Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. V - Niedozwolone uciechy rodzinnego życia/4
Tekst 187 z 194 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń31

W owych czasach Arina Pietrowna ochoczo korzystała z jej usług, gdy trzeba było przeprowadzić sekretne dochodzenie wśród dziewek służebnych albo w ogóle jakąś podejrzaną sprawę zamieść pod dywan, nigdy mimo to tego nie ceniła, ani nie nagradzała - i nie dopuszczała jej do żadnej poważnej funkcji. W rezultacie Ulitka miała same pretensje i wszędzie rozpuszczała swój kąśliwy języczek, jednak na jej utyskiwania nie zwracano uwagi, bo każdy wiedział, że baba jest niewdzięczna i zła; teraz ciebie wyklnie do spodu, a już po chwili na byle skinienie - znowu przyleci i na czterech łapkach będzie wiernie służyć. Takim sposobem biedowała lata całe, wciąż gdzieś się wyrywając - i nigdy niczego nie osiągnąwszy - póki upadek pańszczyźnianego prawa definitywnie nie położył temu wszystkiemu kres.


Za młodu był nawet w jej karierze taki wypadek, który dawał jej całkiem poważne widoki: w czasie wakacyjnego pobytu w Gołowliowie nawiązał z nią stosunki młody panicz Porfiry Władimirycz i, jak głosiły miejscowe plotki, miał z nią dziecko, za co potem długo był u mamuni w niełasce. Czy ich więzi intymne były podtrzymywane później - nie wiadomo; w każdym razie, kiedy ten po latach w końcu zjechał z synami do swego rodowego gniazda na stałe, mrzonkom Ulituszki przyszło runąć w bardzo przykry sposób. Natychmiast po jego przybyciu rzuciła się do niego z całym zapasem plotek, w których Arinę Pietrowną obwiniano nieledwie o łotrostwo, i *pan* chętnie tego wszystkiego wysłuchał, na służącą wszak patrząc zimno i wcześniejszych jej wobec niego *zasług* nie pamiętając. Ta, oszukana w swych nadziejach i strasznie obrażona, przerzuciła się do Dubrowina, gdzie z nienawiści do Judaszka Paweł Władimirycz przyjął ją bardzo chętnie i nawet uczynił swoją zarządczynią. Tutaj jakby jej akcje poszły wreszcie w górę. Pan siedział na antresoli i obalał kieliszek za kieliszkiem, a ona tymczasem od rana do wieczora dziarsko uganiała się po piwnicach i spiżarniach, dzwoniła kluczami, gromko pytlowała i nawet wszczęła jakieś batalie z Ariną Pietrowną, której wtedy omal do grobu nie wpędziła.


Nadmiar jednak lubiła wszelkie knowania i matactwa, żeby długo w ciszy i spokoju zadowalać się przypadającym jej w udziale dobrym nareszcie życiem. Był to ten sam czas, kiedy Paweł Władimirycz pił już tak strasznie, że z wiadomymi nadziejami można było liczyć na rychły jego koniec. Krwiopijca pojął, że w tej sytuacji Ulituszka przedstawia sobą skarb wprost nieoceniony - i znowu kiwnął na nią palcem. Z Gołowliowa otrzymała polecenie na krok nie odstępować od upatrzonej ofiary, w niczym jej nie przeszkadzać i nie przeczyć, nawet w nienawiści do braciszka Porfirego, a tylko na wszelkie możliwe sposoby oddalać ingerencję Ariny Pietrowny. Była to jedna z tych niegodziwości w rodzinie, których Judaszek wcale nie ukartował, a jakoś tak sam przez siebie, jako coś całkiem naturalnego i zwyczajnego, jak ten pająk sieć utkał i umierającemu bratu zgotował. Zbytecznym byłoby dodawać, że poruczone sobie posłannictwo Ulituszka wypełniała jak najsumienniej. Paweł Władimirycz nie przestawał nienawidzieć paskudnego Pijawki, lecz im bardziej pogrążał się w tej nienawiści, tym więcej pił i w tym mniejszym stopniu był w stanie wysłuchiwać jakichkolwiek uwag i sugestii mamuni co do *ostatniej woli*. Każdy krok brata, każde jego słowo niezwłocznie stawały się wiadome także w Gołowliowie, po czym na finał Krwiopijca mógł z pełnym rozeznaniem co do sytuacji wyjść wreszcie zza kulis i na scenie pojawić się jako prawdziwy jej sprawca i kreator. I tak właśnie zrobił, to jest wtargnął do Dubrowina akurat wówczas, gdy, jak to mówią, wszystkie gołąbki same mu wpadły do gąbki.


Za tę usługę podarował Ulituszce wełniany materiał na suknię, ale do siebie mimo to z powrotem jej nie dopuścił. I znowu potknęła się i spadła z wysokości swoich wielkich rachub na sam dół, i już tym razem zdawało się, że już nikt nigdy więcej na nią palcem nie kiwnie.


Jako szczególny wyraz łaskawości za to, że *przy braciszku w ostatnich jego chwilach dyżurowała* przydzielono jej kąt w czeladnej, gdzie po zniesieniu pańszczyzny przytulili się również pozostali zasłużeni we dworze famulusi. Tam to Ulituszka ostatecznie już spokorniała, tak więc, kiedy Porfiry Władimirycz któregoś dnia upatrzył sobie z kolei Jewpraksiejuszkę, nie tylko nie okazała żadnej krnąbrności, ale nawet jako pierwsza podeszła do pańskiej wybranki, by się jej pokłonić, i pocałowała jej rączkę.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dzięki za kolejny odcinek rodzinnych klimatów, u naszych wschodnich sąsiadów, sprzed ponad wieku.
© 2010-2016 by Creative Media
×