Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /35
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-13
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń106

Co do reszty, jak mu się zdawało, ze strony Niemców nie miał się czego obawiać. Hitlerowskich porządków - gdyby, co nie daj Bóg, do nich w ogóle doszło - nie miał zamiaru kwestionować, a iść do roboty w ramach jakichś ich urzędów czy instytucji, o czym pisano w gazetach na terytoriach okupowanych, ani myślał! Jakby mu jednak zaproponowano fotel dyrektora teatru i możność wystawiania Schillera czy Hauptmanna - do tego pomysłu już się tak na wszelki wypadek przygotował... Chociaż, oczywiście, dużo bardziej chciał, żeby tego wszystkiego wcale nie było, żeby hitlerowcy i nie wzięli Moskwy, i w ogóle zostali rozbici - i to im prędzej, tym lepiej.


Rozmawiając właśnie z synem, skłaniał się do myśli, że to raczej wątpliwe, iż wróg wkroczy na Kreml, zaś podpity Witieńka oponował, że skoro tamci już weszli do Żaworonek, to całkiem możliwe, że są już także na peryferiach miasta.


- To po jakiego czorta się zabierasz za ten cały swój nowy teatr, jeśli tak lekko twierdzisz, że oni już tutaj są? - w końcu zapytał Wasilij Wasiliewicz, z konsternacją ponosząc siwą brew.


Witieńka już od początku, kiedy tylko Niemcy zaczęli bombardować Moskwę, chociaż bardzo bał się nalotów, mimo wszystko nie wyjechał na wschód, ponieważ jeszcze bardziej bał się ewakuacji, gdzie z dala od ojca wojsko mogłoby go wyreklamować, i jak inni rówieśnicy musiałby iść na front, a już nieco później został w domu na zasadzie inercji: w swoim przy rodzicach mieszkaniu, w pobliżu ojca, było mu jakoś mniej strasznie, do wszystkiego tam przywykł, no, i przy okazji miał też syty, darmowy stół; stary atreprener, ze swoją szeroką naturą, kazał matce, by ta, niczego nie żałując, sprzedawała cenne rzeczy i kosztowności i nawet wydawała gruby pieniądz, byleby tylko w domu wszystko szło zawsze jak dawniej - i po staremu.


Raz już odmówiwszy zgody na ewakuację, Witieńka z czasem przybrał pozę cynicznego stoika, któremu tak naprawdę wszystko wisi i który niczego się nie boi. Było to tym łatwiejsze, że do jego papierów tutaj w Moskwie nikt nie mógł się przyczepić, i jedynym źródłem jego przerażenia były nie bardzo silne w ich rejonie bombardowania, w czasie których zresztą zawsze przesiadywał w moskiewskich schronach.


16. października*) nie wyjechał, ponieważ ojciec spokojnie mu zapowiedział: *Pożyjemy - zobaczymy. Jeśli wyjedziesz beze mnie - sobie tylko podziękuj*.


Później, kiedy już pierwsza panika minęła, Witieńka raptem uwierzył w to, że Niemcy jednak wcale do Moskwy nie wejdą. Odezwała się w nim ojcowska administracyjna żyłka, i on, marny reżyser, pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ni stąd ni zowąd stał się człowiekiem życiowo absolutnie niezbędnym, kiedy z grupy aktorów, którzy zostali w stolicy po ewakuacji, zaczęto organizować nowy zespół dramatyczny. Wszystkie te aktywne działania i zabiegi pochłonęły go całkiem. W samym środku tych starań przesłał przez znajomego ten swój, znany już nam, wiele obiecujący i nieco wyolbrzymiający jego własną rolę list, jaki Galina Pietrowna otrzymała w dniu wyjazdu Połynina.



..................................................


*) 16. października /1941/ - data pierwszej ewakuacji ludności z Moskwy

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Coraz bardziej wciąga mnie opowieść. Witeńka miał wiele samozaparcia w organizowaniu nowego zespołu aktorów. No coż ! Była to Jego pasja i w środowisku aktorskim był niezbędny.
Miłego dnia.
© 2010-2016 by Creative Media
×