Przejdź do komentarzyŚmieć - część 49
Tekst 49 z 53 ze zbioru: Śmieć
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2016-09-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń796

Nie mam o niczym pojęcia. Czekam na coś. Stale muszę mieć „na oku” większość „towarzyszy mojej podróży”. Tak już wyszło. A przynajmniej takie mam wrażenie na co dzień. Nie znam się na nowoczesnych zagrywkach, dodatkowych szczytach do zdobycia albo spontanicznych projektach z kobietą na jedną noc. Rany boskie, niczego sobie nie udowodnię. Kompletna wpadka z tym pojęciem. Lecz najsmutniejsze jest to, że muszę staczać śmiertelne bitwy z bzdurami, z ludzką upierdliwością, z ciągłym sugerowaniem mi pewnych przypadłości. Najgorszy jest potem system rozliczeń, kto bardziej się wykrwawił. Nic nie jest takie jakim się jawi, iż takie właśnie być powinno. (Ty, stary, w paru zdaniach, koniec z cytatami i spierdalaj)! Krople, przelewające czarę goryczy to zatargi z ludźmi. Bo kiedy już rzeczona kropla przeleje się w kolejnej, niewykorzystanej, życiowej szansie pozostanie tylko polerowanie własnego nagrobka. Wydaje mi się to dość dziwnym sposobem na altruizm. Ale jeśli ktoś (i to ze łzami w oczach) krzyczy Ci prosto w ucho, że zmarnujesz sobie życie i przyszłe plany życiowe śledząc podobne altruizmy, oraz ciągle podtrzymuje założenie, iż wszystko co Ci do tego ucha wywrzeszczy to najprawdziwsza prawda trzeba z tym coś zrobić. I to na gwałt. Lecz podjęcie jakiegokolwiek działania będzie Cię z pewnością zbyt drogo kosztować. A potem odbije Ci się to jeszcze najgłośniejszą w życiu czkawką. Nie masz wyjścia. Musisz w czymś pokładać nadzieję, że i taki półprodukt się zrewaloryzuje. Zamieszania ogólnego i zszarganych nerwów jest jednakże przy tym co niemiara. Aha, jeszcze robienia z siebie kompletnego durnia i przepraszanie wokół, że ma się czelność czegokolwiek chcieć. 

Od słowa do słowa i… wciąż od nowa! I dręczyć zaczyna pytanie: Po jaką cholerę było mi tak się do tego śpieszyć? Nie mamy pojęcia, bo i skąd. Czekamy na coś. W świetle tej przypowiastki nikt nie ma ochoty taplać się w cudzym bajorku, bajorku, przed smrodem którego wyraźnie ostrzegali nas mamusia i tatuś. Najpierw nas ostrzegali, czasem pomagali, bardzo się starają aby nasze wspomnienia, tyczące ich osób, nigdy nie zaliczały się do tych najgorszych. A bajorko, mimo że śmierdzi okrutnie, to jakoś dziwnie kusi. 

Bardzo żałuję, iż ta moja publikacja nie jest z gumy, bo można by (tak przy okazji) przytoczyć kilka podobnych sadzawek. Lecz to nie ma być tani romans w odcinkach lub inne barachło w stylu małych, chińskich rączek z plutonem i uranem w rolach głównych. Bardzo żałuję, że to tylko moje pierwociny, które mają tak mało przestrzeni, przestrzeni, której drzewiej więcej bywało. Przestrzeń dziś nie ulituje się nawet nad szarganiem świętości i połączy piosenkę poetycką z awangardowym odlotem w drapieżny Rap. I, jak twierdzą moje nieliczne koleżanki, poezja wcieli się ponownie w ślimaka z dość przeciętnym rozmiarem rożka na pierogi.


cdn...

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×