Przejdź do komentarzyNARGA PARBAT
Tekst 82 z 120 ze zbioru: To może się wszystkim nie podobać
Autor
Gatunekprzygodowe
Formaproza
Data dodania2018-01-31
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1752

ty góro, niczym pospolita, przebrzydła, rozkraczona kurwo o kształcie wyszczerbionego zęba, przyciągająca pięknem nieosiągalnej perspektywy i nie swoją urodą - znowu wytrwałaś w swej kamiennej znieczulicy i milczącym niechciejstwie (...) 

To bardziej niż bardzo smutny dzień i oby jedyny, upadku etosu alpinizmu. Nadal walczyliśmy widać za naszą i waszą, ale wyszła nam tylko wasza. Cała nadzieja w Tym, który jest, i w tym, by zechciał nam to policzyć. 

Brak mi wewnętrznych sił, by wyobrazić sobie matrix tego zdarzenia: pan Tomek jest na miejscu pani Elisabeth Revol a w śmigłowcu jest francuska ekipa ratunkowa z załogą i wszystko odbywa się na żądanie rządu, czy nie-rządu nad, Sekwaną. 

(...) A tu cztero- osobowa ekipa ratowników pobija rekord świata pokonując w 4-5 godzin pierwsze tysiąc metrów i dociera do p. Eli. Podziwiam i Gratuluję  lecz na pokonanie następnego tysiąca po p. Tomka nagle... jakby czegoś zabrakło. Nie wiem, może stare chęci się skończyły, a wola została u podnóża, może swój rekord zdecydowali się poprawić kiedyś indziej? Za to przez pięć następnych godzin zastanawiano się co robić? Co robić, żeby nic nie robić? A tymczasem w namiocie, w jamie śnieżnej... 

Jedno pytanie chcę tu w ten cyfrowy kosmos zadać francuskiej zdobywczyni Nagiej Góry: trudno było przekonać naszych walecznych rodaków do zabrania tylko pani? Pytania nie lubią być samotne, wiec zaryzykuję jeszcze jedno: co uniemożliwiło zrobienie bazy wypadowej na dobę lub dwie, które mogły tyle Zmienić? 

Od dziś nad namiotem z naszym alpinistą ma poprawić się pogoda, znawcy i eksperci nazywają to zjawisko `okienko`. Rodzina dostała już ofiarowane 500 mln zł. Z przestrzeni publicznej informacji znika temat i dramat człowieka. Ojciec p. Tomka chodzi po podwórkach świata i podmuchowywuje białe, lżejsze od śnieżnego puchu, piórko nadziei. Czekamy. Tymczasem wszyscy zadowoleni. Jedni z cukierków, nowego sedesu, firanek i prawa spadkowego, inni z pozbyCIA się dzikiego, niemedialnego ćpuna, który nie mieści się nam w ramkach normalności, ktoś inny napisze coś na kształt pokracznego wiersza. Nasi po zęby wyposażeni bohaterowie Narodowej Wyprawy, niczym husaria pod Wiedniem, przez oko lornetki z okna hotelowego w aurze `cywilizacji śmierci` markują się na K-2, ze zniecierpliwienia przedeptując z nogi na nogę i zacierając ręce. Odkręcam kaloryfer i idę robić śniadanie. Za oknem wrony kraczą u sąsiada, bo on karmi tylko takie przyzwoite ptaszki. W gazecie czytam i oczom nie wierzę; żołnierz z biało-czerwoną na ramieniu zdecydował, sam, w Afganistanie o tym kogo i w jakiej ilości uratuje podczas najbliższej ekspedycji wojskowej w tym kraju.A niech tam, co mi tam, wszystko mi jedno jak sączy się czas przez bolesne ucho igielne i gdzie brzęczy mamona, i w jakim kącie? 



Perth Scotland. Styczeń. 2018. 


ps. Jeśliby jakiemuś wrednemu Wackowi tu czegoś brakowało, to mam tego  całe wiaderko a nawet pełne szambo.

  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
NANGA Parbat. Swego czasu bywałem w o wiele niższych górach. Zapewniam, nie ma możliwości sprowadzenia z 7200 m alpinisty, który z powodu wyczerpania nie może chodzić, ma rozległe odmrożenia i stracił wzrok. Jak by mógł, to by zszedł z partnerką. Dostępne siły i środki: dwóch wspinaczy z lekkim sprzętem, wykończonych sprintem, jeszcze dwóch niżej, objuczonych sprzętem, do dyspozycji śmigłowiec o max. pułapie 6000 m (podczas dobrej pogody). Koniec i kropka.
To zajęcie niesie ryzyko. Polecam krótki film.
https://youtu.be/CfOKQ5A8Mtg
avatar
Bazujemy na informacji partnerki Tomka. A te jak pokazują jej wypowiedzi po uratowaniu są dość niespójne, a co dopiero w momencie zagrożenia życia:
-pierwsza wypowiedź: Tomek został w namiocie
-druga ,, ,, ,, jamie śnieżnej.
Jej podziękowania dotyczyły wpierw rządu i armii Pakistanu ( może i słusznie, przecież mogli zestrzelić ten helikopter), dopiero po kilku dniach wymienia naszych wspinaczy wysokogórskich.
Dziękuję za lekturę.
avatar
Zwrot: "nie swoją" - celowo.
avatar
Nawet jeśli nieprawidłowo oceniła sytuację, to przecież wiadomo, że Tomek schodzić już nie mógł, a ona nie była w stanie go transportować. Ratowała własne życie. Nie rozumiem tego bicia piany. Miała odmrożone palce u nóg i rąk, jak ją spuszczali po linie, to odpychała się łokciami i kolanami. Ludzie nie mają pojęcia, bo dawno w Polsce zimy nie było z 40 stopniowym mrozem.
avatar
Koszt finalny w przypadku wszystkich takich ekstremalnych sportów ZAWSZE jest wkalkulowany również w te najbardziej niepowetowane straty, vide casus naszego mistrza T. Golloba, A. Kubicy czy W. Rutkiewicz.

Idziesz tam zdobywać te ośmiotysięczniki nie jako niedoświadczony żółtodziób i bezmyślna niedouczona oferma losu, a jako ekspert: doskonale znasz wszystkie realia, ograniczenia, pułapki i reguły - i dobrze wiesz, że wyzwanie, jakie sobie - tak ekstremalne - stawiasz - to rodzaj rosyjskiej ruletki: 7/8 tej gry w ciemno to wygrana; niestety, jedna z tych "ósemek" - to strzał w swoją własną skroń. Strata wpisana w zysk.

O żadnych akcjach ratunkowych nie ma mowy. Fakt, że do takiej pod Nanga Parbat ostatnio jednak doszło - to spektakularny cud. Tylko Polak naprawdę POTRAFI. Wielki naród ma taki potencjał!
avatar
Ponadto dziwi sprawna obsługa klawiatury telefonu komórkowego przy tak rozlicznych odmrożeniach. O czym mówi zrobione zdjęcie i niekłopotliwe odnalezienie jej w górach.
avatar
Ona już kiedyś też zostawiła himalaistę i sama zeszła na dół. W czwartek podobno tdobyli szczyt, a poinformowała o tym w sobotę. To dosyć dziwne.
Himalaistom się po prostu wierzy, ale koreanka, zdobyła podobno jeden z ośmiotysięczników... miała zdjęcie tej góry około jednego kilometra od szczytu i jak ją przycisnęli, to się przyznała, że nie zdobyła. Za takie oszustwo została wykluczona dożywotnio z oficjalnego alpinizmu.
Jasne oczy Tomka mogły go szybciej doprowadzić do śnieżnej ślepoty, potem obrzęk mózgu (choroba wysokości) i kolaps. Ja jakoś dziwnie nie wierzę tej Revol. Zostawiła go w złym stanie, bo wiedziała, że on tam zostanie, jak "Zielone Buty" i setki innych, którzy leżą zamarznięci na szlakach, zatem poszła na całość, żeby dopisać sobie czwartą Koronę Swiata.
A Mackiewicz, ani telefonu, ani GPS-a, jakby chciał tam zostać na wieki, bo sobie tę górę szczególnie umiłował. Dewizą Rutkiewicz Wandy, było powiedzenie, że życie najlepiej smakuje się wtedy, kiedy można je stracić, zatem gdzieś smakuje teraz w rozpadlinie. Też miała problemy z wiarygodnością zdobycia pewnej góry... ale to już nie na temat.
© 2010-2016 by Creative Media
×