Przejdź do komentarzyA. Sołżenicyn - Rosja na dnie /3
Tekst 10 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2017-06-10
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1008

Lecz i niemało głosów samorefleksji:


*Winę ponosimy my sami - wszyscy jesteśmy wiecznymi utrzymankami, tymczasem impuls do działania powinien mieć każdy.*

*A co? ględzić to potrafimy, ale jak już coś zrobić, to nikt nie umie.* (I racja: o SAMORZĄDZIE, jak to wdrożyć, prawie nigdy nikt nie zagadywał, i to nie jest w naszym myśleniu, chociaż sam na to próbowałem rozmowy nasze naprowadzać.)

*Wciąż tylko czekamy, kto nas zjednoczy.* I - szukają, i to istotne: *Jak się jako naród scalić?*


Ach, właśnie tego, tego właśnie - nam, Rosjanom - brakuje!


I ilu tych roztrząsających, pochylonych nad tym naszym upadkiem w całym skupieniu i bez rozdrażnienia, lecz w uporczywych poszukiwaniach:


*Czyżby trzeciej drogi nie było?*

*A jakie wyjście z tej naszej popapranej polityki?*

*Czy jest jakiś ratunek z tego dookoła rozkradania i psiej nędzy?*

*Toż młode pokolenie duchowo ginie!*

*Zniszczony zakład można przecież odbudować, lecz człowieka, który poznał smak darmoszki i tego życia zawsze kosztem innych - nigdy.*

*Musimy jakoś przetrwać te trudne czasy.* - wszędzie to naród doskonale rozumie, mimo chwackich tromtadracji i tych zapewnień naszego rządu. I to, co mówią sami Rosjanie, bez porównania bardziej jest trzeźwe od tego, co gębują przed kamerami telewizji nasi ministrowie i dumowie-posłowie. I co charakterystyczne: im dalej pojedziesz w głąb Matki-Rosji, nie do miasta obwodowego, nawet nie do powiatowego, a het! gdzieś do prowincjonalnego sowchozu nad Wołgę albo do penzneńskiej ludnej wsi Poim czy nad Angarą do osady Ejducianki, przesiedlonej całymi rodzinami z zalanej doliny - tym bardziej ulatnia się żar gorączki politycznej wypowiedzi; głosy brzmią bez zacietrzewienia, bez roszczeń i pretensji, a - rozważnie. Zwłaszcza na Syberii wyjątkowo sporo tych tak solidnych, wewnętrznie zintegrowanych, sensownych, zdrowych charakterów. (Przejechawszy po przekątnej tę bezkresną ziemię, z ulgą przekonałem się, że cała ta propaganda syberyjskiego separatyzmu i oddzielenia od Rosji, całymi latami co tydzień tak natarczywie lansowana przez amerykańską stację *Swoboda* - spłynęła po nas, jak po gęsi woda, bez żadnej szkody.)

*Dajcie ludziom możność wyrażenia swoich oczekiwań!*

*Toż gdyby tylko ktoś nas słuchał...*


Ale i takie pytanie raptem ci postawią (Uniwersytet Twerski): *A jak DZISIAJ - ŻYĆ NIE W MATACTWIE I W TYM NIEUSTANNYM KŁAMSTWIE??* I jeszcze bardziej wprost: *Jak Rosję ocalić?* (Ułan-Ude). I weź tu odpowiedz...


I tak tleją w ciemnościach te jasne światełka. I - wszędzie tak, wszędzie:


*Nie, Rosja jeszcze nie zginęła! Tylko jak wspomóc jej drogę ku odrodzeniu?* (Stawropol)

We Władywostoku w elitarnym płatnym gimnazjum wstaje nastolatek: *A trzeba zatroszczyć się o kształcenie dzieci biedoty? Gdzież będą się uczyć?* W Krasnojarsku poznaję biologa (czworo dzieci, matka słabuje) - jego troska: nomenklatura usuwa wszystkich utalentowanych rzetelnych ludzi; jego życiowa misja: jak wdrożyć system eliminacji z życia publicznego wszystkich tych miernot - i promocji talentów? (Ale czyż nasza władza kiedykolwiek potrzebowała świetnych fachowców i specjalistów?..) Oto jakie są te indywidualne pojedyncze jednostki (ślą listy) i grupki, przywalone brzemieniem bytu, obciążone osobistą nędzą: robią wszystko, by te jasne w mrokach światełka nigdy nie pogasły. W Stawropolu n. Wołgą - *szkoła kultury* dla dzieci od 5. klasy wzwyż. (A w Stawropolskim Zawołżu nauczyciele: *Jak uczyć nasze nastolatki dobra odwiecznego, skoro w telewizji i innych mediach życie dookoła wszystko to tłamsi?*) W Nowej Korciewie (Twerskiej) utworzono w 11.klasówce wewnątrz każdej klasy *centra kultury* razem dla przeszło 400 dzieci, w Koliazinie - *szkoła sztuki* (tych uczniów jest tam prawie 60). W Kimrach - *dom rzemiosł i folkloru*; w ciągu 5 lat nauczono tam artystycznego fachu prawie 2 setki chętnych.

*Całą Rosję zżera tęsknota za działaniem na rzecz społeczności. Trzeba ratować duszę naszego narodu!* (W. I. Bieliakowa). W Kaszynie resztkami sił przeprowadzają *festiwal odrodzenia Rosji* - dla młodzieży. Kaszynowska biblioteka (ma już dobre 100 lat i nie taka dawniej była) promieniuje wiedzą i kulturą na całą okolicę, na ile tylko może - wszak klasyków dzisiaj nigdzie nie kupisz! *Będziemy trwać do ostatniego egzemplarza!* - dyrektor G. B. Wołkowa. (A sam Kaszyn - cóż to za perełka! i... zapomniany. Miejscowy grawer: *szlifiernia diamentów zamieniona w rynsztok*) Wszystkie te nasze *małe miasteczka*  - i ileż w każdym z nich przeszłości! ale też i fundamentów dla lepszego jutra!


I tak wzdłuż i wszerz całej Rosji - skąd tyle sił tylko u jednych tych naszych bibliotekarzy, aby tak na głodniaka dzielnie stać na straży w tym powszechnym rabunku i upadku?.. Nie, jeszcze żyje nasz wielki lud, jeszcze nie dobity.


Jednak tutaj dodatkowy pojawia się - odcień? Nie, niemilknący ton. Wciąż słyszalny jeszcze od Władywostoku znad Pacyfiku:


*Rosjanie nie cenią własnej kultury. A jeśli nie ocalimy swojej kultury - nie uratujemy narodu.*

Na zebraniu chabarowskiej inteligencji: *Czy zachowamy duchową samoświadomość Rosjan?*

W Błagowieściensku prawosławna babunia: *Czy nasze państwo musi być prawosławne?*

W Rostowie: *Rosja bez Boga nie jest nikomu potrzebna, a bez Rosji nie potrzebna nikomu też wolność.*

*Jeśli nie uderzymy się we własne piersi, grosz cena całej tej naszej Rosji.* I dalej nieledwie przy okazji każdego spotkania dźwięczał ten sam głos, zawsze zagłuszany, lecz nigdy nie zduszony do końca: *Nie, prawosławie dzisiaj - to niedostateczna podstawa dla naszego państwa. Zbyt niesolidna.* W Samarze robotnik fizyczny: *Na Rosjan wszyscy dookoła nic tylko ciągle napierają. A jeśli próbujemy o siebie zawalczyć, od razu wyjeżdża oskarżenie o faszyzm!*

Na Uniwersytecie Saratowskim: *Czy to możliwe, byśmy jako Rosjanie byli tak beznadziejni?!* Młody człowiek z Uglicia, uprzedzając całe zebranie: *Powiedzcie nam, co dzisiaj oznacza być Rosjaninem?*


Oto, Przyjaciele moi, na jakie głosy w tym właśnie opracowaniu próbuję odpowiedzieć, na ile mogę. I jak tylko potrafię.


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Smutny wniosek,
ten naród bez tyrana myślącego za niego i samogonu już nie potrafi istnieć. Mają to w genach.

W sumie to niewiele się od nich różnimy, ale mieliśmy szczęście poznać smak wolności, a tego nie da się zapomnieć. W genach mamy bunt i jak ktoś chce odebrać nam wolność, to nasz gniew jest straszny.
avatar
Urodzony w 1918 r. Aleksandr Sołżenicyn, laureat literackiego Nobla za 1970 r., dożył wolnej Rosji - i jej się wprost przeraził! Jako ktoś, kto za Atlantykiem był nieledwie dzień w dzień obnoszony na entuzjastycznych ramionach, w tej jakżeż Wolnej Ameryce nie chciał jednak żyć! W początkach lat 90-tych na swoje stare lata wybrał się na straszną dla siwej głowy wielką pielgrzymkę po rozkradanej Matce-Rosji, by osobiście... choć jakoś??? coś ratować??!
© 2010-2016 by Creative Media
×