Przejdź do komentarzyOd autora
Tekst 28 z 29 ze zbioru: Wrocławskie spotkania
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2019-07-14
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń79

Od autora


Przed kilku laty uczestniczyłem w spotkaniu zorganizowanym przez Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury, które było próbą nawiązania do powojennych wrocławskich poniedziałków literackich zainspirowanych przez działające wówczas przy Uniwersytecie Wrocławskim Koło Miłośników Literatury i Języka Polskiego. Spotkanie inauguracyjne odbyło się w lutym 1946 roku, ale cykliczności nabrały dopiero spotkania organizowane od marca 1947 do grudnia 1981 roku, w tym jako utrwalone w historiografii literatury czwartki literackie, kiedy w 1949 roku opiekę nad nimi przejął Oddział Wrocławski Związku Literatów Polskich.

Podczas pamiętnego dla mnie spotkania profesor Jan Miodek w charakterystyczny dla siebie interesujący oraz barwny sposób zaprezentował postać profesora Tadeusza Mikulskiego, podkreślając jego niepodważalne zasługi dla kultury i literatury polskiej. Zaintrygowała mnie szczególnie relacja o esejach profesora zamieszczonych w książce Spotkania wrocławskie, co spowodowało, że postanowiłem dotrzeć do tej pracy i ją zgłębić. I rzeczywiście jej lektura była pasjonująca, a ponadto wyzwoliła pragnienie zmierzenia się, oczywiście w odmienny sposób, z zawartym w niej tematem.

Z początku nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, ale zamysł wykorzystania do tego poezji był tak silny, że, szukając niejako natchnienia, książkę przeczytałem raz jeszcze; tym razem robiąc sobie szczegółowe notatki i szkice tras, jakimi poruszali się wówczas po Wrocławiu twórcy literatury pięknej oraz pisarze polityczni, bohaterowie dzieła profesora Mikulskiego.

Książka prof. T. Mikulskiego obejmuje okres porozbiorowy, a więc cały XIX wiek oraz początek wieku XX do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości, a za sprawą Marii Dąbrowskiej wkracza także w okres międzywojnia i w okres powojenny.

Swoje zapiski uzupełniłem potem informacjami zebranymi z innych źródeł, a przede wszystkim z książki Bogdana Zakrzewskiego Przechadzki po dziewiętnastowiecznym Wrocławiu, z pracy Zygmunta Antkowiaka Wrocław od A do Z, z Encyklopedii Wrocławia, monumentalnego dwutomowego dzieła Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, opracowanego przez zespół redakcyjny pod kierownictwem Juliana Krzyżanowskiego i Czesława Hernasa oraz dwutomowego Atlasu architektury Wrocławia zredagowanego przez Jana Harasimowicza.

Kolejnym etapem moich peregrynacji były piesze wędrówki po mieście szlakami nowych przyjaciół. Z trudem odnajdywałem miejsca ich pobytu w hotelach Pod Złotym Berłem, Pod Złotą Gęsią, Pod Białym Orłem, Pod Niebieskim Jeleniem, Du Nord oraz w akademikach i na prywatnych kwaterach. Nie bez trudności zlokalizowałem niemiecki dom wydawniczy Kornów, istniejący w latach 1732-1945, specjalizujący się w druku poloników.

Moi bohaterowie trafiali wówczas do częściowo polskiego (ze względu na tradycje, kulturę, obyczaje i język), ale formalnie oraz prawnie do niemieckiego Wrocławia, z trzech głównych powodów. Najważniejszym z nich, a zarazem najczęstszym, była emigracja polityczna na zachód Europy, co nastąpiło po utracie niepodległości, a następnie po upadku powstania listopadowego i styczniowego. Należy pamiętać, że Wrocław był naturalnym etapem na trasie ich wędrówek.

W kilku przypadkach były to wyjazdy na leczenie uzdrowiskowe w Cieplicach, Kudowie, Polanicy i innych kurortach na Przedgórzu Sudeckim i w Kotlinie Kłodzkiej. Tylko w przypadku Klementyny Hoffmanowej i Marii Dąbrowskiej pobyty we Wrocławiu miały charakter rodzinny lub przyjacielski.

Czas pobytu we Wrocławiu wymienionych osób też był różny. Najdłużej przebywali tutaj Jan Kasprowicz i Adam Asnyk z racji odbywanych studiów, a Kasprowicz ponadto z powodu pobytu w więzieniu, natomiast Józef Wybicki ze względu na pracę twórczą, opiekę nad synami i doradztwo w wydawnictwie Kornów. Niektóre z prezentowanych, wybitnych już dzisiaj postaci historycznych, przebywały tu kilka miesięcy, parę tygodni lub dni, inne zaś, jak choćby Teodor Tomasz Jeż, kilka lub kilkanaście godzin, a Hugo Kołłątaj kilkakrotnie obserwował miasto tylko z okien podróżnego dyliżansu.

Różnymi też sposobami docierali oni do Wrocławia. Do 1842 roku, kiedy to oddano do użytku Dworzec Kolei Górnośląskiej (ul. Stanisława Małachowskiego 13) oraz pierwszy odcinek kolei żelaznej do Oławy, jedynym środkiem transportu były pocztowe dyliżanse ze stacją na ulicy Uniwersyteckiej, kursujące raz w tygodniu (na trasie Warszawa - Wrocław - Drezno) lub też okazjonalne prywatne zaprzęgi. Od 1843 roku Wrocław miał już kolejowe połączenie z Opolem oraz Mysłowicami, od 1856 roku z Dworca Głównego do Poznania, a od 1868 roku z Dworca Nadodrze do Warszawy.

Gdy zebrałem wszystkie interesujące i dostępne informacje, a moi bohaterowie stali się mi bardzo bliscy i przyjaźni, postanowiłem pogłębić te uczucia. Uznałem wówczas, że nic tak nie urzeczywistni moich zamiarów jak spotkanie z nimi w strofach wiersza. Nic ich tak nie przybliży zarówno mnie, jak i przyszłemu mojemu czytelnikowi, jak zebrany w cykl poetycki tomik.

Podczas tych wirtualnych spotkań, które postanowiłem utrwalić w postaci liryki opisowej, spacerowaliśmy wspólnie ich dawnymi szlakami, wspominaliśmy przeszłość, chłonęliśmy i podziwialiśmy dzisiejsze miasto.

W swoich wędrówkach spotkałem się z większością polskich znakomitości tamtego okresu, pominąłem natomiast wybitnych literatów niemieckich, jak choćby Johann Gottlieb Schummel, Gustaw Freytag i Gerhardt Hauptmann, związanych z Wrocławiem, którzy z racji historycznych i narodowych zasługują na odrębne zainteresowanie i pozycję literacką.

Wydanie drugie uzupełniłem sylwetkami Fryderyka Chopina i Cypriana Norwida.

Katalog moich rozmówców zamyka spotkanie z rodziną Kornów, twórcami oraz właścicielami niemieckiego domu wydawniczego, niezwykle zasłużonego dla upowszechniania polskości, polskiej kultury i literatury w niemieckim, a jednak, jak pokazała historia, polskim Wrocławiu.


  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Zauważyłem, że w czwartym akapicie, w którym są kursywą wymienione tytuły opracowań, z których korzystałem, komputer wszystkie słowa znajdujące się pomiędzy tytułami również zapisał kursywą. W oryginale zapis jest prawidłowy.
avatar
I oto klasyczny przykład nie tylko czepialstwa, ale przede wszystkim braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Jeden z użytkowników, który dopiero co ogłosił koniec dyskusji na ten temat, w swoim tekście "Mój dodatek do tekstu "Od autora" napisał: Poświęcanie takim pisarzom utworów poetyckich w rodzaju takiego tomiku "Wrocławskie spotkania" i zaliczania ich do wybitnych postaci kultury uważam za co najmniej duże nieporozumienie" (pisownia dosłowna).
A ja uważam pisanie takich idiotyzmów i niedorzeczności za totalne nieporozumienie. Na publixo zamieszczone są wszystkie teksty z tego tomiku. A który z wierszy poświęcam któremuś z trójki wymienionych pisarzy (Schummel, Freytag, Hauptmann)? Moich 25 tekstów poświęconych jest Polakom, a 26. rodzinie Kornów zasłużonej dla polskiej kultury i literatury. Cieszę się, że być może umieszczenie tej rodziny w moim tomiku dało asumpt do nadanie jednej z wrocławskich ulic jej imienia.
A co ja napisałem we wstępie "Od autor"?
Otóż napisałem, że "pominąłem wybitnych literatów niemieckich, jak choćby Johann Gottlieb Schummel, Gustaw Freytag i Gerhardt Hauptmann związanych z Wrocławiem, którzy z racji historycznych i narodowych zasługują na odrębne zainteresowanie i pozycję literacką".
Cóż mogę dodać?
- Po pierwsze, należy uczyć się czytania ze zrozumieniem nie tylko tekstów obcych, ale i własnych wypocin.
- Po drugie, zanim się zacznie oceniać czyjeś teksty, należy je choćby pobieżnie przeczytać, by nie pleść bzdur.
- Po trzecie, kończ waść i wstydu oszczędź, a przy okazji stuknij się w czoło!
avatar
W swoim komentarzu w tytule "Od autora" zgubiłem "a".
avatar
Wrocław (dawne Breslau) - podobnie jak inne znane miasta nadodrzańskie ze Szczecinem włącznie (przedwojenny Stettin) - nie jest NIE JEST polską pustynią kulturalną, przez nas spacyfikowaną dopiero po klęsce Hitlera... chociaż wielu laików zapewne tak mniema.

Po przejściu na zachód ostatniego frontu 1945 r. zasiedliliśmy te ziemie poniemieckie, odbudowaliśmy ze straszliwych zniszczeń - i żyjemy, do dzisiaj borykając się z trudami przetrwania.

O polskich sprzed stuleci korzeniach tamtych terenów mało lub - co gorsza - często nic wcale nie wiemy.

Gratulacje dla Autora - to piękna, bardzo nam-Polakom niezbędna, rzetelna - również naukowo, dla potrzeb badań historycznoliterackich - bezcenna praca
© 2010-2016 by Creative Media
×