Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /36
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-14
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń178

W czasie jednak ostatnich 5 - 6 dni, kiedy Niemcy po przerwie rozpoczęli kolejną ofensywę na Moskwę i w niektórych miejscach podeszli nawet na odległość 60 - 70 kilometrów, Witieńka ponownie się przeląkł. Co będzie, jak walki zaczną się już na peryferiach miasta? Tym bardziej, gdy Niemcy się tutaj wedrą nieoczekiwanie? Zwłaszcza strach przed tym ostatnim wprost go obezwładniał, teraz bowiem nie mógł już ot, tak po prostu wziąć i sobie odjechać, nie mógł już wycofać się z zajęć w tym nowym swoim teatrze, bo to on - ten teatr - był teraz dla niego jedynym w tym miejscu ratunkiem przed frontem i w miarę wiarygodnym alibi. I w ogóle komu jeszcze, prócz ojca, mógł wyjawić wszystkie swoje strachy i obawy, jakie ten przed chwilą usłyszał w odpowiedzi na pytanie: po kiego diabła wziął się za organizowanie nowej teatralnej trupy, skoro myśli, że hitlerowcy wygrają?


Wysłuchawszy chaotycznych wyjaśnień syna, Wasilij Wasiliewicz zgniótł w białych palcach serwetkę i ze wstrętem odrzucił na stół.


- Wiesz ty co? Mniej się, chłopie, przejmuj!

- Co?

- Nie gorączkuj się, powiadam. Dojdą - nie dojdą! Pożyjemy - zobaczymy! A to, że nareszcie z całym tym teatrem zacząłeś serio coś robić i zostałeś jego administratorem - to jest tylko na plus! Już dawno ci miałem to powiedzieć, że reżyser z ciebie marniutki, tak czy owak drugiego Stanisławskiego - nawet przy moich staraniach - nigdy z ciebie nie będzie!


Powiedział to jak na swoje nienaganne maniery niezwykle brutalnie, gdyż nie był w stanie pohamować wzgardy, jaką odczuwał na widok tak otwartego tchórzostwa. Przywykł już do tego, że Witieńka lubił nosa zadzierać, często był zarozumiały i pyszałkowaty, wypowiadał się z arogancją, a nawet z impertynencją, więc zwykle wysłuchiwał tych jego zuchwalstw z ironiczną obojętnością - no, dobra, niech się chłopaczek wyskacze i wyszumi! - teraz jednak wraz z pogardą czuł całą moc swojej wyższości nad nim i nie odczuwał żadnej potrzeby, by ważyć swoje słowa.


Spojrzawszy kątem oka na drzwi do gabinetu, dopiero teraz zauważył, że były niedomknięte.


- Idź i je zamknij, - powiedział do syna. - Chłopiec nie powinien tego słuchać.

- Toż on tam śpi jak suseł. - Witieńka zajrzał za półotwarte drzwi, po czym, przymknąwszy je, znowu zasiadł przy stole.




9




W gabinecie Wasilija Wasiliewicza na jego wielkiej skórzanej kanapie, położywszy głowę na ciemnozielonej skórzanej poduszce, leżał chłopczyk, o którym raptem sobie przypomniał stary Bałakiriew; leżał i nie spał, do głębi serca przejęty wszystkim, co usłyszał po tym, jak goście się już rozeszli, i ze snu nagle wyrwał go tubalny głos dziadka, kiedy ten zaczął krzyczeć o jakichś Żaworonkach.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×