Przejdź do komentarzyTam gdzie chybocze las i prehistoria z nowoczesnością się miesza
Tekst 52 z 59 ze zbioru: Niezwykłe przygody i przeżycia
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-07-28
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń148

Tam gdzie chybocze las i prehistoria z nowoczesnością się miesza


Wszystko to można zobaczyć w Bad Buchau i jego okolicach. Bad Buchau to miasto w Badenii-Wirtembergii, które słynie też jako kurort leczniczy bazujący na kąpielach błotnych i mineralnych.

Pewnej niedzieli wybraliśmy się z rodziną na wędrówkę po tym pięknym mieście i jego szczególnych okolicach. To był piękny czas. Wiele zobaczyliśmy, wiele przeżyliśmy.


Bad Buchau znane jest przede wszystkim z Federseemuseum, 1,3 km kw., silnie zamulonego jeziora końca epoki lodowcowej, z którego pochodzą liczne znaleziska po plejstoceńskich łowcach reniferów i mieszkańców z epoki kamienia łupanego, sięgającego okresu celtyckiego. Wszystkie te skarby można oglądać w muzeum na świeżym powietrzu. To jedyne takie miejsce na świecie, gdzie odkryto tak wielką ilość przedmiotów w wilgotnym otoczeniu torfowiska. Nie bez kozery więc temu miejscu w 2011 roku przyznano tytuł Światowego Dziedzictwa UNESCO.


W bezpośrednim sąsiedztwie parku zdrojowego w Bad Buchau znajduje się słynny las, tzw. chyboczący las (Wackelwald).



Dlaczego chyboczący? Ano dlatego, że odwiedzającymi go ludźmi najnormalniej w świecie chybocze na różne strony. Naprawdę. Wiem, bo byłam, widziałam i czułam. Każdy kto wejdzie do tego lasu jest niesamowicie zaskoczony. Każdy krok wywołuje pod nogami drżenie i chybotanie się ziemi. Ludzie stają, śmieją się i co rusz podskakują, bo to niesamowite zjawisko, i wielka frajda.

Skąd się to zjawisko bierze? Stąd, że las leży na glebie torfowej, a jak to w lesie bywa, rośnie w nim dużo drzew. Drzewa zaś mają mnóstwo korzeni, które się rozwidlają i wrastają w glebę. Przestrzenie między korzeniami są więc wypełnione torfem. Ot i całe wyjaśnienie zjawiska chybotania się lasu. Proste, prawda? Ale kto o nim nie słyszał i bez przygotowania wejdzie do tego lasu, może przeżyć szok.

Niesamowite to uczucie, tym bardziej, że idzie się po normalnej niby ścieżce leśnej pokrytej grubym torfem i gołym okiem niczego nadzwyczajnego nie widać, aż tu nagle, ni stąd, ni zowąd, takie kolebanie. Bardzo miłe kolebanie. Naprawdę fajne uczucie. Idzie się jak po galarecie.


Z lasu powędrowaliśmy do Federseemuseum, aby podziwiać domy na palach w obozie myśliwskim z czasów prehistorycznych — z późnej epoki brązu, które zachowały się na bagnach. Wszystkie zbudowane są z drewna, gliny, trzciny i słomy.

Muzeum to oferuje na świeżym powietrzu wiele archeologicznych znalezisk do oglądania, z którym można się dowiedzieć o życiu ludzi w tamtych czasach. Wśród najcenniejszych eksponatów znajduje się tam najstarsze drewniane koło od wozu — liczące 5000 lat.



Co kawałek znajdują się platformy widowiskowe, z których można podziwiać przepiękną, bardzo rozległą panoramę.



Na koniec wędrówki poszliśmy zwiedzić miasto. Po drodze zwróciłam uwagę na szyld (patrz: pierwsze zdjęcie poniższej), gdyż przywołał mi refleksję o tym, jak hitlerowska wojna zmieniła Niemców, i jak się tu wszystko zmieniło na dobre. Naprawdę, kochani Rodacy z Polski. Nastały tu przyjazne czasy dla zwykłych ludzi innych narodów i różnych religii. Choć przed wojną, i w czasie wojny, było tu rzeczywiście bardzo tragicznie. W Buchau mieszkało bardzo dużo Żydów. Osiedlili się tu już pod koniec XIV wieku.



Podczas pogromu Nocy Kryształowej, 9 listopada 1938, faszyści spalili synagogę, po czym wszystkich Żydów wywieźli do obozów koncentracyjnych. Niemcy nie kryją swojej potwornej historii.

Jako ciekawostkę dodam, że Buchau to też rodzinne miasto ojca Alfreda Einsteina, Hermana, który mieszkał tu z rodziną aż do momentu przeprowadzki do Ulm, krótko przed narodzinami Alfreda. Zaś kuzyn Alfreda, Siegbert Einstein, który przeżył obóz koncentracyjny w Theresienstadt, po wojnie wrócił do Buchau i przez wiele lat był wiceburmistrzem miasta.


Wąskie uliczki miasta są piękne i bardzo zadbane. Restauracyjki swoim pięknym wyglądem zachęcają gości do wejścia.

Po drodze, kierując się już w stronę parkingu, podziwialiśmy fikuśną, ale wiele mówiącą fontannę przy Klinice Rehabilitacyjnej.



Przy fontannie nasz pies Aramis (labradoodle) doznał szoku i zaczął tak ujadać, że aż strach człowieka ogarniał. Wcześniej szedł grzecznie przy nas, rozglądając się na boki. Kiedy w końcu popatrzył na wprost i zobaczył przy fontannie figury bardzo sfatygowanych babinek, jak nie podskoczy z przerażenia, jak nie zacznie ujadać. Jak szalony. Wszyscy ludzie przechodzący obok zatrzymali się i wpatrywali się w niego. Jedni z przerażenia, drudzy z zaciekawienia. Po chwili biedulek kapnął się jednak, że palnął gafę. Wtedy na szybko obwąchał wiszące piersi jednej z babinek i w mig wskoczył do fontanny... Pewnie chciał ochłodzić swoje rumieńce wstydu. Wszyscy dookoła buchnęli gromkim śmiechem. A kliniczne echo poniosło ten śmich po całej okolicy.



  Spis treści zbioru
Komentarze (10)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
ja to lubię chodzić prostą drogą. Nie lubię kolebania.
avatar
Arcydzieło, a ja wiem dlaczego... Bo Ty czasem sam się kolebiesz... po piwku. ;)
avatar
To co ja pije, to ambrozja. I sie nie kolebie. Trzeba znac swoje mozliwosci, tzw umiar. I tak robic, zeby sie nie kolebac.
avatar
No, i takie rzeczy czyta się przyjemnie.
Pozdrawiam.
avatar
No jasne, Arcydzieło, w piciu ambrozji umiar trzeba zachować, bo gdyby się przeholowało, berbeciem by się znów stało... i raczkować by się przytrafiało. ;)


Dziękuję, Marian, i również pozdrawiam.
avatar
To, co urzeka w tej prozie - to jej głęboki humanistyczny przekaz: świat jest mądry i dobry, a ludzie przyjaźni.

Lokalne ciekawostki i regionalne smaczki - to ten miód na nasze skołatane serce
avatar
Nie wiem o czym mowisz. Nigdy nie przeholowalem.
avatar
Emilio, dziękuję za Twoją recenzję. Tak właśnie chcę widzieć świat i ludzi... Choć czasem jest to bardzo trudne. Jednak jako optymistka i pacyfistka — o takim świecie, o takich ludziach mówić będę zawsze... z nadzieją, że to może skłoni innych do refleksji. :)

Arcydzieło, nie mówię, że to Ty akurat przeholowałeś, mówię ogólnie. ;) A tak pół żartem, pół serio — zapamiętałam Twój pewny komentarz, w którym m.in. meldowałeś: "a rano jeszcze dołożyłem". :D
avatar
Tak. To prawda. Jest taki komentarz, I ja jestem jego autorem. Jak powiadam, trzeba znac granice tolerancji. Uzywajac metafory. Wpadlem do basenu, ale nikt mnie nie musial holowac. Zaznacza, ze wpasc do basenu mozna z wielka elegancja. A znalezc sie na brzegu, w takim stylu w jakim mnie sie to zdarzylo, zycze nawet tym, co nigdy nie uzywali ambrozji. Mam nadzieje, ze moja wypowiedz jest wystarczajaco czytelna, mimo pewnych brakow. Nie mam pojecia gdzie sa te znaki. Wychowalem sie w robotniczym miescie.
avatar
Pewnie, że czytelna. Elegancja ważna rzecz... Podobnie jak — poczucie humoru. :) Oby nam ich nigdy nie zabrało.
Miłego dnia.
© 2010-2016 by Creative Media
×