Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. III - Bilans rodzinny/2
Tekst 143 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-04-29
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń129

Wraz z wyjazdem bliźniaczek dom w Pogoriełce pogrążył się w jakąś beznadziejną ciszę. Jakby niezależna i skupiona nie była ze swej natury Arina Pietrowna, jednak bliskość ludzkiego oddechu również i na nią wpływała kojąco. Odprowadziwszy na ganek i żegnając obie swe wnuczki, po raz pierwszy chyba w życiu poczuła, że od jej własnego istnienia coś definitywnie się oderwało, a ona sama otrzymała jakąś nieograniczoną wolność, tak bezkresną, że niczego prócz pustej przestrzeni przed sobą nie widziała. Aby jakoś ukryć przed oczyma tę pustkę, wydała polecenie, by natychmiast na głucho zamknąć pokoje gościnne i mezonin*), gdzie mieszkały sieroty (*przy okazji mniej opału wyjdzie*, - myślała przy tym), a dla siebie samej wydzieliła wszystkiego dwa pomieszczenia, z których w jednym mieścił się duży ikonostas**), drugie zaś było jednocześnie i sypialnią, i gabinetem, i jadalnią. Służbę również dla oszczędności zwolniła, zatrzymując przy sobie jedynie starą, ledwo nogami włóczącą klucznicę Afimiuszkę i jednooką żołnierkę Markowną, która gotowała posiłki i prała bieliznę. Wszystkie te poczynania jednak na niewiele się zdały: poczucie pustki nie omieszkało przeniknąć także w owe dwa jej pokoje, jakimi chciała się przed nim odgrodzić. Bezradna starość i niewesoła samotność - oto dwaj wrogowie, z którymi stanęła twarzą w twarz i z którymi musiała skracać swoje ostatnie lata. A w ślad za nimi szybko nadciągnął fizyczny i moralny rozpad, tym bardziej okrutny, im mniej mu się sprzeciwia apatyczna wegetacja.


Mijały dni i tygodnie z tą niszczącą siłą, w jaką tak obfituje życie na wsi, kiedy nie jest wypełnione ni komfortem, ni pracą, ni jakąś strawą dla duszy. Niezależnie od przyczyn obiektywnych, czyniących osobisty trud dla niej niedostępnym, Arina Pietrowna także wewnątrz, w głębi serca poczuła wstręt dla tej groszowej krzątaniny, jaka dopadła ją pod koniec życia. Może i przemogłaby to w sobie, gdyby miała jakiś cel, który by uzasadniał te jej wysiłki - niestety, celu tego otóż i nie było. Sprzykrzyła się i wszystkim obrzydła, a i jej wszystko się sprzykrzyło i obrzydli wszyscy. Dawna gorączkowa jej bieganina ustąpiła miejsca sennej bierności, a bierność stopniowo wykoleiła wolę i pociągnęła za sobą takie skłonności, o jakich jeszcze kilka miesięcy temu nikomu się nawet nie śniło. Z krzepkiej opanowanej niewiasty, której nikt nie śmiał nazwać staruszką, uczyniła się ruina, dla której nie istniała ni przeszłość, ni przyszłość, a było tylko trwanie, jakie należało przeżyć.


W ciągu dnia najczęściej drzemała. Siądzie w fotelu przed stołem, na którym rozłożone są wyświechtane karty - i zapada w drzemkę. Potem wzdrygnie się, obudzi, spojrzy w okno i bez jakiejkolwiek myśli długo nie odrywa wzroku od rozpościerającej się za domem bezkresnej dali.


Pogoriełka była smutną posiadłością. Leżała, jak to mówią, na wierzchu, bez sadu, bez cienia, bez jakichkolwiek oznak przytulnego gniazdka. Nawet ogródka przed oknami nie było. Dom był niski, parterowy, jak przyduszony do ziemi, i cały poczerniały ze starości i niepogody; z tyłu rozmieszczono kilka budynków służebnych, równie zaniedbanych i rozpadających się; dookoła zaś słały się pola, pola bez końca; nawet lasu nie było na horyzoncie. Ponieważ jednak Arina Pietrowna od dziecka mieszkała na wsi, prawie nie wyjeżdżając, to owa skąpa przyroda nie tylko jej nie nużyła, lecz nawet przemawiała do serca i budziła resztki uczuć, jakie się w niej jeszcze tliły. Najlepsza cząstka jej istoty żyła w tych nagich i bezkresnych polach, i oczy bezwiednie ich szukały o każdej porze dnia i roku.


............................................................


*) mezonin - wysoki parter, półpiętrze;

**) ikonostas - ozdobna ścianka z ikonami

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×