Przejdź do komentarzyKochane Pszczółki. Dziś przypada Międzynarodowy Dzień Pszczoły
Tekst 34 z 32 ze zbioru: Jak u Beaty z Wolskich Obertyńskiej
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-08-08
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń120

Niedawno przez balkon wpadła do mieszkania mojej Kuzynki prześlicznie brzęcząca pszczoła. Maniuś [Emanuelek] jej najmłodsza, półroczna Pociecha bardzo na widok owada się ucieszył, więc był wyjątkowo niepocieszony, kiedy miłego gościa uprzejmie wyproszono przy pomocy ściereczki oraz gazety, gdy on w tym czasie wrzeszczał wniebogłosy, przy okazji machając wszystkim, co miał pod swoimi tłustymi łapkami.


A sama pszczółka? Przypuszczalnie obęckana wszelakim, z przydomowego ogródka, kwiatowym urobkiem, pomyliła sobie drogę do jednego ze stojących na sąsiednim dachu uli.


Przypomniała mi się opisana historyjka w momencie, kiedy mimo woli zerknęłam na kalendarz. Piękny jest (jeszcze) dzisiejszy dzień; dzień imienin królewskich owadów, które przenigdy nie „zdychają”, lecz zawsze i niezmiennie – po człowieczemu - umierają.


A w obecnej chwili, to miejska zieleń jest dziś bardziej różnorodna gatunkowo, niż wiejskie monokultury; jest też wolna od środków chemicznych stosowanych w rolnictwie – wyjaśniają powody dobrej adaptacji pszczół w miastach samorządowcy z Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.


W przypadający 8 sierpnia Międzynarodowy Dzień Pszczoły przedstawiciele GZM, na terenie której – podobnie jak w innych ośrodkach miejskich – powstają liczne miejskie pasieki, przygotowali kilka rad i wyjaśnień dotyczących adaptacji pszczoły miodnej w warunkach miejskich.


I tak na przykład - poinformowali w notatce prasowej - w Polsce żyje 470 gatunków pszczół, przy czym  pszczoła miodna (hodowlana) jest tylko jednym z nich.


Do niedawna ule pszczoły miodnej wpisane były głównie w krajobraz wiejski, jednak od kilku lat rozwija się trend stawiania uli na dachach budynków miast całego świata. Podobnie dzieje się w Polsce. Prekursorem tej idei w naszym kraju był warszawski Hotel Regent, obecnie najwięcej miejskich pasiek jest w Krakowie.


Na stan dzisiejszy, to miejska zieleń stanowi swoistą konkurencję dla wiejskich monokultur i jest [prawie] wolna od chemicznyh środków ochrony roślin. Ciż sami pasjonasci przestrzegli jednak, że pszczoły w warunkach miejskich wymagają ludzkiego wsparcia: decydując się bowiem na ustawienie uli w mieście należy przede wszystkim zadbać o ciągłość bazy pokarmowej dla wszystkich zapylających, przez cały okres wegetacyjny, owadów.


Jedna z pierwszych miejskich pasiek w regionie stanęła ponad dwa lata temu przy Muzeum Śląskim w Katowicach. Zorganizowano tam też wtedy warsztaty pszczelarskie.


Z kolei aktualna siedziba Muzeum Śląskiego powstała na  dawnym terenie zajmowanym przez kopalnię „Katowice” Większość jej powierzchni umieszczono pod ziemią, a okoliczny teren zaprojektowano pod potrzeby owadów zapylających. Rosną tam miododajne rośliny, tak dobrane pod względem terminów kwitnienia, aby pszczoły mogły kolejno z nich korzystać.


Następne ule pojawiły się na dachu Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, na dachach katowickich budynków basenów Brynów i Burowiec, wreszcie siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. W ostatnich miesiącach o własnych pasiekach informowały liczne firmy, a w ostatnich dniach – samorządowe Koleje Śląskie.


  Spis treści zbioru
Komentarze (8)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dbając o pszczoły, dbamy o siebie i o przyszłość... a jakże!
avatar
Gwoli uzupełnienia dodam, że dziś w Polsce obchodzimy Wielki Dzień Pszczół a 20 maja świętowaliśmy ustanowiony przez ONZ w 2017 r. Światowy Dzień Pszczół (EKO KALENDARZ). Powstał nawet pomnik pszczoły.W zasadzie nie jestem pewna czy w warunkach miejskich pszczoły powinno się hodować. Nie lepiej im na łąkach i polach? A choćby w ogrodach botanicznych? Ale to tylko moje zdanie.Kto obserwował pszczoły, wie, że to społeczność o ciekawych zwyczajach. I bardzo pożyteczna.
avatar
Najpierw trzeba mieć te łąki oraz pola bez pestycydów, o czym zostało napisane wyżej ;)
avatar
Właśnie stąd także powstał trend do tworzenia łąk kwietnych na terenie aglomeracji miejskich.
avatar
Nie tyle z powodu pszczół, co permanentnych posuch.Jeszcze do niedawna upajano się tzw. angielskimi trawnikami, które koszono do samego klepiska.
avatar
Angielskie trawniki...Hmm, a kto by je tak często kosił i podlewał? Może do tej mody na kwietne łąki przyczyniły się także względy praktyczne? Intensywnie zielony kolor równiutko przyciętej trawy wygląda przecież nienagannie,natomiast kwietna łąka trochę przypomina chaszcze. Pielęgnować nie ma potrzeby,bo żyje własnym życiem i chętnie zaprasza wszelkie żyjątka.
avatar
A nie dalej niż rok temu, kiedy interweniowałam w "mojej" Ochronie Środowiska, że podczas suszy rwie się tę biedną trawinę aż do samych korzonków, wówczas urzędująca tam pani poinformowała mnie nie znoszącym sprzeciwu tonem, iż jest to ochrona przed kleszczami...
avatar
Kleszcze są problemem. W parkach też się zdarzają. Moim zdaniem nie powinno się jednak rezygnować całkiem z kwietnych łąk.utrzymuja dłużej wilgoć
© 2010-2016 by Creative Media
×