wrył sie w króciutką szyję karła. Popłynęły strużki krwi, osunął się na ziemię. Jabłko spadło, potoczyło się do kałuży. 

– Zawsze trafiał!- krzyknął ktoś z tłumu. 

– Klątwa! 

– Zły znak…. 

– Tym sposobem…- rozległ się tubalny bas- Tym sposobem oznajmiamy, ze kolejny turniej strzelca odbędzie się za dwie niedziele! 

Błazen, wbrew pozorom, miał tubalny bas. Książe Rogatka, wbrew pozorom, wcale się nie wściekł. Sabrina Lev , też wbrew pozorom, myślała już tylko o strzelcu. Który szalał na myśl o niej, lecz wbrew pozorom, udawał zakłopotanego i spuszczał głowe przed tłumem.  

Kiedy spotkali się w wieży, pozorów nie było już. Von Arnim wplątał dłoń w jej włosy, a może to sam diabeł tam mu ją wkręcił. Turlali sie razem z beczkami po burgundzie pustymi, a także na beczce spirytusu pełnej całkiem. Po podłodze, z której uciekały szczury. A pod ścianą rdzewiał smutno czeski morgenstern. Tym to morgensternem próbował bronic się lwówecki farbiarz, kiedy otoczyli go ludzie Schaffgotscha. Jak trafił na zamek Wleń, to już nikt nie pamięta. Ale kiedy Von Arnim dopadł wreszcie Sabrinę, to słyszeli wszyscy chyba i w Pilchach za rzeką.  Lecieli gdzieś, spadając czasem na rozżarzony węgiel. Wznosili się, opadali, wreszcie roztrzaskali jedną beczkę. 

Wreszcie Von Arnim opadł z sił. A Sabrina Lev, którą sprzedał Izaak Kostka ceną życia, doprawiła się trzonkiem morgensterna. 

– Dziękuję, że go zabiłeś… Dziękuję ci.- powiedziała Sabrina, opierając głowę o jego bark – Buntował księcia. 

– On, ten karzeł? – Von Arnim zdziwił się. 

– Tak, marzył mu się napad na klasztor w Lubomierzu. Naopowiadał Rogatce o cudach, skarbach…. A tam nie ma nic. 

– Zabiłem go bo cię kocham- próbował ją pocałować, ale ona odepchnęła go. Wstała. Von Arnim poczuł, że Sabrina nagle traci blask. Traci to wszystko, co rozpaliło go pierwszego dnia, zaraz po przejechaniu bramy wleńskiego zamku. 

– Czy ty oszalałeś?! Czy nie mówiłam ci,ze zawsze nalezy kierować się rozumem? Opanuj się, Ludo! 

– Nie zabiłem człowieka dla interesu. Nigdy nie zrobiłem tego i nie zrobię- powiedział patrząc jej głęboko w oczy- Zabiłem go z miłości. Dla niej można poświęcić wszystko. 

Powiedział to ściskając w dłoni pęk jej włosów. Ubarwionych farbą zrabowaną lwóweckiemu farbiarzowi. Jedyną w swoim rodzaju, o kolorze niemożliwym do pomylenia z innym. 

Bolesław Rogatka uśmiechał się, patrząc na pęk włosów, który Ludo von Arnim położył przed nim na ławie. Wyciętej w kształt Okrągłego Stołu, bo książę Rogatka miewał różne fantazje. Dębowej, zlanej winem, porąbanej toporami. Starej i spróchniałej, jak jego dusza. 

– Pokazałeś lojalność. Więc wybaczam ci, że chędożyłeś ten diabli pomiot- rzekł Rogatka unosząc puchar do ust.Ni to srebrny, ni to złoty, z pięknie wygrawerowanym napisem Amantes sunt amentes. Kochankowie bywają szaleni.- Nie brałeś jej siłą, to jak możesz być winny? 

Za dwie niedziele, zgodnie z tym co obwieścił błazen bez oka tubalnym głosem, na rynku zamkowym odbył się kolejny turniej strzelca. Sabrina Lev, przywiązana do pala, zakneblowana, patrzyła na niego przerażona. Książę Rogatka kazał ją zakneblować. Z braku zaufania, żeby przed śmiercią nie wykrzyczała niepotrzebnych rzeczy. Na jabłku, które ustawiono jej na głowie, przysiadła mucha. Ludo von Arnim skupił sie, gawiedź ucichła. Na znak księcia strzelił. Idealnie w środek jabłka. Sabrina Lev zemdlała. Wszyscy wiwatowali kunszt strzelca i podziwiali odwagę Sabriny Lev. Cały tydzień wcześniej przecież, cały tydzień wcześniej codziennie, błazen bez oka krzyczał na rynku tubalnym głosem, że pani księżna Sabrina Lev, z miłości wielkiej do Rogatki, chce sprawić mu radość, w turnieju strzelca występując. 

Potem, pod osłona nocy, Ludo von Arnim zawiózł ją do klasztoru w Lubomierzu. Wraz ze zbrojną eskortą i darami, w postaci kilkunastu zamorskich dywanów. Mówili potem na ambonie kościelnej w Lubomierzu przez lat bite dwadzieścia, że Rogatka szlachetny jest. A wszystkie opowieści o nim, to płód języków oszczerców, które odjąć by należało.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Pisownia pozostawia sporo do życzenia; narracja - wręcz mistrzowska :-)

Bardzo serdecznie :)))
avatar
I ja zwykle w życiu. Coś czego nie pojmuję. Mianowicie, to jeden z najlepszych moich tekstów. A ma najmniej wejść i opinii. Czyli co? Jak wydam byle gówno to się sprzeda, a rzecz dobra zostanie zignorowana i pominięta? To może lepiej nauczę się kłaść kafelki?
avatar
To jest Autorze ból wszystkich (bardzo) dobrze piszących :) Nie tylko Ty miewasz takie rozczarowania. Kiedyś "lilly", autorka skądinąd wyjątkowo ciekawie, a co ważniejsze, napisanego nienaganną polszczyzną, opowiadania "Cezar, potomek Dropsa" również się borykała z podobnym do Twojego dylematem :)

Twój "Von Arnim" zaciekawił mnie ze względu na nazwisko jednego z najwybitniejszych romantyków niemieckich Achima von Arnim; później wciągnęła fabuła :)))

Moja rada: pisz swoje, doskonal język... i bądź cierpliwy :)))

Nad wyraz przyjaźnie :)))
© 2010-2016 by Creative Media
×