Przejdź do komentarzyZamek Wulzburg /6
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-05-18
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń98

Kiedy wróciłem, *Elton* stał cichy z otwartymi ładowniami. A więc na dzisiaj rozładunek się zakończył. Więźniowie zniknęli. Na komingsie pierwszego luku siedział kapitan i z ponurą miną patrzył w dół.


- Do dupy taka robota, - ujrzawszy mnie, powiedział. - Patrz. Prawie nic nie wyładowali. Tak to nawet miesiąc będziemy tu stać jak nie dłużej! Sami chyba powinniśmy to zrobić. Spróbuję dogadać się z Buschem. A co z *Ausumą*? Odpływa?


Opowiedziałem, co usłyszałem u Estończyków.


- A więc to tak... Jadę do Berlina. Dowiem się, o co tu chodzi.


W nocy przy naszej burcie stanął nasz parowiec *Hassan*, i rano poszliśmy do nich pogadać o tym, co działo się w porcie.


W kajucie starszego mechanika oprócz samego jej gospodarza siedział kapitan Hrisanf Antonowicz Balicki i kaowiec Paweł Bartolomiejewicz Griebienkin. Wszyscy byli wyraźnie poruszeni.


- Naprawdę niepokoi to ogromne skupisko okrętów wojennych i stosunek do nas władz portowych. - nerwowo poprawiając swoje pince-nez na nosie mówił kapitan *Hassana*. - A ci gestapowcy! Toż to wprost jakieś chamstwo! Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie widziałem... I te wojenne przygotowania. O co tu chodzi?

- W ogóle dzieje się coś podejrzanego, - poparł go starszy mechanik Ustinow. - Tylko 14 czerwca naliczyłem aż 13 wielkotonażowych statków, które wyszły stąd pełne żołnierzy i wszelkiego uzbrojenia, a następnego dnia dwa z nich wróciły z powrotem puste. Czyli wyładowano je gdzieś całkiem blisko.

- Busch w wielkim sekrecie powiedział, że wszystkie te przygotowania są skierowane przeciwko Anglii, - dodał nasz kapitan, - ale chyba pojadę do Berlina do naszego przedstawicielstwa Floty Dalekomorskiej i pójdę tam do samego Gorłowa. Jak myślicie, warto?

- Jak najbardziej. To tylko 140 km stąd. Przynajmniej wszystkiego dowie się pan na miejscu. Chociaż z drugiej strony, całkiem niezrozumiałe jest to, że nasi wciąż posyłają do Szczecina kolejne statki?? Niczego o niczym nie wiedzą i nie podejrzewają? Przecież radio działa!

- Tak przy okazji powiem wam, panowie, że niedawno z Berlina przyjeżdżał przedstawiciel naszej republiki, więc przekazałem mu, co się tutaj dzieje i poinformowałem o naszych obawach, a wtedy ten zaczął mnie obsztorcowywać i obwiniać o panikarstwo! Myślałem, że się pod ziemię zapadnę! Obiecywał, że za kilka dni zakończą tutaj nasz załadunek, i *Hassan* weźmie kurs na Leningrad.

- Byleby jak najszybciej, - westchnął Griebienkin. - Wkurza już cały ten przestój i to dookoła nas niemieckie psie wesele.


Posiedzieliśmy na *Hassanie* może jeszcze pół godziny, po czym nadal niepewni ni dnia, ni godziny wróciliśmy na pokład *Eltona*. Uczucie trwogi rosło, chociaż nikt nie chciał mówić, co o tym wszystkim myśli. A nuż uznają, żeś defetysta i panikujesz. Balicki jednak wydał rozporządzenie: *Trzymać statek i wszystkie maszyny w 5-minutowej gotowości*. Na wypadek, by w razie czego z całą naprzód natychmiast opuścić port.

  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Cały czas jestem.
avatar
W imieniu Jurija Klimiencienko dziękuję - bardzo - wszystkim, którzy sekundują tej prozie :)

Marynistyka to wciąż jeszcze dla wielu zbyt ekskluzywny rodzaj sztuki, ale to ona wyprowadza nas z naszych Kaczych Dołów na salony świata
avatar
A wystarczy przeczytać Borchardta czy Meissnera.
avatar
Dodałabym do tej znakomitej listy także polarnomorską prozę Aliny i Czesława Centkiewiczów, reportaże Krzysztofa Baranowskiego i Leonida Teligi.

Jako Polacy na arenę światowej marynistyki weszliśmy pod obcymi banderami dopiero w 19. stuleciu (patrz wielki dorobek literacki Józefa Conrada Korzeniowskiego). Współcześni nasi ludzie morza, wychowani tak naprawdę w XX w. przez Tczewską, Gdyńską oraz Szczecińską Szkołę Morską - to znakomite nazwiska, ale KTO DZISIAJ MÓWI O NICH NIE TYLKO PRZY OKAZJI KOLEJNEGO POGRZEBU??
© 2010-2016 by Creative Media
×