Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /19
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-01-28
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń196

Tutaj na północy, w przyfrontowej brygadzie, ze swoją wzruszającą umiejętnością dźwięcznego czytania wierszy, z tą swoją bardzo kobiecą urodą i niewielkim przyjemnym niskim głosem po raz pierwszy cieszyła się takim sukcesem, nigdy wcześniej przez nią nie doświadczanym, iż w swoim nieudanym życiu nareszcie poczuła, że robi coś naprawdę ważnego i niezbędnego dla ludzi, a nie tylko dla siebie.


Występując na wojennych deskach po kilka razy na dobę a to w jakichś naprędce skleconych świetlicach, to w morzu na torpedowcach czy krążownikach, to znowu w żołnierskich ziemiankach przed tłumem tuż przed nią, w dwóch krokach od niej zgromadzonych mężczyzn, czuła, że nie tylko im się bardzo podoba, ale również sprawia na nich wrażenie szczęśliwej. Chociaż wszystko to było daleko nie takie, jak się to tej niewymagającej widowni mogło zdawać.


Po raz pierwszy wyszła za mąż za swojego rówieśnika, podobnie jak ona początkującego aktora. Żyli ze sobą dobrze czy prawie dobrze, lecz ona wciąż nie chciała dziecka, nie chcąc stracić całego sezonu w teatrze. Skończyło się tym, że jej mąż został ojcem chłopczyka, zrodzonego z jakąś kobietą całkiem nieładną - Galina Pietrowna kiedyś ich przelotnie spotkała - i nie mającą żadnego związku z ich pracą sceniczną, tym niemniej odszedł właśnie do niej, a ściślej do swojego dziecka.


Potem wyszła za człowieka 20 lat od niej starszego. Był to znany reżyser, z którym miała zajęcia jeszcze w moskiewskim studium teatralnym, i po powrocie z prowincji trafiła właśnie do jego teatru. Nie kochała go, lecz zachwycała się nim jako artystą i wierzyła, że może z niej zrobić wielką aktorkę, tym bardziej, że sam ją o tym zapewniał. Wielkiej aktorki, niestety, z niej nie uczynił, jednak zostawił swoją żonę i rzeczywiście odszedł do niej na całe trzy lata. Życie z nim okazało się całkiem niewesołe, lecz cały czas starała się sobie wmówić, że żyje z tym człowiekiem po to, by znaleźć z jego pomocą swoją drogę do wielkiej sztuki.


W efekcie końcowym wrócił do swojej żony, już niemłodej, ale prawdziwie wielkiej aktorki, i Galina Pietrowna znowu została sama.


A później, na dwa lata przed wybuchem wojny, pojawił się Witieńka Bałakiriew, młody reżyser, który dopiero co skończył instytut treatralny i od razu trafił do ich stołecznego teatru nie ze względu na swoje umiejętności i talent, a ponieważ jego ojciec, Wasilij wasiliewicz Bałakiriew, był znanym antreprenerem*), i miał szerokie koneksje, wszystkich znał i wszystko mógł. Witieńka, co prawda, nie obiecywał zrobić z niej wielkiej aktorki, ale był urodziwy, pewny siebie i o 5 lat od niej młodszy, i kiedy postanowił, że powinni mieć ze sobą romans, to po jakimś czasie wszystko ułożyło się tak, jak to sobie zaplanował.



...................................................


*) antreprener - dyrektor finansowy teatru, producent teatralny

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×