Przejdź do komentarzyPiotr
Tekst 17 z 32 ze zbioru: Duperelkowate
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-11-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1481

PIOTR

Piotr to taki cwaniak spod spółdzielni  ( to taki archaizm z PRL – u: spółdzielnia oznacza tu sklep Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”). Czyli działający na bazie swego sprytu, a nie inteligencji. Przez pewien czas to dawało niezłe efekty. Ale cwaniaki spod spółdzielni nie lubią ciężkiej pracy, wolą raczej próbować przechytrzyć  napotkane przeszkody. Jeśli w takiego cwaniaka wlać na dodatek alkohol, to w efekcie zamiast dostosowania się do wymagań i oczekiwań otrzymuje się bajerowanie przełożonych i policjantów. Kolejną próbę oszustwa zamiast  wypracowania rezultatów.

Taki spryt we wczesnych latach szkolnych daje wrażenie inteligencji, więc oceny całkiem niezłe bez systematycznej nauki. Nie uczymy się stale, to oceny są coraz słabsze.

I nasz nieźle zapowiadający się Piotruś ląduje w zawodówce. Ten fragment jego życiorysu znam słabo, ale znając jego samego wątpię, by udało mu się ją ukończyć. Na wino z kolegami udaje się wyciągnąć od mamusi, a żeby z czegoś żyć Piotr zdaje prawo jazdy i zostaje kierowcą TIR –a. Dojechać z punktu A do punktu B nie jest takie trudne. Jeszcze nie ma punktów karnych, policjanci są o wiele bardziej elastyczni i spolegliwi niż dziś, więc jazda trwa.

Żonę znajduje dwa bloki dalej. Rodzi się córka, Paulinka. Zajmowanie się dzieckiem? – to takie niemęskie. Kiedy więc wraca do domu, to przede wszystkim trzeba  się napić z kolegami. Paulinką zajmie się Gośka. Pewnie to znacie: jak ona urośnie, to on się może zmieni… Owszem, tak, ale zmiana nie odbywa się w oczekiwaną stronę.  Jedna wpadka w robocie jakoś daje się zatuszować.  Ale rozwalenie całego ładunku jogurtów już nie da się ukryć. Była praca, nie ma pracy. Nie ma pracy, nie ma kasy. Gośka ma pod górkę i balast w postaci Piotra jeszcze bardziej ogranicza jej ruchy, więc daje mu atrakcyjną propozycję powrotu do mamusi.

Są lata ’90, w Polsce to nie jest dobry czas dla takich jak Piotr. Ani jego mamusia, która mimo niezłego zawodu kucharki co jakiś czas traci pracę. Alkohol jest taki smaczny. Tyle, że kucharka, która leży w  weselnej kuchni i niemrawo przebiera nóżkami jeszcze przed północą też musi odpaść z gry. Nad scenę nadciąga mrok, socjalny.

Całe szczęście nie wszyscy koledzy Piotra  radzą sobie tak jak on i któryś z nich wyciąga do niego rękę. Jest robota w USA, Piotr jest gotów odpowiedzieć na to wyzwanie, rodzice wyskrobują konieczne sumy na taką wyprawę – to przecież inwestycja w jedynaka! , a poza tym on z tych stanów będzie wspomagał starzejących się rodziców( nikt wam nie da tego, co ja wam obiecam)– i w drogę.

Jak jest z realizacją takich cwanych planów, to wszyscy wiemy. Różnice tkwią tylko w szczegółach, które je rozwalają. Więc Piotr z kolegą lądują na lotnisku w stanach, a tam oficer imigracyjny wpuszcza Piotra, ale kolegi, który miał plan, kontakty, znał język i w ogóle wiedział o co chodzi, już nie. I Piotr znajduje się w prawdziwej obczyźnie. Od domu dzieli go ocean i pół Europy.  Totalny anal.

Dzwoni do mamy, ta jeszcze raz ratuje mu dupsko. Telefonicznie znajduje znajomych znajomych, telefonicznie kieruje syna pod jakiś dach. Znajduje się jakaś praca. W stanach jednak, nawet jeśli nie stosuje się powszechnie alkomatów, to objawy spożycia alkoholu też potrafią tam rozpoznać. Zwłaszcza takie, które dyskwalifikują z wykonywania pracy.  Naprawdę trudno zmieniać niektóre… przyzwyczajenia?, bo jeśli to nałogi to można je tylko porzucać. Nałogi trudno się przekształcają tak, by umożliwić egzystencję wraz z nimi.  Total anal, ale to  już następny level.

Goście w typie cwaniaków spod spółdzielni może nie są elastyczni, słabo się przekształcają, ale są uparci. I taki jest Piotr. Znajduje wyjście z sytuacji, ratujące przed deportem. Prawo stałego pobytu. Bo stany to fajny kraj i on tam chce zostać. Amerykańskie służby jeszcze nie odkryły u siebie  zapotrzebowania na takich super socjalnych surwiwalowców, więc Piotr znajduje panią, która bierze z nim ślub. Jest prawo stałego pobytu. Plan jest taki: pani jest o wiele od Piotra starsza, co ułatwia jego wykonanie. To etap pierwszy. Etap drugi to rozwód, bo on jednak zakochał się nierozważnie, jak nastolatek ( mimo 4 dych na karku), a małżeństwo miało służyć tylko przetrwaniu trudnego czasu – a może przy okazji Piotr to krypto feminista, którego tylko społeczne oczekiwania powstrzymywały od pozostawania na utrzymaniu żony?

Wiem tyle ile dociera do mnie z rzadkich telefonów zza oceanu do rodziny.  Więc nie wiem, czy małżonka amerykańska oczekiwała od niego spełniania funkcji małżeńskich, czy też był dla niej tylko takim  mopsem, z którym prezentowała się towarzysko.  Wiem za to – o jaki był tym rozżalony! – o jego rozczarowaniu, gdy spróbował wprowadzić etap drugi planu do realizacji.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Piotr spod spółdzielni w wersji amerykańskiej?? To jakiś absolutny unikat. Przynajmniej w NYC w końcu lat 90-tych ub. w. nikogo NIKOGO takiego nigdzie tam nie spotkałam
avatar
Charakterystyka pijanego bohatera w punkt trafiona dla wszystkich zuchów z tzw. marginesu, obijających się po świecie zawsze na cudzych plecach, a ich "produkt krajowy" to wyłącznie niechciane, wychowywane tylko przez samotną matkę dzieci.

Co kuriozalne, to nasze prawo alimentacyjne tak działa, że to właśnie te dzieci /już jako dorośli ludzie/ mają finansowy obowiązek przez całe lata utrzymywać potem takiego "tatusia".

Fenomen Piotra - tego Piotrusia pana - dotyka u nas w Polsce nie jednostkowych przykładów, a potężnej wielomilionowej rzeszy alkoholików, którzy z a w s z e żyją na koszt innych.

Pszczoła daje miód, kura znosi jajka, z barana jest baranica, koń orze, krowa daje mleko, pies jest stróżem, kot łowi myszy, z gęsi jest pierze -

co d a j e pijak??
avatar
Co daje? Codzienne rozróby w domu? Wieczne konflikty z prawem? Każdego roku kolejne setki ofiar drogowych?

Społeczne przyzwolenie na czyjeś dożywotnie wszelkie nałogi i to piotrusiów przez dziesięciolecia spożywanie tylko na nasz koszt - oto źródło tej gigantycznej ich u nas w Polsce "hodowli".

W USA człowiek musi przynosić zyski. Jeżeli ich nie przynosi, jest spisany na straty.

U nas się takich wciąż hołubi
© 2010-2016 by Creative Media
×