Przejdź do komentarzyPamietnik zakochanej - fragment powieści
Tekst 89 z 93 ze zbioru: Wydane przez Elę Walczak
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-10-05
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń46

Sandra po rozstaniu z mężem przeżywa kryzys osobowości. Słyszy wyraźnie głosy i czyjąś obecność. Jeszcze nie wie, że ten głos odmieni jej życie. 

Powstaje nowa powieść Elżbiety Walczak


Stałam przez chwilę w drzwiach swojego pokoju. Zapalałam i gasiłam światło, patrząc na ściany, na których wisiały jeszcze jego portrety namalowane przez Tadzia fan Gogha, naszego sąsiada. Szkolił na naszej rodzinie swój talent. Wypłynął jednak na powierzchnię, pisząc książki o niczym. Zapaliłam lampkę nocną i wskoczyłam na tapczan. Nasze wspólne zdjęcie, powiększone do rozmiarów obrazu, wisiało naprzeciwko mnie. 


– Kutas. 


W końcu zerwała się ta cholerna burza. Wiatr poruszał firanką. Postawiłam stopy na podłodze, żeby dojść do okna i poczułam czyjąś obecność w pokoju. Ściślej mówiąc, na łóżku obok mnie (nie jestem nawet w stanie określić tego uczucia), ktoś chyba leżał na jego miejscu i patrzył na to właśnie zdjęcie. Zamknęłam okno. Odwróciłam się, a światło w lampce zaczęło mrugać. Nasze wspólne zdjęcie powiększone do rozmiarów obrazu spadło na podłogę. To, co leżało obok mnie, przemówiło. 


– I po krzyku. – Powiedziało i zniknęło. 


– Aaa…! – Nakryłam się kołdrą. Poczułam, jak zsuwam się na podłogę i jakby ktoś ciągnął mnie za nogi. Bęc. – Aaa…!- Otworzyły się drzwi.- Mamo, zostaw mnie! To nie mój czas! – Leżałam na podłodze nakryta nogami i drapałam paznokciami panele w srebrnym kolorze. Chciałam z pewnością wykonać asanę, żeby uspokoić przestraszony umysł. Niestety nie pamiętam dokładnie. 


 


III 


 


Marzenie mojej córki się spełniło. Zapisałam się na terapię. W zasadzie to żona Tadzia fan Gogha, pani psycholog, załatwiła mi trzy tygodnie odpoczynku w jakimś uzdrowisku na zadupiu. Nikola wyjechała do Stanów. Przestałam się sprzeciwiać i opierać. Może wszystko jakoś się ułoży. 


 


IV 


 


Mercedes-Maybach S 650 Kabriolet przywiózł mnie na miejsce kaźni. Tak to czułam, kiedy zobaczyłam napis na bramie. 


ROZWÓD TO NIE ŚMIERĆ. DA SIĘ Z TYM ŻYĆ. 


Zdjęłam chustkę z głowy i czarne okulary. Samochód był wypożyczony, więc zapłaciłam napiwek kierowcy. Zrobiłam to tak, by wszyscy gapiący się w moim kierunku doznali czegoś w rodzaju zamętu w głowie. Napiwek nie był mały, dlatego kierowca wysiadł, otworzył mi drzwi, podsunął opaloną dłoń, bym mogła swobodnie postawić stopy na ziemi. Podał mi bagaż i odjechał. Już go mentalnie nie było stać na to, żeby dodźwigać to cholerstwo do hotelu. Pomimo porażek, w głębi ducha byłam kruchą istotą, potrzebującą wsparcia. Patrzący z boku, wyglądali jakby, chciało im się wymiotować. Powinni dostawać leki na poprawę nastroju, skoro już tu są. 


– Śmiało – usłyszałam komentarz. – Paniusiu. 


Starszy pan, powiedzmy w wieku sześćdziesięciu lat, prawdopodobnie rozwiódł się z powodu swojej arogancji. 


– Przyjechała poużywać. 


Pani w wieku, powiedzmy, czterdziestu pięciu lat, wyglądająca jak Donatella Versace, zwróciła się do kobiety stojącej tuż obok, wyglądającej z kolei jak Joselyn Wildenstein. Nadmuchane ze wszystkich stron, obserwowały spod spuchniętych powiek i czekały na moje potknięcie. 


Jedynie recepcjonistka wyglądała w miarę normalnie. 


– Dzie – dzie – dzień do – do – bry. Zastępuję koleża – ża – nkę. Dowód po – po – poproszę. 


– Już jestem. – Ciemnoskóra piękność podziękowała blondynce, która w życiu nie była u logopedy.- Przepraszam panią, musiałam odejść na chwilę w ważnej sprawie. – Dowód poproszę. 


Pokój, w którym zamieszkałam, nie rekompensował dziwactw w tym miejscu. Z pewnością będzie ich więcej. Bo kto normalny decyduje się na terapię, tylko dlatego, że się rozwiódł?

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×