Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /17
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-01-26
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń217

Kiedy tak o tym opowiadała, stawała mu się bliższa, ponieważ jej młodość jakoś przypominała jego własną, też ubogą i w pieniądze, i w więzi rodzinne, lecz za to bogatą w przyjaciół, przeżywaną czasem z przytupem i przystawkami, a czasem oglądaną tylko przez szybę okien wystawowych, od wypłaty do wypłaty, na głodniaka i po nieprzespanych nocach.


Była też i różnica, której nie mógł nie zauważyć: kiedy wspominał tamte dawne swoje lata, wspominał wszystko po prostu i wesoło, jak ktoś, dla kogo przeszłość była samą przez się rozumianą drogą do dnia teraźniejszego, a ten zaś był tym, o czym marzył wtedy. Galina Pietrowna tymczasem - i on to wyraźnie widział - mówiła o swojej młodości z jakimś smutnym zdziwieniem, jak o stopniach schodów, które w końcowym efekcie zaprowadziły ją wcale nie tam, gdzie chciała. Słuchając tych zwierzeń, próbował przeniknąć tam, za zasłonę jej smutku, i zrozumieć, co się stało w jej życiu i dlaczego poszło u niej nie tak. *Może była naprawdę utalentowana, i tylko czyjaś podłość - ktoś może podstawił jej nogę, odebrał jej rolę? - czyjaś niegodziwość sprawiła, że wszystko obróciło się niczym? I w naszej awiacji zdarza się przecież, że jednemu los wręcza medale - a drugiemu figę; tu nie miałeś szczęścia, tam coś nie tak palnąłeś, i gotowe: człowiek niby ten sam, ale biografie w aktach różne! Może z nią jest tak samo?*


Pomyślał o jej dwóch małżeństwach, lecz nie zaczął o to wypytywać; czuł, że dłużej nie chce o tym mówić.


A ona wstała, pochyliła się nad swoją walizeczką i ją otworzyła. Cała była zapchana jej teatralnymi rzeczami: czarna sukienka, w której wtedy deklamowała swoje wiersze, jakiś naszyjnik, podobny do korali z szyszeczek modrzewia, szczypce do zakręcania loków... Szukała tam przez chwilę czegoś i wyjęła z samego jej dna pakiet zdjęć.


- Niech pan usiądzie obok mnie, - powiedziała, podchodząc do stołu. - Popatrzymy na moje fotografie.


Pułkownik podsunął taboret, usiadł blisko niej, i zaczęła mu pokazywać po kolei wszystkie zdjęcia, zrobione w różnych latach i w różnych z nią rolach. Na jednych wyglądała pięknie, na innych była nieładna, czasem podobna do siebie, czasem wcale - w białych perukach, całkiem zmieniających jej twarz. Ona tymczasem albo opowiadała mu, jak wtedy wypadła na scenie - raz dobrze, a raz całkiem źle, albo milczała i tylko od czasu do czasu po prostu pytała: *Prawda, jaka ja tutaj śmieszna?* - to raptem odwracała jakieś zdjęcie ze słowami: *Proszę nie patrzeć, dawno powinnam była to podrzeć.*


- I to już wszystko, - w końcu rzekła. - Pewnie pan myślał, że oszukałam was, mówiąc, że przyjechałam tutaj nieoczekiwanie dla samej siebie, a mimo to fotki zabrałam ze sobą, czy tak? Ale ja już dawniej włożyłam je do walizki i wciąż je ze sobą wożę. Nawet jak pan jeszcze leżał w szpitalu.

- Nic takiego nie pomyślałem, - odrzekł Połynin i objął jej ramiona. Lecz Galina Pietrowna odsunęła się, żeby zdjął rękę, i poprosiła:

- Niech mnie pan nie obejmuje teraz. To jest zbyt poważne. Chyba nawet to źle, że aż tak poważne, jednak tak wyszło... Muszę jechać, chociaż tego nie chcę. U was w ziemiance jest ciepło, a na dworze mróz. Słyszy pan, jak szumi wichura? A co, jak weźmie i zmiecie mnie z drogi, i zamienię się w zaspę śnieżną, taką jak wszystkie inne. A pan pojedzie rano mimo tej mojej zaspy i nawet mnie nie zauważy... Proszę nie słuchać! Głupstwa wygaduję! - sama sobie przerwała. - A teraz niech pan powie prawdę: jeśli teraz tutaj zostanę, a wyjadę jutro z samego rana, czy to będzie dla pana bardzo kłopotliwe? Jeśli tak, to niech pan nic nie mówi.

- Zaraz wydam odpowiednie polecenia, - odrzekł ochrypłym głosem.

- Ale to naprawdę nie sprawi kłopotu?

- Zaraz wydam rozporządzenie, - zamiast tego powtórzył Połynin, zarzucił na plecy swoją skórzaną kurtkę i wyszedł.

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dziękuję za kolejne tłumaczenia. Jak je tak czytam, to wydaje mi się, że już kiedyś w Polsce czytałam tę powieść. Muszę spytać Mamy, czy ma ją w naszej domowej biblioteczce, bo coś Simonowa na pewno miała.
Pisząc o Galinie, Simonow pewnie wzorował się na poznanej w czasie wojny aktorce Walentynie, czy jakoś tak.
avatar
Nie znam tła, które później stało się kanwą tej powieści. Wiem tylko, że sam Konstantin Simonow w czasie 2. wojny światowej był korespondentem wojennym, a zatem z autopsji znał realia, o których pisał.

Niestety, w rosyjskim wydaniu, z jakiego korzystam, tłumacząc ten tekst, nie ma żadnych przypisów ni dodatkowych źródeł:(
© 2010-2016 by Creative Media
×