Przejdź do komentarzyNie jesteście tutaj pierwsi
Tekst 27 z 29 ze zbioru: Wrocławskie spotkania
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2019-07-13
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń91

Nie jesteście tutaj pierwsi


U progu roku 2004 czekała na mnie jedna z najbardziej wzruszających chwil w zawodowym życiu uniwersyteckiego wykładowcy. Obdarowany przez poetę i animatora kulturalnego Jana Stanisława Jeża maszynopisem Wrocławskich spotkań, dowiedziałem się ze wstępu, że mam swój udział w powstaniu tego tomiku, a ściślej że bezpośrednią inspiracją stała się moja gawęda o twórcy powojennej polonistyki wrocławskiej profesorze Tadeuszu Mikulskim (1909-1958), a zwłaszcza o jego książce Spotkania wrocławskie. Czyż może człowieka pracującego w słowie spotkać większa radość, gdy to słowo przez niego wypowiedziane przynosi, mówiąc językiem biblijnym, plon stokrotny?

W wypadku oddawanego właśnie w ręce czytelników zbioru wierszy mogę mówić z pełną odpowiedzialnością, że stanowią one poetycki plon stokrotny. Pisane gorącym polskim sercem i uczuciem, dalekie są od łzawości i taniego sentymentalizmu, co najważniejsze zaś od patriotyczno-propagandowego patosu. Cechuje je nowoczesna, choć pełna klasycznego dostojeństwa, forma przekazu poetyckiego i bogactwo języka elitarnego w najlepszym tego słowa znaczeniu. Podyktowała zaś te strofy autorowi, synowi ziemi mazowieckiej, serdeczna miłość do śląskiej stolicy Wrocławia, z którym związał swe zawodowe losy w roku 1977. Przyjechał do nadodrzańskiego grodu i w przeciwieństwie do bohaterów niniejszego tomiku już w nim pozostał. Teraz tak jak oni spaceruje po jego ulicach, placach i zaułkach. świadom historycznej i etnicznej wielokulturowości największego miasta Śląska, tak jak Wincenty Pol czy Józef Ignacy Kraszewski dostrzega w nim jednak najwyraźniej polskie ślady.

Chciałoby się dlatego odnieść do jego tekstów słowa profesora Bogdana Zakrzewskiego (ur. w r. 1916), bezpośredniego następcy Tadeusza Mikulskiego na polonistycznym gospodarstwie, autora Przechadzek po dziewiętnastowiecznym Wrocławiu: Wydaje się, że materiały te tak specyficznie przez nas wiązane, organizowane i komentowane, posiadające różnorakich narratorów, którzy prezentują indywidualne poglądy oraz style literackie, publicystyczne, uzyskują w takim ujęciu nową, atrakcyjną, wielogłosową dokumentarność prawdy, że byliśmy tu, jesteśmy, a więc pozostaniemy na zawsze.

Jeżowe Wrocławskie spotkania takim poetyckim dokumentem pozostaną. Dokumentem odczuć kolejnych powojennych pokoleń wrocławian przybyłych z różnych stron Polski i tutaj już urodzonych, wrastających w to miasto i w nie wrośniętych, dokumentem odczuć wrażliwych ludzi, którzy w zabieganiu dnia codziennego nagle zaczynają sobie uświadamiać, że ich drogami chodzili w tym grodzie Wybicki, Kołłątaj, Staszic, Niemcewicz, Skarbek, Słowacki, Lenartowicz, Ujejski, Asnyk, Kasprowicz czy Dąbrowska. Pamiętajcie, że nie jesteście tutaj pierwsi – powiedział swym studentom profesor Mikulski na inauguracyjnym wykładzie w roku 1945. Świadomość polskich śladów na ziemi wielu kultur pomaga nam wszystkim żyć.

Dzięki poetyckiemu pomysłowi Jana Stanisława Jeża świadomość ta została wzbogacona pejzażem lirycznym. Pejzażem wysokiego literackiego lotu - dopowiem na koniec z satysfakcją.


Jan Miodek

  Spis treści zbioru
Komentarze (10)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Znakomite i bezbłędne od 1. akapitu po ostatnią kropkę
avatar
Sam miodek
avatar
Wrocław jest cudowny.
Na Pawłowicach mieszka moja córka.

Co do treści tekstu zrobiła to Emilia.

pozdrawiam.
avatar
Zamieściłem na publixo tekst profesora Miodka otwierający mój tomik "Wrocławskie spotkania" (wydanie pierwsze - 2004 rok, wydanie drugie - 2016 rok), by dać odpór insynuacjom kuriozalnego duetu dwóch użytkowników (Arsene i Trotsiga), który insynuował, że nie tylko nie znam prof. Jana Miodka, ale nawet z bliska go nie widziałem, a prof. Miodek nie wie nawet o moim istnieniu. Jak wynika z tekstu, znamy się przynajmniej od 2004 roku, ale w rzeczywistości kilkanaście lat dłużej, a jest to nie tylko znajomość, ale też chyba przyjaźń. Przecież przypadkowej osobie nie pisze się wstępu do jego tomiku. Nie zaprasza się też na swoje siedemdziesięciolecie połączone z pożegnaniem z uczelnią, czyli na przejście na emeryturę (prof. Miodek nadal pracuje i nadal jako emeryt ma miejsce pracy w gabinecie dyrektora instytutu obok nowego dyrektora).
A skoro obydwaj użytkownicy są tak błyskotliwymi obserwatorami rzeczywistości i śledzą (a przynajmniej jeden z nich) innych użytkowników, to dziwnym trafem nie dostrzegli, lub też nie chcieli dostrzec, że przy moim tekście "Trzej muszkieterowie" z 3.02.2016 roku są trzy fotografie z XXV Targów Dobrej Książki, które odbywały się w Hali Stulecia we Wrocławiu. Otóż na pierwszej fotografii jestem z prof. Janem Miodkiem i prof. Andrzejem Markowskim (do niedawna przewodniczący Rady Języka Polskiego - mam w indeksie jego zaliczenie z kultury języka polskiego), na drugim z prof. Janem Miodkiem, na trzecim z Hardym, który na tychże targach prezentował swoją książkę. To też mój chory wymysł, jak zgodnie sugerowali członkowie unikalnego duetu.
Przedostatni raz widziałem się z prof. Miodkiem 9 maja bieżącego roku, kiedy prowadziłem spotkanie Profesora z inwalidami wojennymi, ostatni raz 14 czerwca w jego miejscu pracy podczas koleżeńskiej pogawędki.
avatar
Swój komentarz z konieczności na ograniczoną liczbę znaków musiałem skrócić. Dlatego też teraz kończę. Chciałem ten tekst prof. Miodka zamieścić razem z tekstem "Od autora", który zamieszczony jest bezpośrednio po tekście prof. Miodka. Niestety, całość była za duża i się nie mieściła w dostępnej liczbie znaków. Nie mogłem go również zamieścić jak oddzielny tekst, bowiem mam na dzisiaj wyczerpany limit dwóch tekstów. Dlatego prawdopodobnie zamieszczę go jutro. Będzie to już całość mojego tomiku. Być może jeszcze dołączę okładkę, na pewno nie będę zamieszczał czterech stron wstępnych.
avatar
Dostrzegłem, ze przywołany w mojej wypowiedzi użytkownik już zwyczajowo zaistniał obok mnie. Cóż, nie może żyć beze mnie, ale jest to uczucie nieodwzajemnione.
avatar
Znam tę wspaniałą recenzję profesora Miodka, a także notę "Od autora" i oczywiście treść "Wrocławskich Spotkań", albowiem ten tomik (ale także inne) mają honorowe miejsce w mojej biblioteczce :)
avatar
Piórko, bardzo dziękuję.
Ja natomiast zwróciłem uwagę na autokomentarz w tekście sąsiadującym. Jak zwykle, to nie ja, to ktoś inny. Tym razem to nie ja, to trotsiga. Już zapomniał,że podważał prawdziwość wypowiedzi prof. Miodka dotyczącej istnienia zdań w wierszach, motywując to tym, że to niemożliwe, bym ja, absolwent liceum pedagogicznego, znał się z uznanym językoznawcą.
Ale kłamstwo ma krótkie, kacze nóżki.
avatar
Miło było poczytać :)
avatar
Jeszcze raz z wielką przyjemnością przeczytałem ten wstęp profesora Miodka, umieszczony w tomiku poetyckim Janko. Wzorzec polszczyzny i pięknego języka.

PS. Co zaś do bliskiej znajomości profesora Miodka i Janko (jeżeli już Autor o mnie wspomniał, to mogę napisać) - tak, byłem świadkiem ich serdecznej rozmowy w grudniu 2016 we Wrocławiu, kiedy byłem na Targach Książki.
© 2010-2016 by Creative Media
×