Przejdź do komentarzyZamek Wulzburg /5
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-05-17
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń86

Busch uścisnął nam dłonie, zapuścił silnik swojej malutkiej łodzi i odpłynął do siedziby zarządu portu. Następnego dnia przyszła do nas tylko jedna zmiana robotników i to samych starych dziadków. Ledwie się ruszali. A obok na sąsiednim okręcie załadunek szedł pełną parą. Z tyłu za naszą rufą stał estoński parowiec *Ausma*, na którego opuszczano już ostatnie partie ładunku, i przed chwilą sam widziałem, jak marynarze zamykają ładownie. A więc jeszcze dzisiaj statek ten wyjdzie ze Szczecina.


Poszedłem do naszego magazynu, gdzie w żółwim tempie wyciągali kolejne tłumoki z bawełną belgijscy więźniowie. Jeden z nich ze strachem obejrzał się i cicho po francusku poprosił:


- Monsieur, prosimy pana o papierosy, jeśli można.


Wsunąłem mu rozpoczętą paczkę *białomorów*.


- Dziękuję, monsieur. Nie daj Bóg, żebyście trafili w podobne położenie. - I już całkiem szeptem dodał: - Wszystko, co dzieje się w tym porcie - jest przeciwko Rosji.


Z niezadowoleniem machnąłem ręką, myśląc: *Byt określa świadomość. Tym biedakom marzy się, żeby tak właśnie było*.


Ten, widząc mój uśmiech niedowierzania i lekceważący gest, szybko dodał:


- Mój Boże! Proszę mi wierzyć, monsieur. Pracujemy przy tych transportach nie od wczoraj, coś niecoś słyszeliśmy i widzieli. Wojna z Sowietami to kwestia dni.

- Bzdury wygadujecie, dziadku...


Zbliżał się niemiecki ochroniarz, pilnujący więźniów. Belgijczyk szybko schował się za ścianą następnych beli z tekstyliami. Wermachtowiec podejrzliwie na mnie spojrzał i poszedł dalej. Po tej naszej rozmowie pozostał w moim sercu przykry osad.


Wieczorem estońska *Ausma* wciąż jeszcze stała. Dlaczego? Poszedłem na ich pokład. W messie zebrała się załoga i stary kapitan. Zaproszono mnie, bym usiadł razem z nimi. Zapytałem:


- Zaraz odpływacie?


Siwy dowódca pokręcił głową.


- Nie. Nie możemy. Byłem w kapitanacie portu, i tam powiedziano, że wyjście z portu jest zamknięte na czas nieokreślony. Anglicy zrzucili miny na farwater. Co za pech... A nam tu śpieszno do domu... - westchnął staruszek.


Wszyscy twarze mieli ponure. Pożegnałem się więc z nimi, i nikt mnie nie zatrzymywał.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Śledzę cały czas.
© 2010-2016 by Creative Media
×