Przejdź do komentarzyOgród
Tekst 3 z 14 ze zbioru: Hibernacja
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2012-11-22
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1371

Piękno.

Byłam dziś w Ogrodzie Botanicznym. Zapomniałam  jak  wspaniale  jest  pobyć   w  zieleni, ile  dystansu  człowiek  nabiera  do  codziennych  spraw,  jak  zmienia  widzenie  zdarzeń,  ludzi…

Za  wcześnie, wiele zagonków pustych, jakieś trawy… Ale bez  soczysty, dorodny, wielkie, białe  kule  kaliny, irysy  wielokolorowe, konwalie, maleńkie  niezapominajki, magnolie…Zapach…Przepiękne   kwiaty  rododendronów  – fiolet, amarant, odcienie  żółtego…Gałązki  iglaków, na końcach   jasnozielone, tegoroczne  odrostki. Ogromny  buk  nazwany  czyimś  imieniem. Przypomniała  misie  Zatoka…

Podwójna  tęcza, sfotografowana, gdzieś jest, może  spalona…Obłoki  nad  linią  lasu, idealnie  ułożone  jak  udrapowane  firanki…

Łuk tęczy  spinający  oba  krańce  estakady  nad drogą  prowadzącą   do  jakby  mojego  drugiego  domu. Zatoka. Wchłonięta  przez  miastko  najbliższe.

Promienie  słońca  przeciskające  się  przez  dach  liści  i  konarów  w  lesie  – zapamiętać  z  której  strony  padają  by   bez  problemu  i  stresu  trafić  z  powrotem  do  bazy. To  od  pana  Józefa…

Podrapane  ręce  i  nogi  bo  maliny  znalezione  przypadkiem, zbieranie  jeżyn  bez  przygotowania logistycznego… Wrzos… grzyby… 7-8  „osobowa”  rodzina  borowików  ciemnobrązowych, osaki,  polana  maślaków… Tyle  ich  było,  że  z  trudem  „dochodziłam  do  pionu”. Spełnianie  życzeń  leśnych  w  roku  żałoby. Gotowanie  obiadów  z  tego  co  kupione  i  z  ogródków  sąsiadek. …”a  toć  idź  se  urwij, mało  tego”, buraki  od  tej, pietruszka  od  drugiej… Warzywa  nie  do  dostania  w  sklepie   na  wsi. Gospodyni – tyś  jak  moje  jeszcze  jedno  dziecko…Nikt  nigdy  nie  powiedział  mi  nic  przykrego  (chyba, że ojciec jeśli tam był), nie  zrobił  krzywdy, nigdy  nic  mi  nie  zginęło, serdeczność, dobroć, poczucie  bezpieczeństwa  pod  każdym  względem  i  wszędzie , nawet  w  środku  lasu. Nie  bałam  się  spotykając  kogoś  w  lesie  bo…. byłam  im  znana… Od  wielu  lat  nie  wlokłam  nikogo  ze  sobą, najlepiej  było  mi  tam  samej. Nie  każdego  roku  przyjeżdżałam  tam, były  inne  miejsca  ale  tylko  to   powraca  we  snach, tęsknotach, jest  porównywane  do  innych  i  zawsze  jest  najukochańsze. Zostali  sami  starzy  ludzie, moi  rówieśnicy  rozjechali  się  po  kraju, pozakładali  rodziny – mniej  lub  bardziej  szczęśliwe, paru  zostało  by  życie  spędzić  pod  sklepem…Wieś  gwarna  krzykami  dzieciaków,  nawoływaniami  matek, teraz  cicha  jakby  bezludna. Pusta  huśtawka, pordzewiała  a  takie  wojny  były  kto pierwszy, ile  minut…Rżnięcie w karty z chłopakami  na  wysokiej  polanie  nad  jeziorem, tam  schliśmy  po  wodnych  ekscesach.  Dziewczyny  były  jakieś  takie…dziwne. Dystansowały  się, pozowały na damy…Nic  tylko  uwalić  się  i  opalać.  Ja – do  wody  i  w  cień. Cierpię  okrutnie  na  słońcu, w  upały  żyję  do  9.00  i  od  18.00.

Cios  głową w żołądek w trakcie płynięcia – źle obliczył odległość, chciał wypłynąć między moimi rękami  no i oboje  na  dno,  bliskie  bom  tchórz  wodny. Wyszedł  na  tym  gorzej  bo liczył  na  oddech, by  zaskoczyć, być  niewidzialnym  długo  płynął  pod  wodą hi, hi, hi…Potem jeszcze – po  wyrównaniu  oddechu - opierdol  ode  mnie  za  takie  „zaloty”…

Pola  kiedyś  układające  się  w  kolorową  szachownicę  teraz  pozarastane  zielskiem,  samosiejkami  drzew. Rosną  swobodnie  i  bezpiecznie  bo  nikt  nie  interesuje  się  ich  podłożem. Jedyny  pozytyw.

Złe  samopoczucie  przez  pierwsze  dwa dni – szok  „tlenowy”, potem  nawet  ostre  słońce  nie  kłuje  oczu…

Moje  nieudolne  próby  odtworzenia  tego  co  widoczne, piękna  opadającej  polany  do  jeziorka, okolonego  lasem – na  obrazach. Pajęczyn  widocznych  w  promieniach  wschodzącego  słońca  dzięki  porannej  rosie…

Piękno  natury.

Piękno  wspomnień.

Piękno ludzi.

Zachód  słońca  nad  morzem  - owszem  ale….tam  tylko  woda, niebo  i  ognista  kula  na  nim…piękny  choć  „jednorodny”  widok.

Powrót  do  rzeczywistości ….bolesny  bardzo…

Wielka, wszechogarniająca  tęsknota  do  piękna -  pod  każdą  postacią…



Jadę  tam już za chwilę. Teraz  jest  tam  ktoś bardzo  ciekawy. 37-38 lat, woziłam ją w wózku za  pierwszą  bytnością w Zatoce. Rozpoznałyśmy  się  jako  bardzo  bratnie  dusze  2 lata temu, przypadkiem. Wyobcowana, wspaniały  mąż-przyjaciel, firma stworzona  mimo  sił  wstecznych, dzieci  i  mimo  to  ciągły  niedosyt, niepokój. Czuje, że  nie  do  końca  wykorzystuje  swoje  możliwości, apetyt  na życie, dawanie  siebie  innym. Długo  by  opowiadać.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Tekst sprawił na mnie wrażenie trochę nieuporządkowanych garści, wiązek wrażeń, jest jeszcze w moim przekonaniu zbyt surowy. To raczej materiał na utwór, aniżeli gotowe dzieło. Warto nad nim jeszcze popracować, o ile starczy ochoty i samozaparcia.
Pozdrawiam
© 2010-2016 by Creative Media
×