Przejdź do komentarzywizyta
Tekst 1 z 1 ze zbioru: moje listy
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-12-11
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1494

Dzień dobry. tak to nasze kolejne spotkanie... czy pamietam o czym rozmawialismy poprzednio? oczywiście..... pani doktor, dziś dalszy ciąg naszej rozmowy? no tak, wiem. Pani tylko zadaje pytania, które maja mnie za zadanie ukierunkować i odblokować. Prawda? Widzi Pani? wiem to.

Tak, ostatnio opowiedziałem Pani historię mojego zycia. Ostatnich 10ciu lat. MOże troszke więcej.

Powiedziałem o swojej rodzinie. Czy moge traktowac to jako porażkę? Sam musze ocenić? No bo jak ocenić gdy dwojgu cos nie wychodzi? Wina nigdy nie jest po jednej stronie przecież. Tak, przerabiam to w sobie. Wciąz myślę o tym i staram sie poukładać sobie wszystko w głowie.


O czym dziś?

Może o moim życiu tu o teraz? Pani Doktor, wie Pani jakie relacje mam w domu. No tam, gdzie mieszkam. Mówiłem o tym dość poprzednio dość dużo. Obszernie. wspominałem Pani również o moim aktualnym życiu uczuciowym. No tak - to nie tylko życie uczuciowe.

Wie Pani - to wspaniała dziweczyna. Co w niej widzę? Wspierająca mnie Kobietę, wspaniałą partnerkę, z która mogę porozmawiać o wszystki, kochankę z która w sexie nie ma żadnego tabu. Znamy sie... długo. To prawda. Był czas abysmy sie poznali. początkowo nie zakładaliśmy związku. to miała być znajomośc na chwilę. gdzie każdy z nas miał iść w swoja stronę.

dlaczego nie poszlismy w swoje strony? to proste: zakochaliśmy się w sobie. ona we mnie a ja w niej. to był wybuch. radości i wiosny. czy to trwa? wie pani, zakochanie sie kończy. pozostaje miłość o ile dojrzeje. Zdąży. Nasz zdążyła. czyli szczęsliwe zakończenie? nie... niestety nie.


Jestem tu u pani z powodu moich problemów. No, depresja. Ona niszczyła nie tylko mnie. ale i ludzi ze mną związanych. im mocniej byli związani - tym bardziej ich niszczyła. Tak, wiem moja depresja to ja. Ona nie istnieje poza mną. moje zycie to ja przecież. ale zrozumienie i zmiany przyszły zbyt późno. chyba. słucham? czyli złe zakończenie? niezupełnie. wciąz kochamy sie. oboje. ale ona spotkała kogoś. kto jest dla niej wazny. a ona dla niego. to stało sie w momencie gdy ze mną było źle. gdy nie patrzyłem na nia z odpowiednia miłością. czy wkradła sie we mnie obojętność. da pani wiare że niczego nie zauważyłem???? no taki byłem zaślepiony i skupiony na sobie.

więc jak to wygląda teraz?

po prostu - jestem jedna z opcji dla niej. że to takie techniczne? odczłowieczone? nie! po prostu - życie to ciagłe wybory. zawsze pojawiaja sie opcje jako konsekwencje wyborów. w tym sensie jestem opcją. jaką? na życie. jakie? myślę, że fajne. ciekawe. radosne. wie pani? wiele nas łaczy. podobnie patrzymy na świat. podobne rzeczy lubimy. często jest tak że wiemy co drugie chce powiedzieć. podobnie tez reagujemy na świat i smiejemy sie z podobnych rzeczy. metafizyka? ha, pewnie troche tak. a może to że jesteśmy na podobnym poziomie? jakiem? intelektualnym.

czyli co nas łaczy? miłość, pasje, upodobania, żarty... no i sex. To jest po prostu zjawiskowe. Tabu w sexie? dla nas chyba nie istnieją :) robimy to co oboje akceptujemy. bo rozmawiamy o wszystkim ze sobą!

powiedziec o sexie? kochamy sie ze sobą ... na każdy sposób. probujemy i robimy to co sprawia obojgu przyjemność. oddajemy sie sobie wzajemnie wtedy. no i sex jest zjawiskowy, jak trzęsienie ziemi. jak wystrzał w niebo. lot w nieznane. Ostatnio kochaliśmy sie w spa:) sami tam byliśmy. nic nas nie krępowało. czy potrafiłbym tak z kims innym?? nie.. wiem to. bo do tego trzeba sie poznać. dobrze.


słucham? acha, kwestia opcji. bycia opcją.

pamieta pani ostatnio powiedziała mi pani że moge miec guza. no w głowie. własnie. to taka trudna informacja. czasem trzeba sie nią z kimś podzielić. poczuć obok siebie inne bijące serce, osoby któa cię rozumie. i powie że to nie ma sensu. taka wiadomość. że to nic.

po co to mowię? szukałem jej wtedy. mogliśmy spotkac sie dopiero wieczorem. to byy trudne godziny dla mnie. no ale nie winie nikogo. słucham? winię? obarczam ją winą? wie Pani.....może to prawda. ale wiem że niesłusznie to robiłem. ona ma przecież swoje zycie. jest soba i jest cudnie niezależna odemnie.

Ostatnio stwierdziła że jestem dośc silny, że poradziłbym sobie w zyciu bez niej. To prawda. Ostatnie miesiące, bardzo mnie zmieniły. mówiłęm pani o tym. jestem innym człowiekiem. innym niż jeszcze w wakacje!! jak to sie stało? nie wiem sam:) to nie była ewolucja. to była rewolucja. coś sie we mnie przestawiło. i skamieniało. zostało. ale to dobrze! kocham siebie własnie takiego. ten facet jest wspaniały. i cudnie ejst patrzec jak rośnie, jak sie zmienia.


pyta pani w czym jest problem? z czym sobie wobec tego nie radze?

przesada, radze sobie. to dyskomfort raczej. kwestia do przepracowania. do wyboru jak żyć. czy jako jej partner czy jako przyjaciel. tak wiem, partner to tez przyjaciel, ale moge byc przyjacielem nie będąc partnerem. dziś rozmawialismy o tym. Ona twierdzi, że życie rozwiąże ten dylemat. samo. dopisze rozwiązanie. Ha.... ostatnio była taka sytuacja, że prawie sie dokonało. Piruety kręciłem samochodem. dziwnie sie czułem po tym. ale żyje!!! nic sie nie stało.


Wiem pani że dałem jej pierścionek? jako obietnicę na wspólne życie dalej. jak go przyjęła? ucieszyła sie. teraz mowi o nim jako o pierscionku zaręczynowym, ale ja nie jestem jej narzeczonym. i byc może nigdy nie będę. dlaczego??? bo jest ten drugi. i on może sie nim stać. jakie jest prawdopodobieństwo???? to nie matematyka pani doktor. to metafizyka i miłość. ona


jak sie z tym czuję? no jasne że źle. ale to pochodna mojego zachowania w przeszłości. i tyle.

pani doktor? jak sobie z tym poradzić? jak to przepracować?

mowi pani że rózne sa rozwiązania mozliwe?


no tak. możemy być razem szczęśliwi jako para. ale możemy zostać tylko przyjaciółmi.

jak do tego doszło??? wie pani..... w czerwcu był wspaniały czas. mieszkalismy ze soba prze tydziń . było cudownie. spotykalismy sie codziennie wieczorem w domu. kolacja, rano sniadanie. i szlismy do pracy. no tak, było wspaniale. ale wie Pani co? w lipcu właśnie ten drugi zaistniał w jej zyciu. albo tak mi sie własnie wydaje. ze wtedy dopiero go wpuściła. Bo to był czas kiedy deklarowała mi że rozstajemy sie na kwartał. no tak. czyli nie było nas. słucham? mentalnie nie bylismy razem? ja tego tak nie widziałem. ona tak. no, takie zauroczenie szybko sie toczy. słucham? jak to wygląda z boku?


Pani doktor, nie zgadzam sie z tym co pani mowi. to nieprawda, ze ja wszedłem miedzy `wódke a zakąskę`. bo oni nie byli ze sobą!!!! skąd wiem .... no nie wiem. ona tak mowi. a on? z tego co widzę traktuje ja jako swoją kobietę. nie chce o tym mowić.

słucham? że to jest ważne.? że powinenem sie zastanowić? nad czym? separacja? z nią????? z osobą która kocham i która mnie kocha? zeby miała przestrzeń? na co? na alternatywna opcję? Pani doktor, to absurd. mam do niej napisac list? i porozmawiać z nim aby był dla niej dobry? powiedzieć mu jaki ma byc aby stac sie mna? dla niej. to jedyna opcja? wiem, wiem.... dobrze opowiem mu wszystko. będzie dla niej lepszy niz ja. bo nie obarcz tego związku żadne zle doświadczenie? nieprawda... ostatnio po rozmowie z nim, myślałem że ona zemdleje. była bardzo słaba. zmeczona psychicznie.

dobrze. zrobie to.

wiem że ona wtedy będzie szczęsliwa.

robie to dla niej bo ja kocham.


......


proszę oto list. do niej. że odchodzę.

co sie dzieje? dlaczego? szpital? bo jestem niebezpieczny? dla kogo?


pani doktor, co mi pani robi? a rozmowa z nim???? słucham? że staram sie opóźnić???? co?


acha, on odwiedzi mnie w szpitalu. a ona? nie dowie sie o mnie nigdy.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Wybacz autorze, ale szanuj czytelnika.
Przyłóż się do edycji, interpunkcji i podziału tekstu, dużych liter, bo tu jest koszmar.
Sam tekst uważam za przegadany, nadmiernie rozwleczony w jakiś dywagacjach, a peela za literacką bibułę.
Niech weźmie podwójne relanium i po sprawie.
© 2010-2016 by Creative Media
×