Przejdź do komentarzyPokomunijne refleksje pierwszokomunikantki
Tekst 25 z 32 ze zbioru: Niezwykłe przygody i przeżycia
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2019-06-20
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń151

Pokomunijne refleksje pierwszokomunikantki



I już po pierwszej komunii... Cieszę się. Choć muszę przyznać, że osobiście nie czuję, aby jakaś taka szczególna świętość na mnie spłynęła. Jestem przecież taka sama jak i przed. No, może bardziej uczesana i porozbijane kolana i łokcie mam zakryte długą suknią.


Mamusia mówi, że powinnam teraz być grzeczniejsza i milsza, bo przyjęłam Bozię do serduszka. No coś takiego?! Przecież miła i grzeczna, to ja jestem zawsze... Może czasem tylko mniej. Właśnie ostatnio nieco mniej… No ale jak mam nie być nieco mniej miła, skoro moja kochana siostrzyczka tak mnie wkurza ze swoim kotem, a właściwie kotką Sorają? Łazi całymi dniami z tą czarną czorcicą z zielonymi ślepiami i zawsze zajmuje najwygodniejsze miejsca w domu. I nie daj Boziu, żeby się chciało usiąść obok niej. O nie! Ona zaraz wrzeszczy, że to miejsce jest dla Soraji. Kurczę pieczone, jak ja nie cierpię tej czarnej diablicy! A też i ona, ten czarny stwór, tak się już nauczyła, że cały czas pcha się na kanapę albo na fotel, czy siostrzyca w domu jest, czy jej nie ma. Raz nie wytrzymałam już, i gdy jej w domu nie było, ściągnęłam z kanapy to wstrętne kocisko za jej szanowny ogon. A ta głupia w pisk niemiłosierny. Pech chciał, że akurat siostrzyczka weszła do domu, no i co tu dużo ukrywać, usłyszała swoją drącą się wniebogłosy podopieczną. I awantura gotowa! O rany, jak ja nie cierpię kotów! I tak mam do dziś. Ale tylko kotów. Wszystkie inne zwierzątka bardzo lubię. A najbardziej psy i konie.


Wracając do pierwszej komunii, to muszę przyznać, że nawet się cieszę, iż mam ją już za sobą, bo nie muszę naszego proboszcza tak często oglądać. Nie lubię go. Jest ordynarny i brutalny. Za byle głupstwo bije dzieci kluczem od zakrystii, albo nawet i biblią. Nieraz i za darmo można od niego oberwać, jak mu się wściekłemu pod rękę nawinie. Ciągle wrzeszczy. Mało kiedy mówi spokojnie. Raz na lekcji religii pobił Janka, choć ten niczemu nie był winien. Myślałam wtedy, że mu nakopię. Biedny Jasiu! Przecież on nic nie zrobił. To Władek i Kazik za jego plecami rozrabiali. Jasiu tylko czytał książkę pod ławką. Wstrętny proboszcz… I jak tu dziecko ma odczuwać świętość kościoła? Nie wspominając już o szacunku do „wielebnego”.


  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
No coś takiego, Arsene, o żadnym kabarecie nt. wierzących tu nie ma mowy, a tym bardziej o obśmiewaniu. Trzeba ze zrozumieniem przeczytać tych słów dziecka i zrozumieć jego odczucia... jak już się postanowiło ten tekst przeczytać.
Każdy ma prawo mieć własną ocenę przeżytych, prawdziwych sytuacji... Dziecko też. I nie oczekiwać od niego, żeby myślał, że pada deszcz, gdy ktoś na niego pluje.
avatar
Bardzo piękne i niezwykle refleksyjne wspomnienie. Przywołany ksiądz przypomniał mi proboszcza z mojej parafii, który zachowywał się podobnie. Zupełnie bez podstaw naderwał mi małżowiny uszne tylko za to, że zwracałem koleżankom z klasy uwagę, by nie robiły zajączków i mi nie przeszkadzały w odbiorze, kiedy ksiądz podczas lekcji religii na plebanii wyświetlał nam przeźrocza.
A koty uwielbiam. W czasach dzieciństwa zawsze były w moim domu, a w moim mieszkaniu są już od ponad dwudziestu pięciu lat.
Myślę, że trzeba mieć wyjątkowo wiele złej woli, zaślepienia i nienawiści, by w tym wspomnieniu dostrzec "robienie kabaretu z osób wierzących a także obśmiewanie obrzędów religijnych".
Drobniutkie potknięcia poprawnościowe. "Osobiście nie przepadam" to pleonazm, czyli tautologia. Zbędne przecinki przed: to ja jestem, i gdy, albo.
avatar
Dziękuję Janko, i za jedno, i za drugie.
Na podstawie własnych doświadczeń oraz doświadczeń innych osób, dochodzę do smutnej konstatacji, iż księży z prawdziwego zdarzenia nie ma wielu. Jak sięgnę pamięcią, tylko jeden wikary w naszej parafii był dobrym człowiekiem i lubił dzieci. Miał z nimi dobry kontakt. Ale niestety szybko zniknął. W późniejszych latach, kiedy dorastały moje dzieci, już w innym mieście, było podobnie. Księża mieli kilku swoich lizusów, resztą pomiatali.
Od dziecka lubiłam obserwować ludzi i już wtedy zauważałam, że w kościele wielu złych, nienawistnych ludzi ze złożonymi rękami idzie do komunii, a po wyjściu z kościoła, są niezmiennie tacy sami — jak byli. Nienawistni, źli.
No cóż, tak już jest, że ludzie dzielą się na tych — co koty lubią, i na tych — co za nimi nie przepadają. :D
avatar
Arsene, ustań, to nie wolny żart a samo życie. Ty masz takie doświadczenia, inni mają inne. To, że ludzie "tłumnie przybywają do kościoła", wcale nie świadczy o tym, że księża są tak wspaniali. To świadczy o polskiej tradycji, o... owczym pędzie, o pokazaniu się, często z religijnością niewiele mającym wspólnego.
Kończę dyskusję z Tobą, bo już Cię na tyle poznałam i wiem, że jeśli chodzi o kościół i o PiS, to... nie ma na Ciebie mocnych. Tak to delikatnie ujmę. :D
avatar
A ty, zakłamany i zdegenerowany Arsene, odwal się ode mnie raz na zawsze. Wymiana poglądów i ocen z tobą jest dla mnie niesamowicie żenującą czynnością. Wal się i idź wreszcie do tych zakłamańców, którzy cię potrzebują. Ja po prostu chcę żyć bez świadomości, że ty, siewca nienawiści, jeszcze istniejesz. To da mi komfort istnienia. Wróć wreszcie na drzewo, tam jest twoje miejsce, nikczemniku!
© 2010-2016 by Creative Media
×