Przejdź do komentarzyCo w śniegu piszczy? Leśna opowiastka Mexa
Tekst 9 z 11 ze zbioru: Opowiadanie dla dzieci
Autor
Gatunekprzygodowe
Formaproza
Data dodania2020-02-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń283

Co w śniegu piszczy? Leśna opowiastka Mexa


Cześć dzieciaki! To ja, Mex. Dziś z kolei opowiem wam o mojej niezwykłej przygodzie na leśnej polanie. W samym środku lasu... No to zaczynam:

W sobotni poranek wybrałem się razem z moim psem Hugo na długą wędrówkę po lesie. Wszędzie leżał jeszcze śnieg, ale wyraźnie czuć już było zapach nadchodzącej wiosny. Na łonie natury jej pierwsze oznaki czuje się zawsze dużo wcześniej. W niektórych miejscach się też widzi… ba, nawet i słyszy czasami. Tak jak ja dzisiaj słyszałem — spod śniegu, a właściwie — spod ziemi. Co słyszałem? Piski. Przeciągłe piski. A takie piski, jak nic, oznaczają nadchodzącą wiosnę. Co piszczało? Krety. Niektóre najwyraźniej czują już wiosnę, i przygotowując się do rui, walczą ze sobą o dominację. Krety, choć z natury żyją samotnie, w czasie rui spotykać się muszą, to oczywiste, ale zachowują się wtedy wobec siebie bardzo agresywnie. Stąd te piski dochodzące z podziemnych tuneli.

Ja sam bym może nawet i nie zauważył tej kreciej akurat oznaki nadchodzącej wiosny, ale pomógł mi w tym Hugo. Bo kiedy tak wędrowaliśmy obok leśnej polany, ten skoczył nagle w śnieg i jak nakręcony zaczął kopać. Zatrzymałem się zdziwiony i przez moment przypatrywałem się mu.





Po chwili przyszło mi na myśl, że jakieś myszki pewnie wyczuł i żal mi się ich zrobiło, dlatego kazałam mu przestać kopać.

Hugo to bardzo posłuszny pies, na moje: „zostaw” — natychmiast przestał kopać, ale zdziwił się bardzo. Tym razem on.

Widząc ogromne zdziwienie w jego oczach, buchnąłem śmiechem. W końcu zawołałem: „siad” i kazałam mu czekać aż do niego podejdę. Teraz znów ja zrobiłem wielkie oczy ze zdziwienia, bo kiedy tak zbliżałem się do niego, z odległości może jakieś 10 metrów, zobaczyłam wyłaniającą się ze śniegu ziemię. Powolutku rósł mały kopczyk.





Natychmiast sięgnąłem po aparat fotograficzny, który zawsze mam przy sobie i go sfotografowałem. Po czym, aby nikomu nie przeszkadzać w podziemnej pracy, obszedłem go szerokim łukiem. Był jedynym na całej polanie. Jak wzrokiem sięgnąć. Hugo, zdyscyplinowany, szedł za mną noga w nogę, a właściwie łapa w nogę. Szliśmy cichutko i powoli. Aż tu nagle rozległ się pisk. Jakiś dziwny, spod ziemi. Po chwili drugi. Bardziej przeciągły. Hugo pewnie też usłyszał, bo zatrzymał się natychmiast i w charakterystycznej pozie — z podniesioną przednią łapą — zaczął intensywnie wietrzyć i nastawiać uszu. Staliśmy przez chwilę znieruchomiali. Piski powtórzyły się jeszcze parokrotnie, ale gdzieś jakby dużo dalej. Nagle, niemalże pod moimi łapami... oj, chciałem powiedzieć — nogami, zaczęła wychodzić ziemia spod śniegu.




Hugo warknął cichutko. Nakazałem mu ciszę i wpatrywałem się w to rosnące zjawisko. A zjawisko, czyli kopczyk, rósł w oczach. Rósł i rósł, a ja w tym czasie zastanawiałem się nad tym, co wiem o kretach.





Przypomniało mi się, że kiedyś, przed laty, moja babcia czytała mi napisaną przez siebie bajkę o krecie Binoklecie i później razem szukaliśmy w Internecie informacji o krecim życiu. Zrobiłem to samo i dzisiaj po powrocie z lasu, dlatego wiem, że kret nie zapada w sen zimowy. Jest zwierzęciem bardzo aktywnym i ruchliwym. Żyje około 2 do 4 lat. Prowadzi życie podziemne. Rzadko pojawia się na powierzchni ziemi, chyba że musi z jakiś tam swoich powodów. Porusza się wtedy bardzo niezdarnie. Pod ziemią wykopuje system tuneli na głębokości 20 do 50 cm i średnicy 6 cm. Jest wyjątkowo pracowitym ssakiem. Korytarze kopie z prędkością 12 do 15 m/godz. Jego tunele rozciągają się na długości około 100 do 200 m, czasem są nawet dłuższe — do 1 km. Wiem też jak wygląda jego spiżarnia. Dużo w niej żywych dżdżownic. Bo to akurat dżdżownice są jego głównym pożywieniem.

Ciekawe, prawda? No dobrze, wracam jeszcze do obserwowanego przeze mnie i Hugo kopczyka, który ciągle rósł. Nie chciałem przeszkadzać krecikowi w pracy, więc wycofałem się z tego miejsca, odwołując Hugo z postawy: „wietrz i nasłuchuj”.




Nigdy nie zdarzyło mi się niszczyć krecich kopczyków, albo, co gorsza, płoszyć je jakimiś wymyślnymi sposobami. W ogóle je nie płoszę. Nawet u nas w ogrodzie… A niech sobie żyją spokojnie. Przecież mają na tym świecie jakieś zadanie do wykonania. Dobrze, że zostały wreszcie objęte ochroną gatunkową. Wprawdzie tylko częściową, ale dobre i to. Przecież one też do wszechświata należą i też chcą żyć.

Zima jeszcze nie całkiem odpuściła, zapowiadany jest jej kolejny atak. Ma trwać prawdopodobnie około tygodnia. Jednak, jak mówi mój tata, będą to już jej ostatnie podrygi. Co nie znaczy, że możemy ją bagatelizować. Teraz tym bardziej musimy na siebie uważać, gdyż akurat teraz, na przedwiośniu, jak mówi z kolei moja mama, organizmy mamy najbardziej osłabione, nietrudno więc o różnego rodzaju problemy ze zdrowiem.

Idzie jednak ocieplenie. Świadczą o tym co rusz pojawiające się krecie kopczyki. A kret zna się na pogodzie. Ha, jak mało kto!

A czy ktoś z was słyszał kiedyś chrapanie kreta? Ja parę razy już słyszałem. Trzeba mieć szczęście i przyłożyć ucho do tego akurat kretowiska, w którym umęczony pracą krecik śpi. Jak usłyszy się takie charakterystyczne charkotliwe dźwięki, to będzie właśnie krecie chrapanie. Mało kto wie, że kret, jako niestrudzony pracuś, drąży tunele przez około 4 godziny, po czym zapada w sen, bardzo głęboki sen. Śpi tak przez około 3 godziny i wtedy chrapie donośnie… Jak to kret.





Mam nadzieję, że zaciekawiło was życie kretów. A przede wszystkim, że nigdy nie będziecie robić im krzywdy. Gdziekolwiek na ich kretowiska się natkniecie.

Jeśli macie ochotę przeczytać jeszcze mojej babci bajeczkę o krecie Binoklecie, to oto i ona:



Marzenie kreta Binokleta


Krecik Binoklet miał wielkie marzenie:

Dwie leśne polanki połączyć tunelem,

By w czasie zimy skrócić swe łażenie,

Kiedy przyjdzie mu odwiedzać kretkę Melę.


W zimie jest trudno pokonać polanki,

Gdy śniegu nasypie zima sroga.

A ma już dość odwiedzania kretki Anki,

Chce do Meli... Z nią każda chwila błoga.


Pewnego razu, przed zimą krótko…

Binoklet się ostro zabrał do kopania,

Lecz wnet niespodziewanie zarył bródką

I przekop tunelu przerwał u zarania.


Zdenerwował się wtedy okropnie,

Bo ból potężny przeszył ciało jego.

Lecz w mig za zwały chwycił przytomnie,

By bólu nie cierpiało choć jego ego.


Niełatwo Binokletowi szło to kopanie,

Gdyż ból bródki wciąż jeszcze czuł,

Ale że przed oczami miał swoje kochanie,

Nie ustawał... i wnet tunelu wykopał pół.


Gdy zdał sobie sprawę — jak daleko jest już,

Poczuł w sobie przypływ sił przeogromny.

I nim się spostrzegł, polanka Meli była tuż,

Wtedy aż usiadł z radości półprzytomny.


Wnet Meli udowodni, że mężem jej być może.

A ta myśl czyniła go bardzo szczęśliwym...

Wszak pozbędzie się cienia na swym honorze,

Gdy pokaże — jaki jest pracowity i spolegliwy.


Krecik Binoklet ze szczęścia aż promieniał…

Poprawił binokle i kopać zaczął na powrót.

Szedł jak przecinak — podziemie w tunel zamieniał,

I nim się obejrzał, był już u Meli kopca wrót.


Ze szczęścia zbrakło mu tchu, serce waliło młotem,

Wystawił więc głowę wśród traw Meli polanki,

By łyknąć powietrza… i wtem zawrócił, i pobiegł z powrotem,

Bo nagle żal mu się zrobiło kretki Anki.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×