Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. V - Niedozwolone uciechy rodzinnego życia/3
Tekst 186 z 194 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-08
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń52

Była to swego rodzaju jakby beletrystyka w stricte naukowym nudnym miesięczniku, którego czytelnik spodziewa się wyłącznie lektury o mgławicach i ma nadzieję znaleźć artykuł o miejscu pochówka Owidiusza - a tu raptem czyta: *Pędzi trojka uskrzydlona...* Epilogi prostych nieskomplikowanych romansów w czeladnej bywały bardzo surowe a nawet nieludzkie (winną wydawano za mąż w oddalonej wsi, obowiązkowo za wielodzietnego chłopa-wdowca; winnego zaś degradowano do roli pastucha lub oddawano w sołdaty, gdzie służba trwała 25 lat); jednak wspomnienie tego akurat aspektu jakoś zatarło się (pamięć kulturalnego człowieka co do jego własnej nikczemności w ogóle jest wyjątkowo pobłażliwa), i jedynie sam proces śledzenia i podglądania tych wiejskich *amorów* po dziś dzień stał przed oczyma staruszki jak żywy. I nie dziwota! wszystko to rozgrywało się wtedy tak interesująco, jak interesująco czyta się powieść w odcinkach, gdzie autor, miast od razu uwieńczyć wzajemne żądze swych bohaterów, w najbardziej bulwersującym miejscu stawia kropkę i pisze *cdn.*


- Com ja sie z nimi namęczyła! - opowiadała z wypiekami Arina Pietrowna. - Niejedna do ostatniej chwili przemaga swój stan, pasami brzuch ukrywa, nadskakuje swojemu państwu - wciąż ma nadzieję omamić! Mnie wszak, gołąbko, nie zwiedziesz! samam na tym zęby swoje zjadła! - dodała surowo, jakby grożąc.


W końcu następowały opowieści z dziedziny ciąż, jak to mówią, *politycznych*, co do których Arina Pietrowna była już nie nieubłaganym egzekutorem i katem, a tą, która wspiera i pomaga wszystko zataić.


Dla przykładu, jej tatunio, Piotr Iwanycz, zgrzybiały, zniszczony wtedy już 70-letni starzec, też miał na boku *faworytę*, która również raptem okazała się z przychówkiem, i należało z wyższych przyczyn ten przychówek przed nim ukryć. A Arina Pietrowna, jak na złość, była w tym czasie skłócona z braciszkiem, Piotrem Pietrowiczem, który także dla jakichś politycznych powodów wpadkę tę szpiegował i chciał staremu ojcu oczy otworzyć co do prawdziwego stanu jego *podopiecznej*.


- I jak myślicie! Prawie na oczach tatunia wszystko-śmy, całą tę mechanikę sami urządzili! Śpi sobie nasz gołąbeczek w swojej sypialce, a my tymczasem tuż za jego ścianką urzędujem na całego! I to szeptem, na paluszkach! samam własnymi rękoma usta jej zatykała, by się nie darła, i bieliznę zakrwawioną własnoręcznie żem sprzątnęła, a syneczka jej - śliczniuchny taki, zdrowiutki się urodził! - tego też na bryczkę, i do sierocińca! Tak, że braciszek, jak po tygodniu o tym usłyszał, aż klasnął w dłonie: no-no-no! siostro!


Jeszcze jedna była *sprawa* polityczna: przytrafiła się tym razem jej szwagierce, Warwarze Michajłownie. Mąż jej na wojnę z Turkiem poszedł, a ta masz! nie ustrzegła się! Jak oparzona  wpadła któregoś dnia do Gołowliowa - i ratuj, kochana!


- Ano, choć wtedy byłyśmy ze sobą na noże, nawet-em okiem nie mrugnęła: przyjęłam ją z honorami, ugościłam, pocieszyłam, uspokoiłam i, pod pozorem poczęstunku, takem wszystko zręcznie zamknęła, że brat - jej mężunio do grobu zeszedł i nic o niczym nie wiedział!


Tak opowiadała Arina Pietrowna, i, prawdę powiedziawszy, mało który narrator znajdował równie wdzięczną publikę. Jewpraksiejuszka starała się słowa najmniejszego nie uronić, jakby przed jej oczyma rozgrywały się perypetie jakiejś zaczarowanej baśni; co do Ulituszki, to ta jako uczestniczka większości tych historii tylko kątem ust sobie pocmokiwała.


Również i ona też w końcu rozkwitła i odsapnęła, choć życie miała trwożne. Już od młodu spalała ją jakaś chorobliwa chłopska ambicja, i nawet we śnie jak w gorączce nic tylko roiła, jakby tu tak przysłużyć się swoim dziedzicom, a przy okazji też rządzić i komenderować swoimi współbraćmi - i wciąż bez większego skutku. Ledwie swą nogę na wyższy szczebel drabiny podniesie, już jakby niewidzialną siłą coś targa nią w dół i znowu stacza na samo dno. Posiadała wszelkie cechy idealnej służącej: była zjadliwa, pyskata i chętna do wszelkich podłości, lecz równocześnie cierpiała na jakąś niepowstrzymaną skłonność do arogancji, co wniwecz obracało całe jej intryganctwo i służalcze starania.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Jako młody chłopak czytałem romansidła rosyjskie.
Dobrze, że propagujesz literaturę rosyjską.

To przecież nasi bracia Słowianie.

Miłego, trochę mniej upalnego.
avatar
Dziękuję za kolejny przekład. Zgadzam się z Pulsarem. Lubię Rosjan... tych normalnych. ;)
avatar
Przed nami piekło kobiet nie z nizinnych dołów a z tego "lepszego", bardziej sytego i oświeconego świecznika - piekło, opisane przez wielkiego Obywatela Świata nie wczoraj, a prawie 2 stulecia temu.

Co się w tej sprawie - w sprawie niechcianej ciąży i dzieci niechcianych - DZISIAJ zmieniło?
avatar
Jaki będzie los Jewpraksiejuszki i jej dzieciątka? (widzimy już przecież, że ten jej kochanek - i sprawca ciąży, Krwiopijca - w zaparte łże jak pies i znowu "nic o niczym nie wie"!)

Co Państwo wróżą w tym temacie?
avatar
Kolejny odcinek ciekawych klkmatów, sprzed wielu lat, zdaje się, że tylko pozornie, zmienia się nasz ludzki świat.Dziękuję Szanownej tłumaczce
© 2010-2016 by Creative Media
×