Przejdź do komentarzyZAMEK WULZBURG 25
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-06-23
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń41

Dziadulo komendant z uszanowaniem pochyla się do konsula, coś mu cicho objaśniając. Zapada cisza, jak makiem zasiał. Dygocą z zimna rozebrani z koszul marynarze. W celi jest kilka stopni ciepła. To bardzo wymowny obrazek, nie wymagający żadnych komentarzy... Szare oczy naszego gościa nie wyrażają żadnych jednak emocji. Jego obojętny wzrok ślizga się po naszych twarzach, po naszych pryczach, stolikach i celi - i Szwed robi krok w kierunku drzwi. Wówczas przed szereg wychodzi nasz tłumacz. Łamanym niemieckim zaczyna mówić:


- Panie konsulu, my tutaj głodujemy! Proszę spojrzeć na internowanych, jesteśmy bici, Niemcy trzymają nas w zimnie, nasi ludzie umierają w lazaracie! Zakazano nam pisać do rodzin, odbierać paczki! Zwracamy się do pana - prosimy nam pomóc! Prosimy powiadomić nasz rząd o tym, gdzie jesteśmy, i co się z nami dzieje...


Komendant z gniewu czerwieni się jak burak. Cóż za tupet! Jak śmieli! Zza jego pleców Weifel potrząsa nam swoim kułakiem. Von Ibach spuszcza wzrok na podłogę, przestępują z nogi na nogę unterzy. We wszystkich celach wciąż jeden i ten sam widok! Co za blamaż! Jedyny opanowany i spokojny człowiek - to ten Szwed. Pochyla głowę i coś zapisuje w swoim notesie.


Nie powiedział do nas ani jednego słowa, lecz i bez tego wszystko wyjaśniał faszystowski znak ze swastyką, wpięty w klapę jego marynarki.


- To już ostatnia sala, panie konsulu. - stary jak świat pruski suchar mówi, ocierając chusteczką spocone czoło.


Weifel stuka obcasami i otwiera drzwi.


Okropnie rozczarowani w milczeniu ubieramy nasze koszule. Nie odezwał się łobuz do nas najmniejszym nawet słówkiem! Chociaż i tak wszystko jasne - po takiej wizycie nie ma czego się spodziewać.


Jednak nie mieliśmy racji. Odtąd do dziennej porcji dodawano 50 gramów buraczanego chleba. To było wszystko, co dla nas zrobił konsul szwedzki, przedstawiciel neutralnego cywilizowanego państwa. Zresztą po trzech miesiącach na przednówku nasze racje chleba z powrotem zmniejszono - o 70 gramów.


Jakie żałosne nie byłyby rezultaty tego spotkania, szkopy jednak wyraźnie poczuli się niepewnie. Zbyt jednoznaczne było zachowanie wszystkich marynarzy. Gestapowiec Zippel nie miał już żadnych wątpliwości, że ktoś niewidzialną ręką musiał sterować obozowym życiem internowanych. I, niestety, nie była to komendantura z jej reżimem przemocy, śledzenia wszystkich i codziennego mordobicia. Nie działa także na więźniów propaganda, te ich niemieckie gazety, pogłoski, specjalnie wyreżyserowane rozmowy z żołnierzami... Kiepsko... Trzeba wymyślić coś skuteczniejszego!

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×