Przejdź do komentarzyMiłość do koni
Tekst 10 z 51 ze zbioru: Niezwykłe przygody i przeżycia
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2018-10-19
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń766

Miłość do koni


Konie kocham od zawsze i uwielbiam im się przyglądać. A kiedy widzę je galopujące, to aż dech mi w piersiach zapiera. Konno niestety nie jeżdżę. Przez całe życie marzyłam o własnym koniu, ale tego akurat marzenia nie udało mi się spełnić. Żałuję bardzo. Pozostaje mi jedynie z pozycji obserwatora zachwycać się końmi. I też się zachwycam. Zawsze i wszędzie, jak tylko konia zobaczę. Wszystko jedno w jakiej postaci.

Wczoraj znów miałam okazję zachwycić się koniem. Tym razem w postaci rysunku. Rysunku, który moja Córka wykonała na swoje własne potrzeby. Gdy go tylko zobaczyłam, tak mnie oczarował, że siłą wrodzonej namiętności do koni, „podprowadziłam” go jej. Zaś kiedy wróciłam do siebie, napisałam wierszyk do tego rysunku.

Już w dzieciństwie, kiedy tylko spostrzegłam jakiegoś konia, stałam z rozdziawioną buziunią i przypatrywałam się mu. Pamiętam też, że zbierałam różne kartki i obrazki z końmi wszelkiej maści. Zaś na ogniskach harcerskich nieraz śpiewałam piosenkę o siwym koniu. Pewnie każdy ją zna. To szło jakoś tak: — „Siwy koń mnie niesie po prerii, po lesie. A ja sobie śpiewam piosnkę tą... Rio de Janeiro, ahoj caballero, najpiękniejszy miesiąc to maj” (...). Piosenka niby banalna... ale o koniu. A ja lubię piosenki o koniach. Do dziś. Słucham je zawsze z rozrzewnieniem. Ech, konie, jak ja was kocham.

Żałuję bardzo, iż konno nie jeżdżę. Ale w dalekiej przeszłości parokrotnie jeździłam. Nawet parę lat temu pewnego razu jeździłam. Byłam wtedy na spacerze w lesie z moim „bodyguardem”, Dogiem Arlekinem i spotkałam tam faceta, który objeżdżał akurat swoje konie. Na jednym siedział w siodle, a drugiego bez siodła miał przytroczonego rzemieniem do swojego siodła. Kiedy się do mnie zbliżył, zażartowałam sobie:

— O, dwa konie, a jeden jeźdźca... A to nie szkoda by ten drugi koń tak sam bez jeźdźca stępał?

— A co, miałaby pani ochotę być drugim jeźdźcem? — pytaniem na pytanie odpowiedział facet, chichocząc pod nosem.

Jaka była moja odpowiedź? Wiadomo. Po chwili siedziałam już na pięknym siwym koniu, szczęśliwa, że o matko! Na oklep oczywiście... I jazda po lesie! Mój pies też był szczęśliwy. Wreszcie mógł poczuć prawdziwy zew natury.

Po ponad godzinnej jeździe po lesie, odprowadziłam „swojego” siwego konika, siedząc na jego grzbiecie oczywiście, aż do jego stajni. Chyba mnie polubił, bo długo za mną przez okienko zaglądał... Ech, konie, jak ja was kocham!


 


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Szczerość i pewna naiwność tego tekstu, najlepiej chyba, dowodzi prawdziwej miłości autorki do tych niepowtarzalnych stworzeń, jakimi są konie, dziś już nie odgrywające takich ról, jakie kiedyś przypadały im w dziejach ludzi.
avatar
Dziękuję Panu! Miłość i naiwność to poniekąd dwie siostry... Żeby móc kochać prawdziwą miłością, trzeba być nieco naiwnym. ;)
Tak, w obecnym świecie konie odeszły w odstawkę. Ja robię wszystko, aby mieć z nimi kontakt. U mnie za miastem znajduje się piękna stadnina koni. Jestem tam często i obfotografuję te "moje piękności" z każdej strony.
© 2010-2016 by Creative Media
×