Przejdź do komentarzyMoje defilady
Tekst 22 z 23 ze zbioru: Wspomnienia i opowiadania
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2018-11-12
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń493

Moje defilady


Uczestniczyłem w wielu przeróżnych defiladach, paradach i marszach. Może to z tytułu wykonywanego w przeszlości zawodu, może z powodu moich społecznikowskich pasji, a może ze zwyczajnego przypadku. Opiszę krótko tylko kilka.


Jest upalny lipiec 1964 roku. Wraz z grupą około stu pięćdziesieciu absolwentów czwartych klas dziesięciu liceów pedagogicznych z województwa warszawskiego (z wyjątkiem Warszawy) uczestniczyłem w obozie sportowym w Różanie nad Narwią. Nagle kierownictwo obozu otrzymało ze stolicy polecenie wyselekcjonowania ośmiu uczniów, którzy wezmą udział w uroczystej defiladzie z okazji 20-lecia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej jako sportowcy Mazowsza. Znalazłem się w grupie tych szczęśliwców. Rozpierała mnie duma, kiedy 22 lipca defiladowaliśmy ulicą Marszałkowską, niosąc potężny herb Mazowsza oraz makietę najsłynniejszej wówczas budowli socjalizmu w Polsce, czyli płockiej Petrochemii.


Dwa lata później. Trwają obchody 1000-lecia państwa polskiego oraz przygotowania do potężnej defilady. Defilada ta miała różnić się od wszystkich dotychczasowych tym, że przewidziano w nim tak zwany rzut historyczny, a w nim między innymi wojów Chrobrego, rycerzy spod Grunwaldu, husarzy spod Wiednia, piechotę wybraniecka, legionistów Jana Henryka Dąbrowsmkiego, kosynierów Tadeusza Kościuszki, ułanów II Rzeczypospolitej, żołnierzy września 1939 roku oraz zwycięzców w operacji berlińskiej. Miałem szczęście trafić do tej ostatniej grupy. Równie z rozpierającą piersi dumą maszerowałem z pepeszą w osiemdziesięcioosobowej kolumnie ulicą Marszałkowską przed trybuną honorową usytuowaną w tym samym miejscu placu Defilad co przed dwoma laty. I co ciekawe, chociaż nikt wówczas nie słyszał o jakichś tam grupach rekonstrukcyjnych, to wszyscy defilowaliśmy w wiernych replikach umundurowania i z uzbrojeniem z poszczególnych epok, a wojowie Chrobrego, rycerze spod Grunwaldu, husaria spod Wiednia oraz ułani II Rzeczypospolitej  jechali na prawdziwych koniach.


11 listopada 2018 roku. W całym kraju organizowane są uroczystości czczące 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, w tym defilady, parady i przeróżne marsze. Z racji wieku nie jadę do stolicy, ale czczę to wielkie święto we Wrocławiu. Główne uroczystości odbywają się na placu Wolnośc, na który ma dotrzeć z różnych części miasta pięć kolumn uczestników radosnej parady niepodległości. Jedna z nich, chyba najważniejsza, bowiem zajmie miejsce w sektorze bezposrednio przed trybuną honorową, rusza z wrocławskiego Rynku. Na jej czele maszeruje Orkiestra Reprezentacyjna Wojsk Lądowych, za nią kompania honorowa garnizonu Wroclaw,  pododdziały wszystkich służb mundurowych oraz liczne poczty sztandarowe. Podobnie jak przed laty z dumą maszerowałem w tej wielkiej, pokojowej manifestacji, lecz tym razem w składzie pocztu sztandarowego Związku Inwalidów Wojennych RP. Piekna uroczystość, wspaniała świateczna, radosna atmosfera. Po prostu chce się żyć.


Nie z potrzeby serca, lecz chyba tylko ze zwykłej ludzkiej ciekawości poszedłem obejrzeć wieczorny masz lysogłowych patriotów, faszystów i nacjonalistów, który prowadzili znani ze swojej rasistowskiej i ksenofobicznej aktywności Marian Rybak i były ksiądz Jacek Miedlar. Stanąłem przed barem Barbara na skrzyżowaniu ulic Kazimierza Wielkiego i Świdnickiej, gdzie ze względów bezpieczeństwa zostało  wydzielone metalowymi barierkani miejsce dla widzów, przeciwników faszyzmu. Niesamowity jazgot i wybuchy petard sygnalizowały, że zbliża się rzekomo patiotyczny, pokojowy marsz. Słychać złowieszcze okrzyki, że zaczyna się prawdziwa święta wojna. Wtórują im hasła: `Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę` oraz `Tu jest Polska`, a takze `Bóg, honor, ojczyzna`. Palą się race, wybuchają petardy, a część z nich trafia w grupę osób stojących na skrzyżowaniu i śpiewajacych hymn narodowy. Jedna z nich przelatuje mi obok głowy i wybucha około metra ode mnie, inne również w poblizu. Lecą również póltoralitrowe butelki z wodą. Sytuacja staje się groźna. Jest kilka osób rannych, w tym obuywatel Wielkiej Brytanii. Władze miasta rozwiązują ten marsz, ale jego przywódcy są bezkarni, skrecają ulicą Swidnicką w kierunku Rynku i tam kontynuują swą wielką, pokojową misję.

  Spis treści zbioru
Komentarze (10)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Tekst ten pisałem na żywo, czyli bez żadnego wcześniejszego brudnopisu, więc w ostatnim wątku wkradły się chyba trzy literówki. A może emocje były zbyt duże, mimo że to już dziesięć godzin po tej przygodzie.
avatar
Te dwa marsze, w Warszawie i Wrocławiu (choć o dwa za dużo) nie zepsuły nam Święta. Cała Polska, na licznych uroczystościach i imprezach - miasta, miasteczka i wsie - godnie, radośnie, bez udziału neobolszewików i neofaszystów, uczciła i świętowała.
Niestety, w świat poszły obrazki z Warszawy i Wrocławia.

.
avatar
Marsze, pochody i defilady - to zawsze miało/ma/będzie mieć także te złe, zadymiarsko-kryminalne konotacje, czy to stulecie świętujemy, tysiąclecie czy cokolwiek bądź.

Dlatego wszystkich chętnych do chodzenia zapraszam o każdej porze dnia i roku na spacerek alejami gwiazd, gdzie i cicho, i kontemplacyjnie, i nikt fajerwerków petardami w łeb ci nie przyfasoli.

Poza Polską odzyskanie niepodległości od wczoraj obchodzą także nasi wielcy Sąsiedzi, Estonia, Łotwa i Litwa, ale nie słyszałam, żeby było o tym równie głośno - i na temat - także na forum naszych szczebli rządowych. Aspiracje europejskie tak, lecz... bez oglądania się na Europę??

Poza polskimi aglomeracjami po miasteczkach i na głuchej prowincji 100-lecie Niepodległej przeszło bez większego echa (wystarczy luknąć na martwe tam blokowiska i na powszechny np. w oknach brak flag jak Polska długa i szeroka): samo 500 plus chyba jednak nie wystarczy, żeby mieć siły i moce przerobowe do świętowania
avatar
Z przyjemnością przeczytałem, jak "relację na żywo".
U mnie na szczęście nie było żadnych łysych karków, nacjonalistów i nowych faszystów. Nie było fałszywych okrzyków o ojczyźnie. Tak więc - przyjemnie spędziłem święto, w gronie znajomych, na uroczystości centralnej pod Pomnikiem Żołnierza Polskiego na Rynku, a później przy kawie był czas na kameralne świętowanie :)
avatar
Ciekawa relacja z historycznym porównaniem. Przeczytałam z przyjemnością.
avatar
Chodzi po Internecie filmik zawierający odpowiedzi respondentów na pytania: Co to jest homo sapiens? Jeszcze ciekawsze wyniki generują kwestie:" Kto jest Żyd?" lub "kto to jest komunista?" To tylko potwierdza, że ze zbiorowiska prostaków, czy nieuków, którzy podlegają prawu wzajemnego przyciągania nie zlepi się zbiorowa mądrość. W jednym taka hołota jest dobra – w ślepym wykonywaniu rozkazów, bo ich nie rozumie, zarazem nie przewiduje konsekwencji. Na szczęście, póki co, nie ma wodza.
avatar
Bardzo dziękuję za komentarze, trotsidze również, chociaż chyba nie powinienem, bowiem zwyczajowo szuka on dziury w całym, ale wybaczam mu tę ułomność, bowiem nadal świętujemy naszą, polską niepodległość.
Natomiast chyba w przypływie wielkich, buzujących emocji pomyliłem imię. Otóż ten najbardziej rozpoznawalny w świecie polski patriota to nie Marian, a Piotr Rybak. Wobec powyższego wszystkich Marianów Rybaków, w tym mojego przyjaciela, szczerze przepraszam.
avatar
Ładne porównanie trzech parad z okazji ... .
Powiedz mi tylko, po co poszedłeś oglądać to rykowisko baranów? Nie lepiej byłoby posiedzieć pod dębami na Ślęży, lub przynajmniej w Parku Szczytnickim?
Pozdrawiam.
avatar
Marianie, pisałem, że poszedłem tam z ciekawości. Ponadto w jesienne wieczory nie mam zwyczaju chodzić do parku. Ta zdziczała horda dotarła w opisane miejsce około 18.30. Zresztą Park Mariana Langiewicza mam obok mojego bloku, a do Parku Parku Południowego kilkanaście minut spaceru.
avatar
Ja też chodziłem w różnych manifestacjach i to ciekawe jest uczucie, gdy wokoło wrogo nastawiona publiczność, co daje efekt w postaci wzrostu poziomu adrenaliny. Ale o to chyba w ulicznych marszach chodzi - tych wrażeń nie dostąpimy w pracy ani na siłowni, tylko w kontakcie ulicznym z innymi, najczęściej krytycznymi.
Chodziłem tez popatrzeć. I 11 listopada obejrzałem sobie paradę w Kielcach - był ustępujący prezydent miasta, ale jego kontrkandydatów już brakło. I podpici słonecznicy z biało czerwonymi chorągiewkami - mocno niejednoznaczny widoczek. Ale tych radykalnych patriotów nie widziałem - może pojechali do Warszawy czy Wrocławia?
© 2010-2016 by Creative Media
×