Przejdź do komentarzyWilcze spojrzenie. cz. 4
Tekst 5 z 22 ze zbioru: Powiastka Nr 11
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-01-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń166

Popołudnie szybko minęło i zaczęło się ściemniać. Greta wędrowała wśród zieleni. Wdychała zapach drzew, wszędzie roznosił się zapach sosen mimo mieszanego lasu. Wychowała się w bardziej miejskich klimatach. Zauważyła rozwidlenie, a dalej jej oczom ukazała się piękna polana. Gdyby nie to zimno, wbiegłaby na nią boso. Nie miała pojęcia skąd przyszły do niej uczucia mówiące, że to jej dom. Nigdy tu nie była, a wszystkie te widoki były jej dziwnie znajome. Nagle rozbolała ja głowa. Na tyle mocno, że upadła na kolana trzymając się za nią dłońmi. Gdy zamknęła oczy, zobaczyła szokujące ją obrazy. Migały tak szybko, że nie mogła ich zapamiętać i zrozumieć tego co przeżywa. Z wycieńczenia opadła twarzą do żywej zieleni. Straciła przytomność.



Brandon był zawsze trzepakowaty. Bynajmniej było to zdanie jego ukochanej matki Zehry. Uwielbiał patrzeć na swoich rodziców przy każdym posiłku, który razem co dzień celebrowali. Po obiedzie postanowił przejść się po lesie. Miał potrzebę wyładowania zapasów energii w zwierzęcej postaci. Wzywała go natura, nie potrafił się temu oprzeć.

Mamo wychodzę pobiegać. - zakomunikował wstając od stołu.

Zehra złożyła dłonie.

Jak to? Nie pomożesz mi przy zmywaniu naczyń? A deser? - zaproponowała licząc na jego rezygnację.

Brandon przewrócił oczyma.

Oj, mamo. Innym razem. Za to pomogę wynosząc śmieci.

Do rozmowy wtrącił się ojciec John Collins.

Zehro, kochanie. Jest młody. Niech się wyszaleje. Kiedy ja byłem w jego wieku...

Zehra przewróciła oczyma tak jak wcześniej jej syn. Jej roześmiane oczy mówiły, że jest szczęśliwa.

O, nie... Zaczyna się opowiadanie tej nudnej historii... - zażartowała. - Leć Brandonie.

Że co? Że niby ja opowiadam nudne historie? A więc uważasz mnie za starego piernika? Żono?! - podpiął się do żartu ukochanej. - Szykuj się na łaskotki...

Kobieta podskoczyła, gdy John musnął ją palcami pod brodą.

O nie, tylko nie łaskotki!!! - pisnęła śmiejąc się.

Brandon nie zwlekał dłużej i czmychnął na dwór. Zostawił rozbawionych rodziców. Byli oni niesamowicie zgrani. Marzył o podobnym związku, ale do tej pory nie znalazł swojej połówki.

Kiedy tylko wyczul zapach mchu, wiedział że jest gotów. W jednym momencie wystrzelił jak pocisk kapiszona, pistoleciku jakim bawił się w dzieciństwie. Uwielbiał te chwile, gdy biegł na czterech łapach czując wiatr w sierści. Kolor jego maści był tak ciemny niczym oszlifowany kawałek węgla. Zapach lasu sprawiał, że czuł tą wilczą wolność. Biegł przed siebie nie zważając na to czy płoszy ptactwo, czy inną dziką zwierzynę. Szczenięcą radość zgasił obraz polany, na której leżała dziewczyna. Zatrzymał się i przemienił szybko w ludzką postać. Podszedł do leżącej, by sprawdzić puls.

Żyje. To dobrze. - stwierdził z ulgą.

Na początku nie miał pojęcia kto to jest, ponieważ twarz przykrywały długie rude loki. Delikatnie palcami odsłonił twarz z włosów i jego oczom ukazała się dobrze znajoma buzia. Drugi raz widzi ją nie przytomną. Była to dziewczyna ze szkolnej łazienki. Uratował ją od rozkapryszonych młodych wilków.

Co ona tu robi?

Sama w lesie?

Może wyszła na spacer i zgubiła się?

Pewnie ktoś ją wystraszył i dlatego zemdlała.

Ale co teraz?

Musze zanieść ją do jej domu.

Rodzice zapewne martwią się o nią.

Toczył bitwę z myślami. Z ciemniało się. Nie znał jej rodziny, ale wiedział gdzie się wprowadzili. W małych okolicach takie wieści szybko się rozchodzą.

Delikatnie podłożył jedną rękę pod jej ramiona, głowa od razu opadła w głąb jego szyi. Drugą zaś wsunął pod kolana. Uniósł dziewczynę jednocześnie dowiadując się o jej nie wielkiej masie. Droga minęła mu migiem. Szybkość miał w genach. Przed odpowiedni domem zwolnił i podszedł do drzwi. Z trudem dosięgnął dzwonka, ale udało się. Dzwoni.

Drzwi otworzyły mu dwie zatroskane kobiety. Zapewne matka i... Ciotka? Nie miał pojęcia.

O mój Boże. Greta, córeczko. - Elizabeth pogłaskała ją po czole. - zaprosiła go gestem dłoni do środka. - Gdzie ją znalazłeś chłopcze? - znowu machnęła ręką ściszyła głos. - Albo nie opowiadaj teraz. Zanieś ją proszę do pokoju, wskaże ci gdzie to jest. Pójdź za mną.

Po chwili wszedł do pokoju i ułożył dziewczynę na łóżku z baldachimem.

Śpij księżniczko. -szepnął.

Cofnął się i wyszedł z pomieszczenia. Zszedł na dół, a za nim jej matka. Już planował wychodzić, gdy zagaiła go:

Chłopcze? Ktoś ty? Ja jestem Elizabeth, matka Grety.

Zawrócił i podał grzecznie dłoń.

Nazywam się Brandon Collins. Miło mi poznać.

Usiądź proszę. - wskazała dłonią na sofę.

Chłopak usiadł nieco speszony.

Nie chciałbym paniom zajmować więcej czasu niż to potrzebne.

Ależ nie myśl tak wcale. Rzadko miewamy gości. - odpowiedziała Brenda.

Brandonie, gdzie znalazłeś moja córkę? - zapytała spiesznie Elizabeth.

Byłem na spacerze w lesie i natknąłem się na Gretę leżącą na polanie. Zmartwiłem się. Pierwsze co zrobiłem, to sprawdziłem puls. Później nie wiele się zastanawiając przyniosłem tutaj. Ogólnie znamy się ze szkoły. Tylko ja jestem o dwie klasy wyżej. - zawsze będąc zdenerwowany dostawał słowotoku.

Ze szkoły? - uradowała się Elizabeth. - To cudownie.

Brandon wywrócił oczyma.

Taak... - powiedział szeptem. - Cudownie...

Nastąpiła kolejna krępująca cisza. Brandon wstał i skierował się ku drzwiom.

To ja może już pójdę. Na pewno moim rodzicom również włosy dęba stoją więc sądzę, że pora już na mnie, bo jeszcze wezwą ekipę poszukiwawczą. - zaśmiał się sztucznie.

Obie kobiety wstały.

Oczywiście. - Elizabeth pacnęła dłonią w czoło. - Nie przyszło mi to do głowy. Sama przed chwilą histeryzowałam. Leć do domu młody człowieku. Już ciebie nie zatrzymuję. Dziękuję za ratunek dla córki. Jestem bardzo tobie wdzięczna.

Brandon posłał swój skromny uśmiech.

Polecam się.

Jeszcze raz dziękuję. Jestem wdzięczna.

Oczywiście. Do widzenia.

Nie czekał na odpowiedź. Zamknął drzwi za sobą drzwi, bo gdyby tego nie zrobił, żegnaniu nie było by końca.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×