Przejdź do komentarzyWilcze spojrzenie. cz. 10
Tekst 11 z 20 ze zbioru: Powiastka Nr 11
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-03-01
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń64

JARMARK BOŻONARODZENIOWY

WITA MIESZKAŃCÓW BOROTY „


Przeczytała wielki czerwony napis tkwiący na białym kawałku materiału zawieszonego przy drewnianej bramie. Aby dojść do swojego stanowiska musiały minąć kilka stoisk. Pierwsze co rzuciło się Grecie w oczy, to oświetlone renifery, obok stał duży fotel Mikołaja, gdzie każde dziecko mogło na nim usiąść i zrobić zdjęcie. Następną atrakcją była scena, na której dzieci, jakże i Chór Boskich Dam śpiewali przepięknie kolędy. Najbardziej przyciągała mieszkańców ogromna kolorowo oświetlona karuzela, na której zamiast tradycyjnie koni były bombki, śnieżki, elfy i krasnale. Przechodząc dalej minęła stoisko brokatowych tatuaży, takie ze stroikami świątecznymi, a także zorganizowane były warsztaty dla dzieci, gdzie mogły nauczyć się robić ozdoby świąteczne z papieru. W końcu dotarły do swojego stanowiska, które Zoja uprzednio udekorowała. Obok nich znajdował się stół z wigilijnymi potrawami. A one ułożyły pięknie na swój stół ciasta: serniki, pierniki i makowce. Dodatkowo miały palnik gazowy, na którym zrobiły grzańca z wina. Ledwo co zdążyły się rozstawić, a już ustawiła się kolejka do ciasta. Greta była zadowolona. Nie sądziła, że taki niby zwykły jarmark może być fajną atrakcją miasteczka. Te zapachy, kolędy i oświetlenia sprawiały, że w dziewczynie udzieliła się magia świąt. Dotychczas ich życie, każde święta były puste i samotne, bo kto chciałby spędzać święta tylko we dwójkę. Tutaj widać od razu, że ludzie się jednoczą. Są zgrani, między nimi pała miłość. To był piękny widok.

Elizabeth nalała w czerwone kubki grzańca i ustawiła na tacy, drugą zaś zapełniła pokrojonym w dużą kostkę ciastem.

Zoja?! Greta?! - zawołała dziewczyny, które natychmiast podeszły do niej. - Dziewczynki wpadłam na pewien pomysł, aby każda z was wzięła wybraną przez siebie tacę, przeszła się między stoiskami i rozdała ich zawartość. Oczywiście weźmiecie ze sobą puszkę do której będziecie zbierać datki. Dacie radę?

Przyjaciółki spojrzały na Elizabeth z zapałem w oczach.

Z radością spełnimy twoje życzenie mamuś.

Kobieta odetchnęła z ulgą czując ciepło w sercu. Udało jej się dostrzec w córce taką moc spełnienia. Dostała energii i bawiła się świetnie. Ona także od maleńkości uwielbiała ten czas jarmarkowy spędzany wśród mieszkańców.

Zoja, weź tacę z ciastem, a ja wezmę ta z grzańcami. - zadecydowała rudowłosa nastolatka.

Ok. To pójdźmy w tę stronę, - wskazała lewa. - a potem przejdziemy druga stroną i dotrzemy do mety, czyli naszego stoiska.

Dobrze więc chodźmy.

Ciasta i grzańce rozchodziły się jak przysłowiowe „ciepłe bułeczki”. Greta podeszła do wesołej pary.

Dobry wieczór. - zagaiła. - Może poczęstują się państwo gorącym grzańcem i ciastem?

Małżeństwo ochoczo chwyciło za kubki z gorącym płynem i ujęli w dłonie po kawałku ciasta.

To miłe z waszej strony dziewczynki, że pomagacie swoim rodzicom. - rzekła ciemnowłosa miła kobieta.

Właściwie jesteśmy tu z moją ciocią i mamą koleżanki. - odparła niemal natychmiast Zoja wskazując ich stanowisko.

Mężczyzna był zaintrygowany kobietą obok Brendy, którą znał od wieków. Natomiast ta szczupła blondynka stojąca obok niej, również wydawała mu się znajoma. Po chwili zaczął kojarzyć fakty, gdy nagle jego syn rozproszył mu myśli.

Mamo, tato widzieliście? Na tamtym stoisku są grzańce!

Dopiero po chwili zorientował się, że rodzice nie są sami i właśnie piją takiego grzańca.

O! Przepraszam nie zauważyłem was. Mogę ten ostatni kubek?

Zapytał dziewczynę za spuszczoną głową, gdy ja uniosła natychmiast rozpoznał dziewczynę z biblioteki. Znowu poczuł to dziwne przyciąganie. Starał się temu oprzeć, ale chęć rozmowy z nią zwyciężyła.

Ależ proszę. Tylko jest jeden warunek. Musisz wrzucić do puszki jakiś banknot. Zbieramy pieniądze na schronisko z psiakami.

Doprawdy? Nie ma sprawy. - wyciągnął pogięty banknot z kieszeni i włożył do puszki. Po czym sięgnął po grzańca i upił łyk. - Pyszny. Sama go robiłaś?

Greta patrzyła na niego jak w obrazek. Biła od niego jakaś woń, lecz nie były to perfumy. Jakieś dziwne przyciąganie czuło się w powietrzu. Jakby niewidzialna nić ściągnęła ich ku sobie. Zoja to natychmiast to zauważyła i jego ojciec też.

Greto? Brandon ciebie o coś zapytał. - zwróciła się do przyjaciółki.

Dziewczyna wróciła do rzeczywistości potrząsając głową, tak jak budzi się zwykle ze snu.

A, tak grzaniec. Zrobiła go moja mama.

John poruszył się niespokojnie.

A twoja mama jak ma na imię? Chyba jesteście nowe w miasteczku?

Tak. Przyjechałyśmy całkiem nie dawno. Nazywam się Greta Anderson. A moja mama ma na imię Elizabeth.

John Collins zamarł. Ludność wokół stanęła nieruchomo, jakby ktoś rzucił na nich urok. A on? Cofnął się w czasie. Znów stał się młodym walecznym kawalerem. Jego oczom ukazało się wspomnienie. Polana, biegnące wilki, oni. Czterech mężczyzn i on Jahred Anderson – zdrajca, którego zgładzili. Niestety związał się z wampirką Elizabeth, a ich bękartem była Greta. Powrócił do bliskich. Musi natychmiast powiadomić o tym Thomasa Andersona. - przywódcę ich sfory.

Kochanie? - mężczyzna zwrócił się do żony. - Przejdźmy dalej.

Dobrze drogi mężu. - odrzekła Zehra.

Para oddaliła się do stoiska ze stroikami świątecznymi. Młodzieniec został chwilkę dłużej. Greta przyuważyła, że był zdenerwowany, ponieważ przebierał nogami w miejscu, albo może było mu zimno. - zachichotała w myślach

No to my pójdziemy... - zagaiła chcąc się pożegnać i wyjść z tej niezręcznej sytuacji.

Ciszę przerwał Brandon.

Zaczekaj. A może miałabyś chęć wpaść w piątek na imprezę w lesie. Mam swoją paczkę znajomych i gdybyś chciała...

Greta spojrzała na Zoję zaskoczona i onieśmielona.

Ja, to... Nie wiem czy... - zająknęła się.

Zoja spojrzała na nich i już wiedziała, że jest między nimi chemia. Jak to w jej zwyczaju odważnie wtrąciła się, przytuliła Gretę i odpowiedziała za nią:

Na pewno będziemy. Bo chyba możemy przyjść razem? Jesteśmy nierozłączne, jak papużki. - wyszczerzyła zęby w chytrym uśmieszku.

Myślę, że nie stanowi to problemu i nic się nie stanie jak zaszczycisz nas także swoją osobą. Zapewne każdy przyjdzie ze swoimi znajomymi i będzie nas o dwa razy więcej. - zaśmiał się krótko, nieco już rozluźniony.

To o której mamy się stawić? - zapytała unosząc dumnie głowę.

O dwudziestej pasuje wam?

Oczywiście. Prawda Greta?

Dziewczyna nieśmiało spojrzała na Brandona.

Oczywiście. - powtórzyła po kompance patrząc na niego jak zahipnotyzowana.

Brandon spostrzegłszy jej maślane oczy pożegnał się szybko:

No dobra. Wracam do rodziców. Trzymajcie się i do zobaczenia na imprezie.

Cześć. - odpowiedziały jednocześnie.

Zoja podskoczyła do góry nabuzowana energią.

Greta! Czy wesz co się przed chwilą wydarzyło?! - krzyknęła podekscytowana.

No jakoś chyba nie koduję. - zebrała puste tace i ruszyła do stoiska.

Zoja podskakując jak mała dziewczynka dorównywała jej kroku.

Idziemy na imprezę! Zaprosił nas najprzystojniejszy chłopak w szkole! Słyszałam, że te ich imprezy są mocno odjazdowe.

Cóż, bardzo możliwe...

Zoja przerwała jej i nadal z jej ust wydobywał się potok słów.

Greta, czy to nie dziwne? Dopiero co przeprowadziłaś się, a taki słodki Brandon, z którym pierwszy raz rozmawiasz, nagle zaprasza ciebie na imprezę?

Greta przystała i spojrzała na przyjaciółkę wymownym wzrokiem.

Co jest? - zapytała z zaciekawieniem, czuła że ona coś ukrywa.

No, bo ja... Bo my...

Toć wysłów się. - ponagliła ją zniecierpliwiona.

Bo my już trzy razy się widzieliśmy.

Jak to? Spotykacie się? Randkujecie?

Greta zaprzeczyła kręcąc głową.

Nie. To nie tak.

A jak? - Zoja stanęła w rozkroku zaplatając ręce na klatce.

Bony Zoja. Zdarzyły się pewne sytuacje o których ci nie mówiłam, bo sądziłam, że nie mają one większego znaczenia.

Ależ mają, mają. - upewniała ją w przekonaniu. - Opowiedz mi wszystko ze szczegółami.

Pamiętasz mój pierwszy dzień szkoły? Do tej pory wszyscy się ze mnie nabijają i mają za wariatkę. Chodzi o tych dwóch kolesi co mnie zaatakowali w łazience. To Brandon był moim wybawcą. Daj mi skończyć. - rzekła widząc, że Zoja już chce komentować. - Następną sytuacją było to, że gdy poszłam na spacer to znalazłam się na polanie, tam rozbolała mnie mocno głowa i znowu zemdlałam. Wtedy również znalazł mnie Brandon i zaniósł do domu. Trzecią sytuacją była chwila gdy poszłam po dziennik w szkole, to na korytarzu Renie mnie zaatakował, groził jakimiś głupotami i ktoś nagle warknął na niego. Głos dochodził z wieżyczki, gdy tam weszłam okazało się, że tam znajduje się biblioteka, która okazała się bezludna. I nie wiadomo skąd pojawił się Brandon. Byłam pewna, ze to on krzyknął do Renie, ale twardo zaprzeczał i wyzwał mnie od wariatki. Dlatego dziwię się bardzo, że dziś był taki dla mnie miły i jeszcze zaprosił na imprezę. Nie sądzisz, że w tym czai się jakiś podstęp?

Zoja zamknęła swoje rozdziawione usta.

Doprawdy miałaś zaskakujący tydzień. Z tego co mówisz wygląda to na zwyczajny przypadek, albo on jest jakimś twoim pierdolonym aniołem stróżem.

Greta spojrzała na nią rozzłoszczona.

Ta, jasne... A może ktoś mu płaci za ochranianie mnie?

A któż to wie. Greta, a może on się w tobie podkochuje?

Co?! - krzyknęła rozjuszona. - Nic z tych rzeczy! Nigdy! On jest taki zadufany w sobie, pewny siebie samiec Alfa. Nie lubię takich władczych facetów.

Jo! A niby jakich ty lubisz skoro żadnego nie miałaś? Przecież nie masz rozeznania. No... To fakt. Dooobraa, zostawmy już to. Chodź, bo mama jakoś dziwnie patrzy się na nas.

A, no. Ok. Wracajmy.






  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×