Przejdź do komentarzyŁopata Andrzeja
Tekst 5 z 34 ze zbioru: farfluchy i inna drobnica
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2017-05-28
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1334

ŁOPATA ANDRZEJA

Pracowałem w firmie hydraulicznej. Toksyczna sytuacja. Ekipa składała się z Mateusza( uprawnienia na skoczka i super kopacz), Tomka ( uprawnienia na zgrzewanie rur), pana Andrzeja ( operatora koparki i ojca prezesa) i mnie. Pan Andrzej ze względu na koneksje rodzinne miał wiele do powiedzenia jeśli chodzi o kolejność wykonywanych prac  i sposób ich wykonania.

Ja  - mogę się mylić – widziałem u niego poważne zaburzenia psychiczne. Mogę się mylić, ale dla mnie to była nerwica natręctw wzbogacona o różne dodatki.  Ale gdyby zaczął to leczyć, to odebrano by mu uprawnienia do obsługi koparki.

Mała anegdota. Jedziemy sam na sam, we dwóch, on prowadzi, przez miasto. Na jednym ze skrzyżowań kosiarze koszą trawę. Wiecie na czym to polega? Człowiek patrzy pod nogi i rąbie tą podkaszarką tak, aby mu żyłki nie wyrwało spotkanie z elementem ogrodzenia, znakiem, itp.  I żeby nie rozjebać butelki rzuconej na trawnik przez zapijaczonego studenta. Mijamy takiego kosiarza i w tym momencie słyszę komentarz pana Andrzeja: No kurwa, przecież mógłby przestać, kiedy ja przejeżdżam!

Tak panie Andrzeju, kiedy pan coś robi, wszyscy obok powinni uważać. I przestać.  Dostałem od  niego ramieniem koparki w plecy, więc wiem o czym mowa. Ten człowiek jest nieobliczalno nieprzewidywalny. A zarazem w pierwszym kontakcie rzeczowy ( w miarę) i trzymający się rzeczywistości.


Ulubiona łopata Andrzeja to metalowa sztychówka o krótkim stylisku w kolorze zielonym bez żadnych podgięć ułatwiających kopanie, długa może na osiemdziesiąt centymetrów. Tomek opowiadał mi, że kiedyś ukrył ją bardzo skutecznie w  bazie, ale Andrzej ją znalazł i wróciła do zestawu narzędzi. Ja nigdy nie widziałem, by ktokolwiek jej używał. Andrzej też. Ona służy do irytowania.  Zbędny element, który musisz zdjąć z przyczepy, potem go włożyć, a w międzyczasie pilnować, by się nie zawieruszyła. Kradnie czas i energię, angażuje uwagę, rozprasza. Przeszkadza. Głownie do tego sprowadza się jej rola.


Przyjeżdżamy na miejsce półciężarówką z przyczepą. Na pace są różne sprzęty i nasze ciuchy robocze. Na  przyczepie jedzie ko pareczka JCB, zestaw jej łyżek, łopaty, grabie, szczotki, deski, słupki do grodzenia, rury. Im więcej na tą przyczepę włożysz, tym więcej musisz zdjąć jeśli chcesz zjechać tą kopareczką. Rozciąga się historię w czasie. Więcej zbędnych gratów to więcej zdejmowania, a na koniec więcej wkładania. Każdy taki dodatkowy detal, który na przyczepie trzeba umieścić to minuty odwlekające czas pójścia do domu i liczone jako roboczogodziny przez pracodawcę. Ojca Andrzeja. I tego mu nie odmówię: prezes widział, że ojciec zwłóczy i doliczał nam godziny. Więcej gratów to dłuższy czas rozwinięcia stanowiska pracy i dłuższy czas jego zwinięcia..To działanie na niekorzyść firmy.


Było mi przykro słuchać, gdy jeden z synów rugał ojca, a ja  byłem tego świadkiem kilkakrotne. A to, że ojciec, czyli pan Andrzej, namówił mnie  do uprowadzenia słupka: tylko nie mów  Łukaszowi, to już  zupełnie zapomniałem.  A potem oni za takie działania go łajali, często przy pracownikach.

Synów ma inteligentnych i urodnych, ale synom ojciec zaszwankował.


Tomek i Mateusz nawet unikali tej łopaty wzrokiem. Nikt z nich nie brał jej do ręki. Krótko tam pracowałem, więc nie dowiedziałem się, czy czasem na tej łopacie nie ciąży jakaś klątwa. Tak była ta łopata odepchnięta, odrzucona. Ale i ja, gdy wziąłem ją do ręki, nie uznałem jej za prawdziwe narzędzie mające czemukolwiek służyć.


Tomek mówi, że pan Andrzej kupił tą łopatę w sklepie ze śmiesznymi rzeczami. Po to, by denerwować pracowników. Ja mu na to, że może to być coś w rodzaju amuletu. I że ma szczęście, bo jeździ na siedzeniu obok kierowcy, że ta łopata jest za długa i zbyt drastyczna jako breloczek przy lusterku, bo na zakrętach obijałaby  mu kolana.  Obaj, Tomek i Mateusz mówią o większości andrzejowych narzędzi: szrot. Bo nie pomagają w pracy, ale przeszkadzają.


Ja jednak myślę, że pan Andrzej miał tą łopatę z jakieś fajnej firmy, z której miał miłe wspomnienia. I z nią czuł się bezpieczne.

Moje córki zasypiały z tetrowymi pieluchami, bez smoczków, bo pieluszki ze swym specyficznym zapachem dawały im złudzenie bezpieczeństwa. Mógłbym odmalować go szerzej -   pana Andrzeja,  ale  po co?.  Ja myślę, że ta łopata, i kilka , kilkanaście innych przedmiotów zapewniały  Panu Andrzejowi poczucie bezpieczeństwa. Do tej pory zetknąłem się z czymś takim u moich dzieci w ich maleńkości. Teraz spotkałem siwego gościa, któremu do poczucia bezpieczeństwa potrzebna była łopata.

  Spis treści zbioru
Komentarze (8)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Kapitalna charakterystyka postaci; p. Andrzej - ojciec prezesa - odmalowany portretowo koncertowo. Nie wiem czemu, podczas lektury natychmiast przypomniał mi się wielki Jan Kobuszewski w roli fuchowca-hydraulika w jednym z jego cudownych PRL.owskich skeczów w kabarecie *Dudek* Edwarda Dziewońskiego :) Ten typ robotnika, widać, jest nieśmiertelny!
avatar
Ten to akurat inżynier, ale jak inżynier w tym wieku w koparce, to znaczy, że coś po drodze poszło nie tak.
avatar
No zajebiste, zjadliwe jak to powiadają na Publixo, heh. Przypomniał mi się spektakl "Rozmowy przy wycinaniu lasu" i taka siekiera - "ciut za dobrze obsadzona" - pośrodku trzonka. Choć Ty tutaj malujesz wyraźny sentyment Andrzeja do łopaty o ciut przykrótkim trzonku.
avatar
A łopata podobno jest jak język,nic już nie dodam.Portret fachowca od łopaty zadziwiający.
avatar
Spotkałem ludzi z podobnymi obsesjami. W pewnym momencie mogą być przerażający. Świetnie to opisałeś. Wydaje mi się, ze w szóstym akapicie jest błąd rzeczowy. Pracodawcą jest syn Andrzeja, a nie ojciec.
avatar
Twój tekst, jak kawał konkretu, wielce mówiącego o ludziach i otoczeniu.
avatar
Samo życie, piękny i bardzo obrazowy przekaz. Przykro mi, ale zauważyłem to, czego poprzednicy nie dostrzegli, czyli trochę błędów z zakresu poprawności językowej. Dwa błędy fleksyjne: tę przyczepę i tę łopatę, a nie tą przyczepę i tą łopatę. Zwrot "nieobliczlno nieprzewidywalny" z pewnością jest zapisany źle. Jeżeli te dwie cechy są odrębne i można je wyraźnie oddzielić, wówczas należało użyć łącznika. Jeżeli zaś te cechy się przenikają, wówczas powinno być to jedno słowo, ale z pewnością dziwaczne. Zbędna spacja w słowie "ko pareczka", chyba że jest tu ukryty jakiś podtekst. "Andrzejowe narzędzia" - nie wiem, czy to są jakie, czy też czyje. Wydaje mi się, że czyje, więc wówczas powinny to być Andrzejowe narzędzia (przymiotnik dzierżawczy). Trzykrotnie zbędne spacje po nawiasach otwierających. Brakuje spacji po dwóch kropkach, a ponadto nie ma takiego znaku. Nie rozumiem, dlaczego w końcówce tekstu piszesz "Pan Andrzej", a nie pan Andrzej, jak to było poprzednio. Brakuje przecinków przed: jeśli chodzi, na czym, kurwa, panie Andrzeju, o czym, jeśli chcesz, to minuty, mówię.
Sporo się tego nazbierało, więc z przykrością obniżam ocenę i to nie w stopniu minimalnym.
avatar
Tej łopaty bym się nie czepiał, bo pracownicy mają do tych narzędzi bardzo rozbudowany emocjonalnie stosunek. Oni je lubią albo nie. Niekoniecznie zaś , choć się to zdarza często nazywają swoje narzędzia. Raczej nie precyzując ich płci. Narzędzia były chyba poza kategorią, z tej prostej przyczyny, że się nie mnożyły.
zanik?
© 2010-2016 by Creative Media
×