Przejdź do komentarzyPieprzyć to! Stan i Wick powracają! 2
Tekst 3 z 5 ze zbioru: Stan i Wick
Autor
Gatunekhorror / thriller
Formaproza
Data dodania2017-08-21
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń944

W wylocie jamy pojawiła się brodata twarz.

- Mam was – ucieszył się dziadek.

- Może wyciągniesz mnie i pogadamy? Serio, już więcej się tu nie pojawimy.

- A gdzie ten drugi?

- A, tamten. Eee… Poszedł na policję. Zaraz cię zamkną za grożenie bronią i nieudzielenie pomocy.

- Zaraz to przestaniesz mielić ozorem.

- Mam forsę, zapłacę.

- Nienawidzę przekupnych świń.

Dziadek wymierzył z dubeltówki, a Wick miał tylko nadzieję, że naboje się skończyły albo to tylko takie żarty. Po chwili jednak staruszek zniknął z pola widzenia, dały się słyszeć odgłosy szamotania, a potem dziadek znów się pojawił, zachwiał i wpadł do dołu. Z głowy sterczał mu strażacki toporek.

- Co za patologia – jęknął Wick. – Strażacy nie powinni robić takich rzeczy.

Minuty mijały, a nikt się nie pojawiał. Wick krzyknął kilka razy. Raczej nie miał co liczyć na swojego kumpla. Toporek wydawał się jedyną opcją. Wyciągnął go z trudem.

- No nie mogę, ale muszę. Przepraszam. To się robi coraz bardziej makabryczne – rzekł do siebie.

Po dłuższej chwili udało mu się wydostać na zewnątrz. Był cały ubrudzony błotem i śmierdział gorzej niż zwykle. Udał się w kierunku dołu, w którym siedział Stan.

- Już jestem.

Nikt nie odpowiedział. Wick zajrzał do jamy. Nie było tam jego kumpla. Czyżby facet od toporka wyciągnął Stana i zabrał ze sobą? Co tu się dzieje?

- Mnie szukasz? – zapytał Stan, wychodząc z cienia. Wick omal nie krzyknął.

- Przestraszyłeś mnie. Jak opuściłeś dół?

- Taki jeden gość ofiarował mi pomocną dłoń, bo ty się nie spieszyłeś.

- Jakiś miły pan akurat przechodził obok? To pewnie ten wariat z toporkiem.

Stan popatrzył na trzymany przez Wicka toporek.

- Nie mówię o sobie. Zabrałem go, bo… Dobra, nieważne. Nigdy więcej biwaków w lesie.

- A gdzie dziadek ze strzelbą? Odpuścił?

- Eee… Chyba wpadł do jednego z dołów.

- Trzeba mu pomóc.

- Poinformujemy kogoś o wypadku, ale wcześniej wydostańmy się stąd.

- No tak, chyba masz rację. Pełno tu oszołomów.

Przeszli kawałek drogi i natknęli się na kolejną osobę, tym razem młodego faceta w okularach, sprawiającego wrażenie w miarę normalnego osobnika.

- Nie widzieliście mojego ojca? – zapytał. – Zabrał ze sobą dubeltówkę. Nie jest groźny, ale lepiej uważać.

- My? Nie. Tylko zbieramy grzyby.

Nieznajomy popatrzył na utytłane w błocie ubranie Wicka i trzymany przez niego toporek strażacki.

- To do ścinania grzybów – wyjaśnił Wick.

- No tak, rozumiem. W lesie jest niebezpiecznie, trzeba uważać. Jestem Muck. Może wpadniecie na herbatę? Rzadko miewam gości.

- Dzięki, ale spieszymy się do domu. Mecz wkrótce się zaczyna.

- Jasne, nie zatrzymuję was.

Kumple pokiwali głowami i szybko odeszli, nie oglądając się za siebie. Wick popatrzył niepewnie na trzymany toporek, a następnie odrzucił go daleko przed siebie.

- Skąd to w ogóle wziąłeś? – zapytał Stan. – Mi możesz powiedzieć.

- To już nieważne. Tamten facet pewnie się wkurzy, jak zobaczy, że nie pomogliśmy jego ojcu wyjść z dołu.

Po chwili usłyszeli krzyk pełen rozpaczy i gniewu.

- Chyba mamy przesrane. Biegnij szybko i nie oglądaj się.

- Już ci mówiłem, że mam kroksy.

Wick gnał przed siebie z mocnym postanowieniem, że już nigdy nie wróci w te tereny i nadzieją, iż jego ubrudzona błotem twarz utrudni sporządzenie portretu pamięciowego. Stan ledwo za nim nadążał. Wkrótce natknęli się na chatkę na leśnej polanie. Wick zaklął.

- Chyba zgubiliśmy drogę. To pewnie domek starego i jego syna.

- Możemy wpaść na herbatę. Sam nas zapraszał.

- Dzięki, ale lepiej nie.

- Zobacz, to ten gość, który mi pomógł – rzucił Stan, wskazując na faceta, opuszczającego chatkę.

- Schowajmy się – zdecydował Wick i przykucnął, ale Stan poszedł się przywitać. Zbliżył się do leśnego mieszkańca i zagadnął:

- To znowu ja. Pamiętasz mnie?

- Tak, tak. Wiesz co, mam dużo roboty. Możesz sobie pójść?

Facet wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego.

- Chętnie napiję się herbaty – rzekł Stan. – Lubię poznawać nowych ludzi.

Wick miał ochotę odejść, gdy dostrzegł syna dziadka z dubeltówką, Mucka, wychodzącego z gęstwiny. Gdy zobaczył Stana, jego twarz wykrzywił grymas wściekłości.

- Ten gość załatwił nam ojca – powiedział Muck.

- Co takiego?

- No tak, był z nim jeszcze jeden. Rozwalili ojcu czaszkę siekierką. Trzeba go złożyć w ofierze.

- Złapałem niedawno jednego gościa.

- To nic, tego też poświęcimy. Nim Stan zdążył zareagować, został pojmany przez wyższego braci i zaciągnięty do chatki. Ten drugi jeszcze chwilę lustrował okolicę. Wick starał się nie oddychać.

- Jego kumpel zjawi się, by mu pomóc, a wtedy będziemy mieli obydwóch – powiedział Muck i również wszedł do domku.

- Ani mi się śni – szepnął do siebie Wick. Wiedział, że musi coś zrobić i to jak najszybciej.


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Stan i Wick - z Muckiem czy bez - po prostu wymiatają :)
avatar
Bardzo ciekawa kontynuacja z lekkim dreszczykiem. Barwny, bogaty i wyjątkowo poprawny język. Dostrzegłem tylko jeden zbędny przecinek przed: opuszczającego chatkę.
© 2010-2016 by Creative Media
×