Przejdź do komentarzyŚwiat za obozowymi wrotami /5
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-07-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń307

Któregoś dnia na spacerowym placu podszedł do mnie Wiktor Szuliepnikow. Obejrzał mnie uważnie od stóp do głów, chytrze się uśmiechnął i powiada:


- Coś pan kiepsko się ostatnio prezentujesz. Może przydałyby się panu jakieś nowe chodaki, bielizna jakaś cieplejsza, hę? Jaki pan numer nosisz?


Po paru dniach przyniósł mi do celi najpierw nowe saboty, a po tygodniu wełniane kalesony.


- Panie święty, skąd takie podarki? - spytałem na widok tych dla mnie chodaków, ściskając mu dłoń.

- Z własnych spiżarni, - roześmiał się wesoło.


Okazało się, że obaj z Wiktorem Swirinem we dwójkę całkiem swobodnie przenikali do obozowych magazynów Kollera, kradli stamtąd francuską odzież wojskową, bieliznę, buty i rozdawali to wszystkim, kto tego potrzebował. Podobne ekspropriacje*) stały się możliwe dzięki *pracy* właśnie Swirina, który nieprzypadkowo był obozowym ślusarzem, dorabiał dodatkowe klucze i wyjmował z zamków zapadki. Żaden z nich niezbyt przejmował się tym, co im groziłoby w razie wpadki. Ze strony hitlerowców czekała ich za te kradzieże bezlitosna kara, ale dla dobra swoich współtowarzyszy gotowi byli na wszystko.


I wcale nie byli w tym swoim rzemiośle jedyni. Wszyscy ci, którzy przenosili z miasteczka do obozu nożyczki, pilniki, dłuta, ci, którzy po kawałku przemycili radioodbiornik, ci, co pisali i kolportowali poza Wulzburg ulotki, ci, którzy uczestniczyli w sabotażu i w dywersji w pracy przymusowej w fabrykach i zakładach Weisenbergu - wszyscy oni ryzykowali głową...


Po dwóch z górą latach głodu, codziennego bicia, nieustannej faszystowskiej propagandy i wszelkich prób rozbijania naszej jenieckiej solidarności sześć załóg radzieckich statków pozostało wiernych sobie, Ojczyźnie i gotowych nawet na śmierć, by chociaż jakoś wesprzeć naszych ludzi. Zaczarowany krąg skutecznie chronił nas przed niemieckimi zakusami, by do nas od środka przeniknąć i rozbić nas od wewnątrz. Marynarze dzielnie stawili temu opór.


....................................................................................................................................................................



Do obozu przybyła jakaś tajemnicza grupa ludzi ubranych po cywilnemu. Już lepiej by było, gdyby byli umundurowani. Cywilne ciuchy zawsze kojarzyły się z gestapo. Przyjechali bez żadnej zapowiedzi tak, że nawet nasi *arbajtdzinści* nie wiedzieli, jaki był cel ich wizyty. Szybko się jednak wszystko wyjaśniło, gdyż już w kwadrans później zaczęto nas wzywać pojedynczo do baraku komendantury. Jak tylko wrócił pierwszy tam inwigilowany, zaraz nam przekazał:


- Pytają o porty, o statki i o dźwigi.


Kiedy nadeszła moja kolej, wszedłem do gabinetu komendanta i zobaczyłem tam pięciu starych już Niemców, siedzących za stołem. Przyjaźnie na mnie patrzyli, nawet nie zwrócili mi uwagi, że nie zdjąłem czapki. Nie zaproponowali jednak, bym usiadł. Tłumaczył wszystko Helm.


- A więc pływał pan po całym świecie, - zagaił jeden z tych ludzi, powoli przeglądając moją marynarską książeczkę.


Książeczko moja, żyjesz! Jak dawno ciebie nie widziałem!


- Był pan we Władywostoku. Widzę to na pieczątkach wejścia i wyjścia z portu. Taaaaak... Ile jest tam dźwigów portowych? Pamięta pan?



.........................................................


*) ekspropriacja - przymusowe pozbawienie własności, rekwirowanie cudzego

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×