Przejdź do komentarzyZ kradzieżami tekstów i zdjęć w internecie można sobie poradzić... Jak?
Tekst 59 z 56 ze zbioru: Niezwykłe przygody i przeżycia
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2020-09-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń80

Z kradzieżami tekstów i zdjęć w internecie można sobie poradzić... Jak?


W Internecie często dochodzi do naruszania praw autorskich. Są ludzie, którzy robią to nagminnie i bezkarnie… Ale do czasu! Ustawa o prawie autorskim z 4 lutego 1994 roku za naruszenie praw autorskich i wykorzystanie ich bez zgody autora przewiduje dwa rodzaje odpowiedzialności: cywilną i karną.

Publikując kiedyś swoje artykuły na łamach Wiadomości24, jeden z nich chciałam uzupełnić po pewnym czasie zdjęciami. Co też uczyniłam. Tekst ponownie wrócił do moderacji. Po paru godzinach dowiedziałam się nagle, że jest on już opublikowany na pewnym portalu społecznościowym. W całości, bez podania nazwiska autora. Nie powiem, zdziwiłam się. Napisałam o tym fakcie e-maila do wydawcy i oto co mi on poradził:

— „Proponuję zatem skontaktować się z administratorem tej strony i... wystawić mu rachunek za naruszenie praw autorskich... Takie praktyki są niedopuszczalne, ktoś przywłaszczył Pani tekst, w dodatku nie podpisał go. W razie problemów z zarządcą strony proszę nam dać znać”.

Ucieszyłam się tą odpowiedzią, bo przecież redakcja ma zawsze większą siłę przebicia niż pojedynczy autor. Zrobiłam tak jak mi wydawca poradził i napisałam do administratora tegoż portalu maila z prośbą o usunięcie mojego tekstu. Niestety, bez echa. Za dwa dni ponowiłam prośbę, za kolejną poradą wydawcy:

— „Proszę jeszcze z dobę poczekać, a potem wysłać ostrzeżenie, że jeżeli materiał nie zniknie, zajmie się nim dział prawny Grupy Wydawniczej Polskapresse...”.

No to czekałam. I co? I dalej zero reakcji. Administrator milczał jak zaklęty, a mój tekst nadal widniał na głównej stronie jego portalu.

Celowo nie podaję nazwy owego portalu społecznościowego, ażeby jego nieuczciwym założycielom nie robić darmowej reklamy.

Ponownie weszłam w kontakt z wydawcą, meldując co i jak. Po chwili dostałam jego odpowiedź o treści:

— „Pani Michalino, redaktor naczelny zadecydował, że jednak puścimy Pani tekst o kradzieży :) Napisał już w imieniu redakcji do właścicieli serwisu... Czekamy na dalszy rozwój wypadków”.

I w końcu się doczekaliśmy. Tekst mój zniknął ze „złodziejskiego” portalu. A jego administrator, kajając się, gorąco mnie przeprosił. Podziękowałam więc kolejnym mailem redaktorowi naczelnemu za pomoc:

— „Panie Tomaszu, właśnie napisał do mnie administrator rzeczonego portalu z przeprosinami za wykorzystanie mojego tekstu bez mojej zgody. Na moje prośby nie reagował, ale na Pańską niemalże natychmiast i tekst dzisiaj zniknął z jego strony. Dziękuję za pomoc i pozdrawiam!”. — W odpowiedzi redaktor mi odpisał:

— „Pani Michalino, znalazła Pani bardzo sympatyczne wyjście z tej przykrej sytuacji. Uśmiechnąłem się, gdy przeczytałem komentarz. Pozdrawiam”. — Kończąc naszą korespondencję, odpowiedziałam:

— „Miło mi, że się Pan uśmiechnął. Bardzo lubię uśmiechniętych ludzi. A co do wyjścia… No cóż, myślę, że prawdziwego dziennikarza obywatelskiego poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy.... To taki żarcik, ale wiele w nim prawdy. Dziękuję za pozdrowienie i również pozdrawiam!”.


Potem — zupełnie przez przypadek — jeszcze wiele razy napotykałam na swoje teksty, a także zdjęcia (napotykam jeszcze i dziś) na Facebooku, na niektórych portalach społecznościowych i blogach.



Za każdym razem wtedy reagowałam i reaguję... i za każdym też razem byłam i jestem bardzo przepraszana... I to mi wystarcza.


Pod przeprosinami dostawałam także różne komentarze. Większość miłych. Cytuję trzy z nich (nazwiska pozostawiam tylko dla swojej i redakcji wiadomości):


— „Spróbuj doszukać się w tym pozytywów. Skoro Ciebie `piratują` to przecież znaczy, że Twój tekst jest przedmiotem pożądania”. WA


— „Oczywiście, że to miłe, kiedy teksty podobają się, są czytane i wykorzystywane dalej, ale powinno to się odbywać za zgodą autora, albo przynajmniej z podaniem linku do źródła. Takie przywłaszczanie sobie czyjeś pracy jest bezprawne... i niemiłe”. GraK


— „Ja bym tę kradzież potraktował nieco jako komplement... Ukradli bez podawania autora czy z? A może po prostu niech zapłacą za używanie?”. GW


Jakkolwiek by nie było, myślę, że w przypadku kradzieży tekstów, czy fotografii, zawsze powinniśmy reagować. Porządek musi być. Ale powinniśmy to robić z poczuciem humoru, bez mściwości. Mściwość, podobnie jak nienawiść, to cecha ludzi o niskim poziomie kultury osobistej.



  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
W średniowiecznej Szwajcarii za kradzież obcinano prawą rękę. Jeżeli złodziej to przeżył, miał jeszcze jedną - tę lewą - dłoń

po to, by z nią do końca życia chodzić po prośbie
avatar
Plagiaty zdarzają się wszędzie, na publixo również. Dwa lub trzy lata temu opublikowałem nieco zmienioną wersję mojego limeryku chyba sprzed roku. I wtedy zaatakował mnie jeden z użytkowników, zarzucając mi, że ukradłem jego tekst. Na szczęście go już tutaj nie ma, ale w tym czasie spełniał tu dziwną rolę; rolę zwykłego kapusia i donosiciela. Czasami nawet myślałem, że to on kieruje portalem. Zjawisko to dostrzegła Piórko i o tym napisała, publikując skany mojego tekstu z przeszłości oraz kartkę z tomiku, w którym był on opublikowany. I wtedy zauważyłem, że to właśnie tenże użytkownik, a nie ja, jest sprawcą kradzieży. Na nic zdały się moje i Piórka wyjaśnienia oraz dowody. Wszystko, co w tej kwestii pisaliśmy, było natychmiast kasowane, a my blokowani. Moje wpisy były kasowane niemal natychmiast po ich opublikowaniu, a ja regularnie blokowany. Zdarzało się, że moje kilku lub kilkunastodniowe blokady rozdzielała tylko jednodniowa aktywność. Tenże użytkownik nigdy nie przyznał się do plagiatu, a nawet żądał ode mnie przeprosin.
Na szczęści chyba od ponad roku nie musimy reagować na jego impertynenckie zaczepki, chociaż kilkakrotnie w innym wcieleniu się tutaj pojawiał.
avatar
Kilka miesięcy temu też ktoś mi ukradł jeden z dłuższych utworów "rymem pisany" i opublikował na swoim portalu na FB. Znajomy to zauważył i powiadomił mnie. Na szczęście, po mojej interwencji, plagiat zniknął, chociaż bez najmniejszych przeprosin.
avatar
Emilio, a nie o Szwecję Ci chodziło? O Szwajcarii nie słyszałam.Taka kara obowiązywała tylko w średniowieczu? Niestety, obowiązuje ponoć w niektórych krajach jeszcze i dziś. Np. w Iranie, tyle że tam za drugą kradzież.


Janko, chyba wiem, o kogo Ci chodzi. Też miałam z nim styczność. No cóż, wiele jest takich ludzi, którzy postępują podobnie i nie potrafią się z tym pogodzić... że zostali przyłapani i brną w kłamstwie dalej.
A takich wcielonych w inne postaci/nicki to i ja doświadczyłam. :D Obrażali mnie, prowokowali, ale kiedy się zorientowali, że ich rozszyfrowałam i nie mam zamiaru dać się wciągnąć w ich intrygi, nagle, o dziwo, dawali mi spokój, przestając nawet publikować swoje teksty, pozostając na dwóch/trzech wcześniej opublikowanych pozycjach.
Takie osoby bez zasad najlepiej ignorować. W końcu same się znudzą swoimi intrygami... i zaczną atakować innych. Bo tak już muszą. Muszą pluć jadem nienawiści na lewo i prawo, by się nim samemu nie zadławić. ;D
Żal mi takich ludzi, bo sami nie wiedzą jak wiele tracą z życia, które przecież może być przyjemne, radosne... spokojne.


Hardy, i Ciebie dotknął ten proceder? Na FB jakoś dziwnie nie przepraszają. Miałam tam dwie kradzieże. Z tego co wiem, a ile nie wiem... to nie wiem. ;)
© 2010-2016 by Creative Media
×