Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /56
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-03-06
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń170

- To świetnie, - szybko powiedział dyrektor, i jego wesoła mała twarzyczka spod strzechy siwych włosów chytrze, po lisiemu się zmarszczyła. - Proszę podziękować Wiktorowi Wasiljewiczowi, bo to on tak zaocznie panią tutaj nam wciąż forsował! Po Nowym Roku od razu zaczynamy repetycje, wracamy do sztuki... - i tu podał tytuł dramatu, który jeszcze przed wybuchem wojny narobił sporo szumu. - Zagra pani jedną z bohaterek z drugiego planu - musimy sprawdzić, jak się pani zaprezentuje, więc proszę nie mieć pretensji.


Galina Pietrowna szczerze odparła, że o niczym lepszym nawet marzyć nie mogła. Cała ta rozmowa z nim wydawała się jej jakimś szczęśliwym snem.


- Niech pani poćwiczy, a po ośmiu - dziesięciu spektaklach wyjdzie pani na scenę i zagra, nie wcześniej! Sama pani wie, że aktorki, które już występowały w jej roli - to istoty zazdrosne i zawistne, tym bardziej, im szybciej się starzeją, - z kpiarskim ukłonem w jej stronę dawał jej do zrozumienia, że chociaż mówi z nią nie tak do końca poważnie, oddaje także co cesarskie jej urodzie i pięknej aparycji. - To co? Jadę, - w końcu, odsuwając dłonie od nagrzanej kuchenki, zwrócił się do Witieńki, - jeśli wasze modlitwy sprowadziły już ten samochód...


- Jedzie pan prosto do domu? - zapytał tamten w odpowiedzi.

- Tak, a co?

- O ile to nie będzie zbyt trudne, to proszę, niech pan odeśle go do nas z powrotem, - odparł Witieńka, skinąwszy głową na Galinę Pietrowną.

- Za kwadrans kierowca będzie w teatrze, - zapewnił dyrektor i, chwyciwszy gorącą od płytki kuchennej ręką dłoń aktorki, pochylił się i po dżentelmeńsku ją ucałował. - Do przyszłego roku!


Po czym wyszedł, a Witieńka, poprosiwszy ją, by jeszcze z dziesięć minut tutaj na niego zaczekała, poleciał pozałatwiać do końca jakieś swoje teatralne sprawy.


Została sama w maluteńkim pokoiku, grzejąc nad kuchenką zmarznięte dłonie tak samo jak przed chwilką starszy pan i wyobrażając sobie, jak to wszystko teraz będzie: jak ona pójdzie na pierwszą próbę, kto jeszcze będzie z nią grać i w ogóle jak wszystko to się jej ułoży w tym nowym zespole; być może nareszcie dobrze, nie tak, jak przedtem! Ze dwa czy trzy razy jacyś obcy ludzie uchylali drzwi, zaglądając do środka, i widząc, że jest tam tylko ona sama, znowu je zamykali.


*I dokąd teraz? - pomyślała. - Do domu?* Ale w jej plecaku nie było już nic do zjedzenia. Na tej przedostatniej stacji tuż przed Moskwą, gdzie pociąg zatrzymano na dwie godziny, razem z Maszą obie zjadły ostatni suchar. A może poprosić Witieńkę, żeby kierowca odwiózł ją do niej?


Tak myślała, jednocześnie przeczuwając, że Witieńka zaprosi ją do siebie do domu i że wtedy ona nie znajdzie sposobu, by jemu odmówić. Nie będzie przecież mogła mu wyjaśnić, dlaczego teraz, po tym, jak zrobił dla niej wszystko, co obiecywał, raptem mu powie: - Nie.


*Wpadnę tam tylko na kolację, a potem zaraz odjadę.* - niepewnie pomyślała.


Witieńka po powrocie do pokoiku śpiesznie narzucił swój wiszący na ścianie półkożuszek i uszankę i tak, jak sądziła, zaprosił ją do siebie. W milczeniu skinęła głową.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Witeńka, to dobry człowiek, jakby czytał w myślach Galiny, że może być głodna. Perspektywa otrzymania roli w teatrze trochę zmieni jej sytuację.
Miłego dnia.
avatar
Wszędzie na świecie są dobrzy i źli ludzie. Witeńka jest przykładem człowieka o dobrym sercu. Zawsze miałam sentyment do zwykłych Rosjan, bo wielu z nich emanuje ciepłem, serdecznością... i zwykłą przyzwoitością.
avatar
Podobnie, jak Michalszka mam sentyment do zwykłych ludzi w Rosji, a niegdyś ZSRR. Objechałam ten kraj,a znajomość języka ułatwiał kontakty. Wszędzie spotykałam się z gościnnością.
avatar
Postać Witieńki jest bardzo niejednoznaczna. Takich jak on prosty lud nazywa dekownikami. Fakt, że nawet własny ojciec uważa go za tchórza i za beztalencie coś nam mówi o jego charakterze.

Z Galiną Pietrowną nie ożenił się i nie założył z nią rodziny, chociaż byli razem od ładnych paru lat. Stara służąca i kucharka Bałakiriewów też wypowiada kilka znaczących zdań pod jego adresem.

W tej prozie charakterystyka postaci NIE JEST PODANA NA TACY. To Czytelnik sam musi sformułować opinię i na temat tytułowego bohatera Połynina, i jego ukochanej, i Wołodii, i pozostałych osób tej wojennej historii
avatar
Wnioski wyciągnęłam z ostatniego fragmentu. Być może zmienię zdanie. Nigdy rys człowieka jest tylko biały. Są i rysy na charakterze, a zależy to od wielu sytuacji.
© 2010-2016 by Creative Media
×